Koszty pracy biją w kopalnie

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2014-05-12 00:00

Czy polskie górnictwo może być konkurencyjne? Tak, jeśli zredukuje koszty wydobycia.

Protesty górników, przestoje kopalni, informacje o rosnącym imporcie paliwa z Rosji — nasze górnictwo nie ma w ostatnich miesiącach dobrej passy. Nic dziwnego, że sesje Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach poświęcone tej tematyce wzbudziły wyjątkowo duże zainteresowanie. Ale czy mogło być inaczej, jeśli ubiegłoroczna strata Kompanii Węglowej, największego koncernu w kraju, wyniosła 1 mld zł? I choć w pozostałych spółkach z końcowym wynikiem rocznym nie jest tak źle, inne dane nie napawają optymizmem. Przykład? Zapasy wynoszą 15 mln ton. Dla porównania, roczne wydobycie węgla kamiennego sięga 76,5 mln ton. Potężną pozycję w bilansach stanowią koszty pracy. W Bogdance wynoszą 36 proc., w PG Silesia 40 proc., w Katowickim Holdingu Węglowym 46 proc., w Jastrzębskiej Spółce Węglowej 50 proc., a w Kompanii Węglowej — aż 63 proc.

WIĘCEJ PAŃSTWA, DROŻSZY PRACOWNIK: Prywatna Bogdanka ma niskie koszty pracy, w częściowo sprywatyzowanej JSW
 stanowią one połowę kosztów, w państwowej Kompanii Węglowej — aż 63 proc. Menedżerowie spółek węglowych będą musieli rozwiązać
 ten problem. I to raczej prędzej niż później. [FOT. M.SZALAST/EDYTOR]
WIĘCEJ PAŃSTWA, DROŻSZY PRACOWNIK: Prywatna Bogdanka ma niskie koszty pracy, w częściowo sprywatyzowanej JSW stanowią one połowę kosztów, w państwowej Kompanii Węglowej — aż 63 proc. Menedżerowie spółek węglowych będą musieli rozwiązać ten problem. I to raczej prędzej niż później. [FOT. M.SZALAST/EDYTOR]
None
None

— To historyczny gorset. Problem w tym, że w systemie płacowym nie ma elementu efektywnościowego, czyli stymulującego wydajność pracy — mówi Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Podobnie uważa Mirosław Taras, nowy prezes Kompanii Węglowej.

— Górnictwo zostało wyjęte z reguł ruchu ciągłego, co powoduje, że praca w soboty i niedziele jest trzykrotnie droższa. Rozwiązania zawarte w prawie górniczym i geologicznym także powodują olbrzymie opłaty — tłumaczył prezes.

Z chłopa król

Uczestnicy jednej z sesji, poświęconej górnictwu, szukali odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że Silesia — jedna z najgorszych kopalni Kompanii Węglowej, sprzedana cztery lata temu prywatnemu przedsiębiorcy — funkcjonuje teraz na zdrowych zasadach.

— Po czterech latach wydobywamy 2 mln ton węgla rocznie. Zatrudniamy 1650 osób, czyli stworzyliśmy tysiąc miejsc pracy. Wydobycie na pracownika wynosi 1100 ton, podczas gdy w Kompanii Węglowej 350 ton. Oto różnica. KW na węgiel emerycki wydaje 250 mln zł rocznie — to szaleństwo. U nas tego nie ma. Chcemy zejść z kosztami pracy poniżej 40 proc. Nowoczesny sprzęt, wyjąwszy konieczne konserwacje, pracuje 20 godzin na dobę. Związkowcy dobrze wiedzą, że zamknięcie kopalni zawsze jest realne [taki miała plan Kompania Węglowa — przyp. BW]. Owszem, z organizacjami pracowniczymi bywają kłopoty, ale nie ma wojny — mówił Michal Heřman, prezes PG Silesia.

W przyszłości innym pozytywnym przykładem może być kopalnia, którą zamierza zbudować Kopex na polu rezerwowym kopalni Czeczott.

— Charakteryzuje się płytko zalegającym złożem węgla (250-650 metrów), a więc nie trzeba budować drogich szybów. Śląskie kopalnie wydobywają węgiel z głębokości do 1000 metrów — porównywał Józef Wolski, prezes Kopeksu. Inne zalety złoża? Pokłady węgla o grubości 3,5 metra, jego bardzo dobra jakość, minimalne zagrożenia naturalne (np. metan).

— Zakładamy pełne wykorzystanie czasu pracy maszyn i urządzeń przy siedmiodniowym tygodniu pracy. Oczywiście priorytetami pozostaną bezpieczeństwo pracy i ochrona środowiska — mówił Józef Wolski. Spółka liczy, że w przyszłym roku rozpocznie inwestycję.

Rosjanie w ofensywie

Wszyscy prelegenci zgodzili się, że węgiel jeszcze długo będzie częścią polskiego miksu energetycznego. Pozostaje pytanie, czy to będzie polski węgiel? W ubiegłym roku do naszego kraju przywieziono 10 mln ton tego paliwa. Tyle samo też wyeksportowano. Jest bardzo prawdopodobne, że w następnych latach import będzie rósł. Tego się boi m.in. Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu. Rosyjskim firmom pomaga spadek wartości rubla, który podnosi atrakcyjność ich oferty. Tylko w styczniu i lutym przywieziono od naszego wschodniego sąsiada 2,9 mln ton.