Konsumenci ze strefy EMU obawiają się,że przejrzystość cen w Europie spowoduje, że tam, gdzie było taniej, będzie drożej. Zwolennicy euro twierdzą, że dzięki zastąpieniu walut krajowych ceny w Europie staną się przejrzyste, a konsumenci wymogą obniżki. Mieszkańcy strefy EMU obawiają się jednak, że wprowadzenie wspólnej waluty spowoduje wzrost cen.
Wyjść na swoje
Zdaniem pesymistów, nieuniknione staną się błędy przy przeliczaniu. W Danii, która nie jest w strefie euro, co piąty sklep podaje jednak ceny także we wspólnej walucie. W 15 proc. przypadków są one błędne. Sprzedawcy starają się, by po przeliczeniu z krajowej waluty na euro ceny kończyły się na 0, 5 lub 99 i chętniej podnoszą niż obniżają ceny. Część firm już to zrobiła, żeby nikt nie oskarżał ich o podwyżki w styczniu.
Jeśli miałyby się spełnić obawy konsumentów, to najbardziej ucierpiałyby kraje, w których jest najtaniej, czyli - wśród krajów zbadanych przez "PB" - Hiszpania. Wyrównanie cen w górę spowodowałoby w tym kraju spore podwyżki. Może i dobrze, że Wielka Brytania i Szwecja, nie są w strefie euro, bo okazują się dużo droższe od swoich partnerów z UE i mogłyby jeszcze bardziej nakręcić inflację.
Regulamin już jest
Komisja Europejska oficjalnie reguluje sposób przeliczania na i z euro. Jeśli po zamianie z jednej waluty na drugą, trzecia cyfra po przecinku to 5 lub więcej, drugą cyfrę po przecinku należy zaokrąglić w górę - np. 1,455 na 1,46, tak samo 1,459 na 1,56. Natomiast 1,454 trzeba zamienić na 1,45.
Konsumenci są chronieni przed oszustwami konstytucyjnie. Za przypadkowy błąd sprzedawca musi zapłacić rekompensatę. Aby ograniczyć przypadkowe błędy kilka krajów rozprowadziło przeliczniki euro. Celowe sfałszowanie ceny karane jest poważnymi sankcjami. Kary to najczęściej grzywna, której wysokość waha się od 6,2 EUR (22,1 zł) w Belgii do 1 032 913 EUR (3,7 mln zł) we Włoszech. Za fałszerstwo można też trafić do więzienia, w Niemczech i Irlandii nawet na 10 lat.
Małgorzata Birnbaum, [email protected]