Kowalski wybiera odpowiedzialność

Niższy wiek emerytalny i 500 zł na dziecko są dla Polaków ważne, ale nie za cenę wyższych podatków czy problemów z budżetem — wynika z sondażu IQS dla „PB”

Prawo i Sprawiedliwość (PiS) przed wyborami roztaczało warte dziesiątki miliardów plany obniżki podatków i wieku emerytalnego oraz pomocy dla rodzin. Wiadomo już, że na wszystko nie starczy pieniędzy, a do końca miesiąca musimy pokazać Brukseli, jak chcemy utrzymać w ryzach deficyt. Na razie nowa władza spełniła pierwszą z kluczowych obietnic zawieszonych na wyborczych sztandarach — ruszył program 500 zł na dziecko. W przypadku reszty obietnic trzeba będzie dopasować zamiary do sił. Sprawdziliśmy, jakie są dziś apetyty Polaków na resztę wyborczego menu i jaką cenę są gotowi za nie zapłacić.

— Najważniejszy wniosek — Polacy nie chcą realizacji obietnic, gdyby miało to zagrozić stabilności budżetu państwa — podkreśla Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Przewaga odpowiedzialności

Z sondażu IQS dla „PB” wynika, że chociaż Kowalski docenia pomysły rządzących, które mają przynieść ulgę jego portfelowi czy napełnić go dodatkową kasą, to nie chce, żeby robili to za wszelką cenę.

— Jak zwykle ludzie chcieliby zjeść ciastko — realizację obietnic, i mieć ciastko i najlepiej za to nie zapłacić — komentuje Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

Na pytanie, czy rząd powinien realizować obietnice wyborcze, nawet jeśli będzie to wymagało podwyżki podatków, 53 proc. ankietowanych mówi „nie”. Jednak poparcie dla takiego kroku politycy mogliby znaleźć aż u 41 proc. społeczeństwa. Co ciekawe — taką cenę gotowa jest zapłacić ponad połowa osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym, a najgorzej tę ewentualność oceniają mieszkańcy dużych miast i osoby z wyższym wykształceniem. Warte uwagi jest też to, że o ile podwyżka podatków stanowi jeszcze dla wielu osób akceptowaną cenę za konsumpcję wyborczego menu, to już zdecydowana większość Polaków nie chce, żeby rząd stawiał na szali budżetową odpowiedzialność. Zdecydowane „nie” takim pomysłom mówi ponad trzy czwarte ankietowanych, jedynie 18 proc. uważa, że politycy mogą takie ryzyko ponieść.

— Większość społeczeństwa zaakceptowałaby rozmiękczenie obietnic wyborczych, jeśli powodem byłaby troska o stabilność finansów. Stabilność można zachować, podwyższając podatki, większość co prawda jest temu przeciwna, ale odpowiedzi są prawie równe — mówi Maciej Reluga. Grzegorz Maliszewski zwraca uwagę, że zielone światło dla nadmiernego popuszczenia publicznej kasy częściej dają mieszkańcy wsi, młodzi Polacy w wieku 15-24 lat i osoby z najniższym wykształceniem.

— Zdecydowana większość populacji wydaje się mieć jednak odrębne zdanie, co jest pozytywne — mówi ekonomista.

O ile podwyżka podatków stanowi jeszcze dla wielu osób akceptowaną cenę za konsumpcję wyborczego menu, to już zdecydowana większość Polaków nie chce, żeby rząd stawiał na szali budżetową odpowiedzialność.

Emerytalny problem

Z sondażu dla „PB” płynie zaskakujący wniosek — to nie na wsparcie finansowe dla rodzin czekano najbardziej.

— W wynikach widać pewną niespójność, ponieważ trosce o stabilność budżetu towarzyszy największe poparcie dla propozycji obniżenia wieku emerytalnego — podkreśla Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Dla blisko jednej trzeciej badanych to najważniejsza obietnica.

— Dużą wagę, jaką przywiązują do tej kwestii Polacy, można wiązać z długim okresem wysokiego bezrobocia i wciąż żywym lękiem o to, czy uda się zachować miejsce pracy aż do momentu przejścia na emeryturę oraz obawami, czy stan zdrowia pozwoli pozostać aktywnym zawodowo — uważa Marta Petka-Zagajewska, główna ekonomistka Raiffeisen Polbanku. Eksperci nie mają wątpliwości, że to jedna z najbardziej nieodpowiedzialnych obietnic polityków.

— Niepokojące jest to, że największe poparcie z różnych propozycji ma ta, która w dłuższym okresie ma największe negatywne skutki dla gospodarki i finansów publicznych — mówi Maciej Reluga. O ile w pierwszych latach koszty powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego są dla finansów publicznych jeszcze do udźwignięcia — według ZUS spowoduje to w 2017 r. ubytek 7,5 mld zł, to przez starzenie się społeczeństwa problem będzie narastał w kolejnych latach niczym kula śniegowa. Krótsza praca to też zdecydowanie niższe świadczenia na emeryturze, co przyznająrównież politycy PiS. Ten argument Kowalskiego też nie przekonuje, a pomysł ma największe poparcie wśród osób słabo wykształconych i mieszkających na wsi, chociaż pali się do niego także młodzież.

— Stosunkowo duże poparcie wśród młodych, nawet jeśli gorzej wykształconych, świadczy o braku zrozumienia, że jest to negatywne szczególnie dla nich — mówi Maciej Reluga.

— Cały czas społeczna świadomość kluczowej relacji pomiędzy wiekiem przechodzenia na emeryturę a jej wysokością nie jest wystarczająca — wtóruje mu Marta Petka-Zagajewska.

Za priorytet nie uznają go natomiast mieszkańcy największych miast między 25. a 39. rokiem życia z dyplomem wyższej uczelni. Dla nich najważniejsze jest 500 zł na dziecko. Wśród wszystkich badanych tę obietnicę za priorytet uznała jedna czwarta osób.

— Dla ogółu badanych waga tego programu jest blisko o połowę niższa niż obniżenie wieku emerytalnego, co — niestety — może stanowić zachętę dla rządu do realizacji tego postulatu — podkreśla Marta Petka-Zagajewska.

Tak wysokiej pozycji na liście oczekiwań wobec rządzących nie mają już zapowiedzi podwyższenia kwoty wolnej w PIT (17 proc. wskazań) czy obniżka stawek VAT (11 proc.). To dobre wieści dla resortu finansów, który uważa, że powrót do niższego VAT, który zabrałby z publicznej kasy około 7 mld zł, a natychmiastowy wzrost kwoty wolnej do obiecanych 8 tys. zł uszczupliłby wpływy budżetu, samorządów i NFZ o nawet 22 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu