Kradzież pomysłu niszczy atmosferę

Anna Maria Seroczyńska
opublikowano: 1999-04-09 00:00

Kradzież pomysłu niszczy atmosferę

Nie we wszystkich firmach warto mówić o swych projektach

OSTRA KONKURENCJA: Na rynku panuje duża konkurencja, a rywalizacja jest sposobem selekcji. Musi być oparta o jasne reguły postępowania, gdyż inaczej doprowadzi do chaosu. Pracownicy nie powinni przy tym zapominać o takich wartościach jak koleżeństwo i lojalność. Są one podstawą powodzenia ich organizacji — zapewnia Andrzej Lech, prezes Warszawskiego Instytutu Bankowości. fot. ARC

Okazuje się, że dochodzenie swych praw do pomysłów zawłaszczonych przez innych współpracowników wymaga znajomości pewnych metod. Warto zebrać wcześniej „materiał dowodowy” i przedstawić go na piśmie szefowi. Zasadność dzielenia się swymi pomysłami natomiast zależy od rodzaju organizacji — w tych gdzie dominuje rywalizacja, lepiej zachowywać je dla siebie, a tam gdzie liczy się kooperacja — warto konsultować je z innymi.

Przedstawienie cudzego pomysłu jako własny może zdarzyć się w każdej firmie. Większe prawdopodobieństwo zaistnienia takiej sytuacji występuje tam, gdzie polityka personalna opiera się na bezpardonowej rywalizacji pracowników. Wyścig „szczurów” nie daje czasu na wytchnienie, a przecież „szczur” jako jedno z najinteligentniejszych stworzeń, powinien wykazać się sporą ilością dobrych pomysłów.

— Tworzenie klimatu bezwzględnej rywalizacji sprawdza się w wielu dużych korporacjach. Ich menedżerowie wprowadzają taki system, gdyż jest on efektywny. Sam odnoszę się do niego z dużą niechęcią, bo na dłuższą metę jego charakter może być destrukcyjny — przestrzega Andrzej Lech, prezes Warszawskiego Instytutu Bankowości (WIB). Szef WIB jest zdania, że nawet w warunkach bezwzględnej rywalizacji musi obowiązywać kodeks etycznego postępowania. W przeciwnym wypadku może nastąpić eskalacja tego typu zachowań, która po pewnym czasie zniszczy całą firmę.

Dochodzić swego

Piotr Sierociński, senior manager z Działu Systemów Wynagrodzeń z Neumann Management Institute (NMI), jest zwolennikiem dochodzenia swych praw oraz asertywności osób poszkodowanych, czyli tych, które mogą stracić prawa do swych pomysłów.

— Autor projektu czy pomysłu, który został przez kogoś zawłaszczony, powinien wykazać się asertywnością i powiadomić szefa o zaistniałej sytuacji. Konieczne jest jednak zebranie materiału dowodowego i argumentów. Przy ich braku osobie poszkodowanej będzie dużo trudniej działać — ostrzega specjalista z NMI.

Na istotną rolę „materiału dowodowego” zwraca uwagę również Katarzyna Korpolewska, prezes firmy doradczej Profesja Consulting. Twierdzi ona, że problem dochodzenia autorstwa danego projektu może być tak skomplikowany, iż lepiej zabezpieczyć się zawczasu. Według Katarzyny Korpolewskiej, każdy nowy pomysł powinien być zgłaszany dwuetapowo.

Jej zdaniem, najpierw należy przedstawić go na piśmie bezpośredniemu przełożonemu, a potem osobie znajdującej się wyżej w hierarchii. Ten ostatni krok stawia się po to, by ustrzec się jeszcze innego rodzaju niepewności. Szef może po prostu przypisać sobie pomysł pracownika lub uznać go za nic nie wnoszący i zlekceważyć. Przydaje się więc tutaj zaprezentowanie go wyższym instancjom.

Bez walki

Andrzej Lech uważa, że sytuacja przywłaszczenia pomysłu jest w ogóle sprzeczna z istotą funkcjonowania zespołu pracowniczego, którego członkowie z założenia powinni się akceptować i kooperować, a nie rywalizować.

— Zespół powinien być grupą osób, które mają wspólne cele. Jeżeli powstaje sytuacja, gdy ktoś zachowuje się nieuczciwie, to jest ona wskaźnikiem, że coś w organizacji źle funkcjonuje — twierdzi szef WIB.

Katarzyna Korpolewska zwraca uwagę, że innowacyjność i kreatywność są bardzo pożądanymi przez szefów cechami pracowników. Menedżerowie powinni je brać pod uwagę podczas ocen okresowych. Nie podpisuje się jednak pod opinią Andrzeja Lecha, że członkowie zespołu powinni dzielić się swymi pomysłami bez obaw. Jest świadoma, że próby dochodzenia swych praw są tak żmudne, iż czasem lepiej nie wtajemniczać kolegów w to, nad czym się pracuje. Szef WIB twierdzi z kolei, że wspólne dyskusje i weryfikowanie pomysłów przez innych jest gwarantem rozwoju firmy.

— W naszej firmie mówimy o własnych pomysłach bez obaw. Jesteśmy pewni tego, że bez wymiany informacji na ich temat i weryfikacji, nie będą one mogły w pełni się rozwinąć. Dlatego często przy tworzeniu projektów stosujemy „burze mózgów” — opowiada Andrzej Lech.

Arsenał kar

Piotr Sierociński podkreśla, że rodzaj kary za wykorzystanie czyjegoś pomysłu będzie zależał od rozmiarów przewinienia i charakteru pomysłu. Ważne jest, by winowajca uświadomił sobie naganny charakter swego zachowania.

— Każdy menedżer powinien zareagować na tego typu sytuację. Arsenał kar jest szeroki, od dyscyplinarnych po nieuwzględnienie przy awansie na wyższe stanowisko, podwyżce czy premii. W cięższych przypadkach — np. gdy chodzi o kampanię reklamową czy poważny projekt architektoniczny — należy nawet oprzeć się o prawo cywilne, ewentualnie można zwolnić pracownika — radzi specjalista z NMI.