Jupiter, największy akcjonariusz Hydrobudowy Śląsk, rozważa odwołanie zarządu. Tymczasem KPWiG upiera się, że to fundusz złamał prawo i zawarł porozumienie z Energopolem Południe, innym udziałowcem.
Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG) chce, by prokuratura jeszcze raz zajęła się sprawą domniemanego nielegalnego porozumienia, jakie miało zostać zawarte między akcjonariuszami Hydrobudowy Śląsk. Pretekstem stało się pismo, które zarząd Hydrobudowy złożył w marcu do KPWiG. Zarzucał w nim NFI Jupiter i Energopolowi Południe złamanie prawa i przekroczenie bez zgody komisji 33 proc. głosów na walnym.
— Prokuratura postanowiła umorzyć postępowanie w tej sprawie, ale komisja uznała, że informacje złożone przez zarząd uzasadniają podejrzenie o naruszenie prawa. W związku z tym złożyliśmy do prokuratury zażalenie — wyjaśnia Michał Stępniewski, rzecznik KPWiG.
Zarówno Jupiter — największy udziałowiec spółki, jak i Energopol Płd., w którym notabene Jupiter ma 42,2 proc. udziałów — nie przyznają się do zawarcia porozumienia.
— Prokuratura nie zdecydowała się na postawienie zarzutów, co oznacza, że działanie zarządu Hydrobudowy było bezpodstawne. Z tego należy wyciągnąć odpowiednie konsekwencje — mówi Janusz Koczyk, prezes NFI Jupiter.
Jakie więc konsekwencje zamierza wyciągać Jupiter i czy będzie dążył do zmiany w składzie zarządu Hydrobudowy?
— Niczego nie wykluczam — odpowiada Janusz Koczyk.
Na poprzednim walnym próba odwołania zarządu spółki nie powiodła się.
— Kiedy Jupiter inwestował w Hydrobudowę, zapowiadał, że będzie inwestorem pasywnym. Teraz funduszowi chodzi o uzyskanie kontroli nad spółką. To zupełnie niepotrzebny konflikt i nie powstał z winy naszego zarządu — zapewnia Jarosław Dusiło, wiceprezes Hydrobudwy Śląsk.
Spółka zamknęła 2002 r. zyskiem netto 506 tys. zł, z przychodami na poziomie 111,8 mln zł.