Kraj mój widzę cyfrowy

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 17-09-2008, 00:00

Maciej Witucki, prezes Telekomunikacji Polskiej, zamierza zlikwidować internetowe czarne dziury: wkrótce internet, telewizja cyfrowa i telefon w zasięgu każdego Polaka.

"Puls Biznesu": Czy głównym orężem w walce o klientów przez kolejne dwa lata będzie teraz oferta triple play?

Maciej Witucki, prezes zarządu Telekomunikacji Polskiej: Zdecydowanie tak. Klienci spodziewają się, że otrzymają od jednego operatora pakiet usług. W technicznym zasięgu multipakietu tp jest teraz 40 miast i 2,5 mln naszych klientów, ale po wprowadzeniu jesienią tego roku możliwości świadczenia go przez satelitę zasięg zdecydowanie się zwiększy. To umożliwi szersze wypromowanie tej usługi. Dla mnie to kluczowy projekt.

Kiedy startujecie z ofertą opartą na CDMA?

Wprowadzamy ją 1 grudnia tego roku i od razu obejmiemy zasięgiem 50 proc. Polski. Chcemy przede wszystkim zacząć od miejscowości, które są internetową czarną dziurą, czyli od tzw. ściany wschodniej.

Jakie nadzieje z tym wią- żecie?

Rynek obejmuje około 2 mln gospodarstw domowych, które nie mają w tej chwili żadnych szans na szybki internet. Zaoferujemy im dostęp o szybkości do 1 Mb/s, a ofertę uzupełni telefonia internetowa VoIP. Obok klientów indywidualnych obserwujemy duże zainteresowanie drobnego biznesu, na przykład sklepów czy warsztatów na wsiach i w małych miastach.

Powalczycie o klienta ceną?

Cena CDMA będzie zbliżona do neostrady i Orange Free-dom. Myślę, że w Polsce nie ma już miejsca na duże cięcie cen. Marże wszystkich operatorów spadły bardzo mocno. Uważam, że teraz operatorzy skupią się na oferowaniu usług dodanych. My tak właśnie robimy.

Kiedy wystartuje telewizja satelitarna? Oferta miała być do końca września.

Wkrótce zaczynamy testy i powinniśmy ruszyć z ofertą w październiku.

Platforma TP stanie się konkurentem dla platformy n i Cyfrowego Polsatu?

Pewnie tak, choć nie będziemy sprzedawać tzw. gołej platformy. Chcemy rywalizować dobrą ofertą pakietową. Choć przyznaję, że dla nas priorytetem pozostaje nie tylko zwiększenie liczby użytkowników multipakietu tp, lecz także ograniczenie odpływu klientów i spadku przychodów z telefonii stacjonarnej.

Wkrótce będzie pan obchodził drugą rocznicę w fotelu prezesa TP. Jak pan podsumuje te dwa lata?

TP w pełni się urynkowiła. Przychodząc, zapowiadałem nowe kierunki jej rozwoju. Dzisiaj mamy platformę telewizyjną, własny kanał sportowy, za moment uruchamiamy telewizję satelitarną i usługi finansowe, wprowadziliśmy ubezpieczenia przez telefon komórkowy, produkujemy filmy, pokrywamy cały kraj dostępem do szerokopasmowego internetu CDMA i najwięcej ze wszystkich firm inwestujemy w infrastrukturę. Nastąpił wzrost wartości firmy. Średnia cena akcji z niecałych 22 zł w roku 2006 wzrosła do 23 zł w 2007. Najlepiej to widać, kiedy się porówna TP z europejskimi telekomami. Na przykład akcje KPN zanotowały w tym czasie spadek o 9 proc., Telefonia — o 25 proc., Deutsche Telecom — o 27 proc., a British Telecom — o 38 proc. Wypłacamy wyższą dywidendę, która wzrosła z 1 zł na akcję w 2006 r. do 1,5 zł w 2008 r. W dwa lata zysk netto grupy TP wzrósł o ponad 30 proc., liczba klientów szerokopasmowego dostępu do internetu o 64,5 proc., a użytkowników komórek Orange o jedną czwartą.

Jakie ma pan cele na kolejne dwa lata?

Będziemy kontynuować naszą strategię 2007-10, zakładającą umocnienie pozycji na rynkach, które tradycyjnie stanowią podstawę działalności Grupy TP, przy jednoczesnym szukaniu nowych możliwości inwestowania w sąsiednie sektory gospodarki, jeżeli będzie to opłacalne i zapewni odpowiedni wzrost. Czuję też wielki głód dokonania przez Polskę skoku cywilizacyjnego. Jesteśmy dzisiaj jedną z nielicznych firm mających możliwości do modernizacji kraju i zatarcia różnic między Polską A i Polską B. Dzięki inwestycjom i rozwojowi internetu może się tak stać. Dlatego naszym celem będzie doprowadzenie do wypracowania z rządem, regulatorem i konkurencją długofalowych warunków inwestycyjnych.

A co, jeśli rządzący i regulator nie zgodzą się na zmiany?

Aby stało się to, o czym mówię, niezbędna jest współpraca rządu, regulatora, samorządów i operatorów. Jestem przekonany, że wszyscy zdają sobie z tego sprawę i powstanie polityka wspierająca inwestorów. Oczywiście, zawsze można zakładać, że nie uda się uzyskać wsparcia dla naszych pomysłów, wtedy możemy wypłacać na przykład większe dywidendy. Staniemy się wówczas ulubieńcami inwestorów, ale jest to polityka krótkowzroczna. Przed problemem inwestowania staniemy prędzej czy później. A im dłużej będziemy czekali, tym ostateczny koszt dogonienia Europy będzie wyższy, o ile w ogóle możliwy.

Dlaczego TP kanibalizuje neostradę przez ofertę Orange Freedom? Analitycy i konkurencja głowią się, jaki jest cel?

Nie obawiam się kanibalizacji Orange Freedom i neostrady tp. Usługi uzupełniają się i w niewielkim stopniu są kierowane do tych samych klientów. Użytkownicy Orange Freedom to osoby, które w zdecydowanej większości do tej pory nie korzystały z neostrady tp. Konsekwentnie budujemy wartość neostrady tp przez usługi dodane, sprzedając ją w pakiecie z telewizją i telefonią VOiP. Orange Freedom jest dla klientów szukających najtańszego rozwiązania bez żadnych usług dodanych.

Często się zdarza, że osoba budująca dom pod Warszawą chce podłączyć internet 2 Mb/s, a TP odpowiada, że nie ma możliwości technicznych. Dlaczego firma wciąż nie potrafi tego ludziom umożliwić?

Przy takich pytaniach jak bumerang wracamy do niezbędnych inwestycji i stworzenia polityki przyjaznej dla firm, które chcą rozwijać infrastrukturę i budować społeczeństwo informacyjne. Wartość naszych inwestycji, mówiąc eufemistycznie, nie rośnie, a mimo to stanowią połowę tego, co robi się na polskim rynku telekomunikacyjnym. Sytuacja się zmieni, jak operatorom stworzy się stabilne warunki inwestowania, a działania regulatora staną się przewidywalne i proinwestycyjne.

Sporo ostatnio mówił pan o wejściu w usługi finansowe. Co już udało się zrobić?

W wakacje uruchomiliśmy dla klientów Orange pierwszą z serii usług zawierających ubezpieczenia. Kolejne oferty tego typu zaprezentujemy jeszcze w tym roku. Bardzo istotny jest dla nas rozwój płatności komórkowych. Chcemy zaoferować klientom kartę płatniczą powiązaną z telefonem komórkowym, działającą na podstawie technologii bezstykowej (NFC). Chcielibyśmy zaoferować prostą formę płatności. W przyszłości nie będziemy musieli używać kart kredytowych. Ich rolę będzie pełnić telefon komórkowy, a w zasadzie karta SIM. Obecnie rozmawiamy z możliwymi partnerami, tj. z firmą Master Card i bankami, a ofertę rynkową chcielibyśmy przedstawić jeszcze przed następnymi wakacjami. Nie wykluczamy też zaoferowania klientom kredytów konsumpcyjnych czy nawet hipotecznych.

Jak polityka budowania dodatkowych przychodów wpłynie na rentowność?

Rozszerzenie działalności Grupy TP o usługi finansowe, ubezpieczeniowe, telewizję, rozrywkę oczywiście wpłynie na rentowność, ale w skali przychodów całej firmy długo nie będą to znaczące pozycje. Potrzeba kilku lat, by ich wolumen wzrósł i znacząco wpłynął na wyniki całej grupy, której przychody wynoszą 18 mld zł. Telefonia komórkowa i stacjonarna jeszcze przez dobrych kilka lat będzie stanowiła gigantyczną część przychodów telekomów na całym świecie. Większość z nowych projektów ma marże niższe niż obecnie wypracowuje Grupa TP. Dlatego naszym celem pozostaje jak najmniejszy spadek GOM [odpowiednik EBITDA — przyp. red.], który jest obecnie na poziomie 43-44 proc. Dla porównania, zachodnie telekomy mają marżę wysokości 38 proc. Trzeba też pamiętać, że wprowadzenie nowych usług pozwoli nam zmniejszyć odejścia klientów.

Czy TP kupi Playa?

Na razie nie mamy takich planów. Jednak w biznesie jak w życiu, nigdy nie mówi się nigdy. Na koniec dnia zawsze to kwestia ceny.

Ale kupno akcji od Novatora to możliwość zablokowania wejścia na rynek międzynarodowego inwestora strategicznego.

Dla mnie najciekawsze jest, jak poradzą sobie kolejni gracze, którzy wygrali przetargi na częstotliwości. W Polsce nie ma miejsca dla siedmiu operatorów infrastrukturalnych. Myślę, że wzorem innych krajów ich optymalna liczba to 4-5, nie licząc kilku MVNO. Operatorzy będą musieli finansować z przychodów kolejne inwestycje, a już mówi się na przykład o wejściu technologii LTE. Tymczasem marże spadają, a regulator zapowiedział radykalny spadek stawek MTR. To może skutecznie zniechęcić inwestorów. n

Spec od marketingu

Maciej Witucki ma 41 lat. Pojawił się w Telekomunikacji Polskiej dwa lata temu. Ma silne związki z Francją — studiował w paryskiej Ecole Centrale i we Francji rozpoczął karierę. W Polsce pracował w firmach z francuskim kapitałem — Cetelem i Lukas Banku, z którego przyszedł do TP. Jest uważany za świetnego marketingowca, po przyjściu do TP obiecywał postawić na obsługę klienta. Początkowo jego strategia została przyjęta z dużą dozą sceptycyzmu, a analitycy do dziś wytykają firmie słabe wyniki operacyjne i brak pomysłu na rozwój w podstawowych segmentach działalności. Inwestorzy giełdowi kochają jednak spółkę, która w ostatnich dwóch latach znacząco poprawiła wyniki finansowe i wypłaca wysokie dywidendy.

Pan od komórek

Marek Józefiak był związany z Telekomunikacją Polską przez ponad 10 lat. Do 2001 r. szefował Centertelowi, operatorowi sieci Idea, który zmienił markę na Orange. Wśród największych swoich sukcesów wymieniał restrukturyzację firmy, a wśród porażek problemy z błękitną linią. Pod koniec jego kadencji, rozpoczął się ostry konflikt z UKE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy