Kowalski skąpi samorządowcowi

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 2015-07-05 22:00

Płace: Wynagrodzenia lokalnej władzy powinny być skromne i ograniczone ustawowo — wynika z sondażu IQS dla „PB”. Wyborcy strzelają sobie w kolano — komentują samorządowcy

— Jeśli 80 proc. społeczeństwa uważa, że za około 6 tys. zł na rękę miesięcznie zatrudni gospodarza np. 45-tysięcznego miasta, który odpowiada za budżet wynoszący 150 mln zł i od jego zaangażowania będzie zależał ich los, to tylko można złożyć wyrazy politowania — tak wyniki sondażu dotyczącego płac samorządowców skomentował Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli. W badaniu przeprowadzonym na zamówienie „PB” przez IQS 84 proc. ankietowanych uważa, że państwo nadal powinno ograniczać pensje starostów, wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i marszałków województw.

A 82 proc. twierdzi, że wójtowie i burmistrzowie powinni zarabiać najwyżej 10 tys. miesięcznie. Nieco łaskawiej zostali potraktowani prezydenci i marszałkowie województw. 46 proc. respondentów uznało, że ich wynagrodzenie powinno się zamykać w przedziale 10-20 tys. zł. Ale niewiele mniejsza grupa, bo aż 40 proc., jest zadania, że nie powinno przekraczać 10 tys. zł.

Płaćmy za efekty

— Trzeba skończyć z kreowaniem stanowiska wójta, burmistrza czy prezydenta jako jałmużny czy nagrody. Czas takie stanowisko traktować jako misję, zadanie do wykonania, które trzeba powierzyć najlepszemu, dobrze opłacanemu menedżerowi, a potem rozliczać go z efektów. W innym razie za nasz los będą odpowiedzialni może i sympatyczni, ale jednak nieudacznicy, którzy do władzy idą dla niej samej, dla pieniędzy, bo zarabiali mniej, co też nie najlepiej o nich świadczy, dla celów politycznych, żeby obsadzić lepiej płatne stanowiska kolegami czy rodziną.

Przecież prezesi spółek gminnych często zarabiają dwa razy więcej niż ich pracodawcy, czyli burmistrzowie czy prezydenci. Taki mamy kraj, jaki sobie wybierzemy — zżyma się Wadim Tyszkiewicz. Jego zdaniem, Polacy oczekują, że ich interesy będą reprezentowali wybrańcy słabi, nieprofesjonalni, źle wykształceni, bez doświadczenia, bez zaangażowania w pracę.

Dariusz Giza z firmy konsultingowej ProPolis nie ukrywa, że kreatywni przedsiębiorcy rzadko pojawiają się w samorządzie. — Jeśli ktoś ma dryg do biznesu, to w nim zostanie, nie musząc martwić się o kominy — ocenia Dariusz Giza. I zauważa, że w zestawieniu z ciężarem odpowiedzialności płace prezydentów są zbyt niskie.

— Jeśli ktoś odpowiada za budżet wart 100 mln zł i otrzymuje 12 tys. zł brutto, to jest to rzeczywiście za mało. Najważniejsze głowy w kraju zarabiają jednak niewiele więcej. A przecież premier i jego ministrowie zarządzają wielokrotnie większymi kwotami — mówi Dariusz Giza. Cieszy go jednak większe przyzwolenie społeczeństwa na nieco wyższe zarobki w większych miastach i urzędach marszałkowskich.

— Optymalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie czytelnych, obiektywnych mierników dla samorządu. Pensja powinna jednak zależeć od efektów pracy — dodaje Dariusz Giza.

— Tak są wynagradzani menedżerowie i tak powinno być w przypadku samorządowców. Oczywiście w naszym przypadku niełatwo o czytelne kryteria. Jednym z nich bez wątpienia jest jednak odpowiedzialność. Podpisuję 20-50 decyzji dziennie i żadna nie może być błędna — zwraca uwagę Wadim Tyszkiewicz.

W piątek i świątek

— Proszę pamiętać, że pensja burmistrza ma mikroskopijne znaczenie dla budżetu gminy. Odpowiedzialność jest niewspółmiernie wyższa — dodaje Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej. Zdaniem Wadima Tyszkiewicza, prezydenci dużych miast powinni zarabiać więcej.

— Ich odpowiedzialność jest ogromna. Ja zarabiam w sam raz: ani za mało, ani za dużo. Ale są gminy, w których odpowiedzialność jest nieduża, a ich włodarze z dużym stażem zarabiają bardzo dużo: właśnie z powodu stażu, a nie efektywności — zaznacza Wadim Tyszkiewicz.

Na inny aspekt pracy samorządowca zwraca uwagę Wojciech Ziętkowski.

— Proszę pamiętać, że samorządowiec nie pracuje pięć dni w tygodniu po osiem godzin. Mój tydzień w pracy trwa zwykle sześć, siedem dni. Tygodniowo pracuję 50-60 godzin. Od siedmiu lat za te same pieniądze. Gdyby ktoś w gminie zrobił ranking najlepiej zarabiających, nie załapałbym się nawet do trzeciej setki. Ale nie narzekam i robię swoje — śmieje się samorządowiec.