Od września nie zmieniło się podejście Polaków do oszczędzania. Na szczęście dla firm
Widzimy kryzys, ale o własny portfel jesteśmy spokojni. Może to i niefrasobliwość, ale pomoże gospodarce.
W zadziwiający sposób przeciętny Kowalski zareagował na kryzys gospodarczy. Widzi, że z gospodarką dzieje się coś złego i obawia się o jej przyszłość, coraz bardziej boi się też o swoją pracę, bo cały czas słyszy o zwolnieniach grupowych. Ale do głowy mu nie przychodzi, że trudna sytuacja gospodarcza przełoży się na zasobność jego portfela.
Boimy się o innych
Nastroje wśród gospodarstw domowych co miesiąc bada Główny Urząd Statystyczny (GUS). Obrazujące je wskaźniki spadają już od początku 2008 r., jednak kiedy na przełomie września i października wybuchł kryzys finansowy, większość z nich wręcz się załamała. W listopadzie odsetek osób obawiających się o przyszłą sytuację ekonomiczną kraju był o 19 pkt wyższy od odsetka optymistów. Jeszcze dwa miesiące wcześniej różnica ta wynosiła zaledwie 9 pkt proc.
— W październiku w mediach mówiło się bardzo dużo o kryzysie finansowym. Temat ten był tak głośny, że wywołał niepokój w gospodarstwach domowych — może nawet większy, niż wynikałoby to z ówczesnej sytuacji — mówi Małgorzata Krzysztoszek z PKPP Lewiatan.
Jeszcze większe załamanie odnotował wskaźnik obrazujący lęki przeciętnego Kowalskiego dotyczące sytuacji na rynku pracy — spadł w dwa miesiące z +7,5 pkt do -15,8 pkt.
— To znaczy, że w gwałtowny sposób zwiększyła się liczba osób uważających, że bezrobocie będzie rosło. Jako argument pesymiści podają kryzys gospodarczy, ale też obawy o masowy powrót emigrantów do Polski — mówi Kazimierz Latuch, odpowiadający w GUS za badanie koniunktury konsumenckiej.
Na tym jednak gwałtowne spadki się kończą. Wskaźnik pokazujący skłonność Polaków do oszczędności ledwo drgnął — we wrześniu wynosił -35 pkt, w listopadzie -36,4 pkt. Przeciętny poziom od początku 2008 r. wynosi -37,5 pkt, co znaczy, że — paradoksalnie — po wybuchu kryzysu zaczęliśmy bardziej optymistycznie oceniać naszą przyszłą sytuację finansową.
— Ludzie obawiają się kryzysu, ale nie spodziewają się, że jego skutki sięgną również ich samych. Ewentualną utratę pracy odnoszą do innych, nie do siebie. W innym wypadku osób deklarujących, że uda im się zaoszczędzić pieniądze, byłoby znacznie mniej — komentuje Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.
Wskaźnik idzie więc niezmiennie drogą wytyczoną już w 2003 r. Wówczas wynosił -65 pkt, co oznaczało przytłaczającą przewagę pesymistów nad optymistami. Od tego czasu ta dysproporcja stale maleje.
Na zakupy
Spokój konsumentów to dobra wiadomość dla firm. Pozwala mieć nadzieję, że mimo kryzysu gospodarczego Polacy nadal będą skłonni do wydawania pieniędzy.
— Przeciętny Kowalski finansowo czuje się równie pewnie, jak na początku roku, kiedy konsumpcja rozwijała się w zawrotnym tempie. To znaczy, że w najbliższych miesiącach nie zacznie gwałtownie ograniczać wydatków, dzięki czemu przedsiębiorcy nie powinni mieć problemów ze sprzedażą towarów — twierdzi Grzegorz Ogonek.
Co będzie dalej? Trudno powiedzieć.
— Konsumpcja w dużej mierze zależy od subiektywnej oceny poszczególnych osób. To sfera psychologii, dlatego ciężko ją prognozować, nawet gdy mamy twarde założenia dotyczące wszystkich wskaźników gospodarczych — tłumaczy Małgorzata Krzysztoszek.
Jedno jest pewne — tak silnej konsumpcji, jaką mieliśmy w pierwszej połowie roku, kiedy roczna dynamika sprzedaży sięgała 24 proc., nie uda się w przyszłym roku utrzymać.
— Na razie wpływ kryzysu na rynek pracy jest niewielki — tu zwykle występuje kilkumiesięczne opóźnienie. Kiedy jednak zwolnienia będą się nasilały, a wzrost pensji spowolni, ludzie zrewidują perspektywy dotyczące oszczędności. Wówczas spowolni także konsumpcja — mówi Grzegorz Ogonek.
Jacek Kowalczyk