Koszerna aukcja we wtorek

Czy Mojżesz miał wprawę w malowaniu kobiet? Można sprawdzić, choć to inwestycja raczej dla puryca.

Sztuka koszer! — mogło padać nad ladą przedwojennego warszawskiego baru, kiedy chodziło o soczystą porcję mięsa. Mojżesz, a właściwie Moïse Kisling, też pewnie rzucał w tym czasie coś o podobnym wydźwięku, opierając się o długi kawiarniany kontuar w luźnym płaszczu, tuż obok płaszcza Picassa. Autor, którego obraz wyceniono przed nadchodzącą aukcją w przedziale 1,8-2,5 mln zł, rzeczywiście gościł w swojej pracowni kolegów odpowiedzialnych za obecne światowe rekordy — tego Picassa od zagmatwanych form i tego Modiglianiego od wydłużonych aktów. I chociaż każdemu bardzo miło to usłyszeć, ten, kto od takiego opisu zaczyna, powinien się trochę wstydzić.

Zobacz więcej

RYNEK W DIASPORZE: Pod względem sprzedaży na aukcjach główny rynek prac Mojżesza Kislinga jest we Francji, a po jednej czwartej obrotu przypada na Wielką Brytanię i USA. Wystawiona na warszawską aukcję „Ingrid” też pojawiła się już na aukcji we Francji — 5 lat temu wylicytowano ją do 266 tys. EUR (1,1 mln zł). Cena wywoławcza 10 października wyniesie 1,5 mln zł. Fot. ARC

Twórczości Mojżesza Kislinga wcale nie trzeba prezentować w ciepłej aurze uzdolnionych kompanów z Montparnassu, bo to zwyczajnie niesprawiedliwe wobec jego obrazów. Portret, który wystawiony zostanie 10 października w Polswissie, ma nie tylko wysoką estymację, ale też próg z fasonem, bo licytować będzie można dopiero od 1,5 mln zł. Wyborna informacja o tych wartościach, razem z płytką wzmianką o relacjach z Picassem, właściwie załatwiłaby sprawę wyjaśnień — zostawiając posmutniałą Ingrid na boku, razem ze składem zniechęcających muzealnych zlepków, typu „wydźwięk mizerabilistyczny” czy „nowa rzeczowość”. Żeby ani nie zignorować Kislinga, ani nie obrzydzić go tak, jak tylko znawcy potrafią, trzeba zastanowić się chwilę nad samym obrazem — popatrzeć, czy jakaś Ingrid mogła wyglądać tak naprawdę i czy umiałaby znaleźć się w przestrzeni, w której wszystko oprócz głębokiej czerni jakby samo z siebie świeci. Z czasu, kiedy obraz powstawał dopiero w pracowni, a więc z początku lat 30., zachowało się czarno-białe zdjęcie z Kislingiem zaczesanym z przedziałkiem i Ingrid na sztaludze — w zasadzie gotową, jednak o uderzająco pustych, prawie białych plamach nad policzkami.

Element zostawiony być może na koniec bywa kluczowy, bo to właśnie po ogromnych, wydłużonych oczach o niewesoło zamyślonym wyrazie rozpoznaje się zwykle portrety autora. Względem drobnego dołu twarzy zarysowane cienkim łukiem brwi wydają się obwodzić aż za dużą partię, podobnie jak cała głowa wygląda na nieproporcjonalną przy nietypowym układzie rozlegle opadających ramion, zagiętych niedbale przez długą, posągową postać. To właśnie to „mizerabilistyczne” zrezygnowanie modelki — jej zawieszony wzrok w połączeniu z zastaną, niewyszukaną pozą — przywodzi trochę na myśl wspomnianą „nową rzeczowość”, a jeszcze lepiej — tzw. magiczny realizm, znany m.in. z portretów podobnie wyobcowanych, zastygłych postaci. Na tamtych obrazach modelki bywają niby normalne i po niemiecku, schludnie ubrane, ale miewa się czasem wrażenie, że gdyby wstały, sunęłyby, zamiast stawiać kroki, wydając jakieś tajemnicze wielorybie śpiewy. Ingrid, mimo swojego turkusowego spojrzenia, nie jest tak nadnaturalna, ale przerysowując partie zasmuconych oczu i opuszczonych ramion, Kisling chciał nadać jej pewien nieprzemijający nastrój, trochę zawiesić ją w czasie. Uwypuklił oczy, wysmuklił nieruchome jak u parkowej rzeźby dłonie, zmienił owal głowy — a potem nasycał wszystko po kolei świetlistymi warstwami farby, aż zaczęły wydobywać się jaskrawe kontrasty. Jasne chłodne oczy z uderzająco białym kołnierzem i statycznie czarna suknia z żywo zieloną łodygą tulipana grają, przenosząc wzrok na poszczególne fragmenty obrazu. Można to sobie nazywać różnie, np. wibrującym po modiglianowsku, wewnętrznym światłem, ale zamiast ryzyka inwestycyjnego zwiększamy wtedy ekspozycję na bełkot. Formę nieczytelnie zagmatwaną, strawną tylko na obrazach Picassa — kolegi Kislinga z Montparnassu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Koszerna aukcja we wtorek