Przedstawiciele siedmiu krajów-największych potęg przemysłowych świata wyrazili optymizm co do rozwoju globalnej gospodarki mimo zwyżki cen ropy i wojny w Iraku oraz obiecali reformy na rzecz utrzymania obecnego wzrostu.
Obradujący w Waszyngtonie ministrowie finansów i prezesi banków centralnych państw klubu G-7 (USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Japonia, Włochy i Kanada) stwierdzili w
ogłoszonym w sobotę oświadczeniu, że "perspektywy gospodarki światowej są sprzyjające, chociaż pozostają pewne zagrożenia, jak ceny energii" oraz sytuacja w Iraku.
Uczestnicy obrad zadeklarowali także gotowość pomocy ekonomicznej dla Iraku, Afganistanu oraz okupowanych przez Izrael terytoriów palestyńskich: Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu. Jak podkreślano, może to pomóc w rozładowaniu napięcia w tym regionie.
Ministrowie i prezesi z klubu G-7 obradowali w przeddzień rozpoczynających się w niedzielę wiosennych spotkań Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego.
Wcześniej MFW ogłosił swój doroczny raport, według którego wzrost gospodarki globalnej jest obecnie najwyższy od 1999 r.
Jak szacuje MFW, w 2004 r. wzrost gospodarki światowej wyniesie 4,6 proc. - o 0,5 proc. więcej niż przewidywano jeszcze we wrześniu ub. roku.
Ministrowie państw grupy G-7 obiecali "dodatkowe reformy na rzecz wzrostu", głównie w sferze systemów podatkowych i polityki zatrudnienia, a także "zdrową polityką fiskalną", co ma zapewnić utrzymanie obecnego tempa rozwoju.
Przedstawiciele krajów europejskich krytykowali administrację USA za rosnące deficyty: budżetowy i handlowy, które mogą – ich zdaniem - zmusić w pewnym momencie do podniesienia stóp procentowych, co zahamuje wzrost.
Amerykański minister skarbu, John Snow, zapewnił jednak, że administracja prezydenta Busha ma dobry plan zmniejszenia deficytu budżetowego o połowę w ciągu pięciu lat. Zachęcał jednocześnie państwa europejskie do prowzrostowej polityki gospodarczej, która umożliwiłaby zwiększenie importu amerykańskich towarów.
W czasie wiosennej konferencji MFW i Banku Światowego oczekuje się w Waszyngtonie demonstracji przygotowywanych przez antyglobalistów.
Tomasz Zalewski