Kowalski zajada się rybną elitą

Ekspansywne łososie i dorsze przyćmiły nieźle rozwijającą się karierę pstrągów. W tym roku passa może się odwrócić, ale na krótko

Z 0,7 kg do 1,32 kg — tak spektakularnego wzrostu spożycia doświadczyły łososie w ubiegłym roku. Dziś to trzecia pod względem popularności ryba w Polsce, po mintajach i śledziach (odpowiednio: 2,85 i 2,11 kg). Sumarycznie jednak spożycie ryb nie rośnie — rokrocznie widać wahania, ale oscyluje wokół 12-13 kg.

Zobacz także

Skala czyni cuda

Łososiowi po piętach depcze dorsz ze wzrostem z 0,85 kg w 2013 r. do 1,24 kg w ubiegłym. Słowa klucze w błyskawicznej karierze ryb to: dostępność, dyskonty i promocja.

— Wpływ na te wyniki miały niższe ceny oraz liczne, cykliczne promocje w dyskontach. Liczba tych sklepów i związany z tym efekt skali sprawiają, że nawet relatywnie drogi produkt, kupowany okazjonalnie, może rozwijać się dynamicznie — mówi Krzysztof Hryszko z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

Chodzi o ryby w wersji świeżej, pakowane w tzw. atmosferze ochronnej. Rosnącą popularność tej technologii widać w wielu krajach, m.in. w Niemczech. Eksperci powszechnie uważają, że tak pakowane wyroby zmieniły postrzeganie klientów, którzy wcześniej z różnych względów odrzucali świeże ryby wyłożone na lodzie, m.in. ze względu na roztaczający się w sklepie zapach.

Polaków nie popchnęło to jednak do masowej konsumpcji ryb, lecz do zmiany jej struktury. W danych o produkcji przemysłowej GUS widać malejącą produkcję ryb mrożonych. Produkcji świeżych urząd nie podaje, ale to one musiały przejąć talerze Polaków.

— Przewagą łososia jest to, że łatwo go podzielić na mniejsze porcje, idealne np. na grilla. Dostępny jest też w plasterkach w postaci wędzonej, doskonale nadającej się do kanapek. Konsumenci cenią wygodę — uważa Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb (PSPR). — Wygodny jest też dla producentów, m.in. dlatego, że zostaje po nim mało odpadów — dodaje Bogusław Kowalski, prezes Graala. Jerzy Safader mówi też o rosnącym zainteresowaniu grillowaniem ryb.

— Łosoś nadaje się do tego idealnie i coraz częściej spycha z grilla kiełbaski. Ponadto, wbrew politycznej propagandzie, siła nabywcza konsumentów rośnie — mówi szef PSPR. Robert Wijata, prezes Limito, nieco tonuje dobre nastroje: trzeba pamiętać o niskiej bazie, która pozwala odnotować dobrze wyglądającą dynamikę.

— Głównym hamulcem dla konsumpcji wciąż jest cena. Widać to było wcześniej — gdy surowiec drożał, konsumpcja spadała. W zeszłym roku ceny się zmniejszały, więc konsumenci ruszyli do sklepów — uważa szef Limito.

Najedzony konsument

Trzecim beneficjentem rybnych przetasowań jest pstrąg, również dostępny w dyskontach w wersji świeżej. W 2010 r. jedliśmy zaledwie 0,3 kg rocznie tych ryb, a w zeszłym już 0,52 kg. Jednak, jak przyznaje Krzysztof Hryszko, konkurencja dorszy i łososi w asortymencie ryb świeżych spowodowała wyhamowanie silnej dynamiki wzrostu popytu na pstrągi, którą widać było w ostatnich latach.

— Ten rok może przynieść lekki spadek konsumpcji łososia. Patrząc na dane handlowe za pierwsze cztery miesiące, spodziewałbym się spożycia mniejszego o około 10 proc. — i to mimo spadku cen. Dostępności ryby już raczej nie można zwiększyć, konsumenci być może poczuli się nasyceni i muszą odpocząć. Takie wahania nie są niczym nowym, zdarzały się już w poprzednich latach, długookresowy trend to jednak zdecydowanie wzrost — twierdzi ekspert IERiGŻ. Bogusław Kowalski spodziewa się wzrostu, ale znacznie mniejszego niż w ubiegłym roku.

— Obecny ruch na rynku wskazuje, że łosoś może zyskać w tym roku około 10 proc. Generalnie widać natomiast przesunięcie konsumpcji w stronę ryb bardziej „elitarnych”, a więc nie tylko łososia, ale też dorsza. Kluczowe dla branży nie są jednak przetasowania, ale podniesienie ogólnego spożycia, bo średnia w UE jest dwa razy wyższa i wynosi 24 kg. Dlatego pracujemy nad kolejną kampanią promującą ryby w kraju — mówi szef Graala. Przetwórcom pozostaje na razie eksport, czyli główny motor ich wzrostu od lat. Za granicę trafia 80-90 proc. przetwarzanego w Polsce łososia.

— Złoty zainwestowany w rozwój eksportu na Daleki czy Bliski Wschód zwraca się nieporównywalnie szybciej niż na rynku krajowym, choć oczywiście logistyka jest łatwiejsza na miejscu — mówi Robert Wijata. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu