W praktyce restrykcje okazują się jednak durszlakami, przez które przeciekają najróżniejsze możliwości ich obchodzenia. Poza tym sankcje to oczywiście kij z dwoma końcami, ten drugi uderza w państwa je nakładające. Dobrym przykładem jest sytuacja branży lotniczej, która została ciężko uderzona pandemią COVID-19, zaś obecnie na styku Europy z Azją musi ponosić wielkie dodatkowe koszty.
W 2011 r. napisałem optymistyczny komentarz „Polskie skrzydła znów nad Syberią”. Po kilku latach naszego odbijania się od ściany Polska i Rosja wtedy podpisały porozumienie o ponownym wpuszczeniu PLL LOT do korytarzy przelotowych nad Syberią. Umożliwiło to powrót na najkrótszą trasę na Daleki Wschód i odtworzenie/uruchomienie linii do Pekinu, Seulu czy Tokio. Tylko syberyjski skrót, z którego od lat korzystały linie zachodnie, zapewnił opłacalność połączeń. Od 2022 r. wojna i zakaz lotów dla maszyn rosyjskich nad UE wywołały oczywistą kontrakcję Rosji. Obecnie LOT utrzymuje Daleki Wschód, ale lata wielkim łukiem i nawet zygzakiem: przez Rumunię, Morze Czarne, potem Gruzję i Azerbejdżan, Morze Kaspijskie, Kazachstan, z ominięciem Uzbekistanu, dalej nad Chinami i skrawkiem Mongolii – dopiero od tego miejsca karkołomna trasa pokrywa się z dawną. W rozluźnionym korytarzu nad Syberią natomiast Chińczyków „jak mrówków”, fruwają także wszyscy inni bliscy Putinowi – Emiraty, Turcja, Indie, Filipiny, Izrael etc. etc.
Znacznie mniej znany jest wątek jednego z korytarzy nad… Polską. Otóż Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP) przeprowadza przez naszą przestrzeń – konkretnie z/do Litwy wzdłuż linii Białystok-Lublin-Rzeszów do/ze Słowacji – samoloty linii np. z Egiptu, Turcji czy Serbii, ale lecące z/do Moskwy oraz Sankt Petersburga! Południowe krańce tych rejsów to m.in. Szarm el-Szejk, Hurghada, Stambuł, Izmir, Belgrad. Oczywiście są to maszyny z państw trzecich, ale równie oczywisty jest skład narodowościowy pasażerów – do/z kurortów w Egipcie czy Turcji 100 proc. stanowią Rosjanie, zaś na innych trasach absolutną większość. Nie jesteśmy sami, ten korytarz wzdłuż wschodniej granicy UE/NATO, serdecznie zapraszający rosyjskich bogaczy na wczasy, prowadzi wspólnie aż osiem państw (poza Czechami) z niedawnego szczytu B9 z udziałem Josepha Bidena…
Temu procederowi prawnie nie można oczywiście nic zarzucić. Konwencja chicagowska z 1944 r., rozporządzenie unijne z 2014 r. oraz nasze rozporządzenie Rady Ministrów, w ostatniej wersji z 2022 r., mają zastosowanie wyłącznie do statków powietrznych przewoźników rosyjskich. Chodzi o maszyny zarejestrowane w Rosji lub niezarejestrowane, ale należące, czarterowane lub kontrolowane przez rosyjską osobę prawną lub fizyczną. Cywilizowany świat wyklucza ingerencję kontroli naziemnej w skład pasażerów, od oderwania się maszyny do jej posadowienia na pasie wszyscy na pokładzie podlegają prawu państwa, w którym samolot jest zarejestrowany. Mimo wszystko jednak szokuje, że nasz prezydent i rząd tak ostro wypowiadają się i działają przeciwko Rosji, natomiast rządowa agencja chętnie kasuje ruskie pieniądze. Ruskie, albowiem PAŻP-owi bezpośrednio płaci linia turecka, egipska czy serbska, ale koszty przeprowadzenia samolotu stanowią przecież jeden ze składników ceny biletu, który kupuje pasażer ze znakiem Z na koszulce… Notabene z Rosji prowadzi do południowych kurortów korytarz alternatywny, na wschód od Ukrainy i potem nad Morzem Kaspijskim. Czy zatem Polska i sojusznicy naprawdę muszą tak otwierać niebo dla zaślepionej wojną Moskwy czy Sankt Petersburga?

