Krajobraz po bitwie częściowo zamglony

opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Zebranie wreszcie przez Państwową Komisję Wyborczą kompletu protokołów z całej Polski (kodeks wymaga wersji nie elektronicznych, które docierały znacznie wcześniej, lecz pisemnych) i ogłoszenie w nocy ze środy na czwartek całościowych wyników wyborów absolutnie nie kończy walki o samorządowe władze.

Abstrahując nawet od dogrywki w 649 gminach/miastach o stanowiska wójtów/burmistrzów/prezydentów, nie jest jasna sytuacja w części rad różnych szczebli, w których mandaty uzyskaly różne komitety i dopiero konstruują koalicje.

W szczególności dotyczy to najbardziej prestiżowych politycznie sejmików wojewódzkich. Prawo i Sprawiedliwość odtrąbiło sukces po zwycięstwie w dziewięciu. Podawanie samej suchej liczby jest jednak zaklinaniem rzeczywistości i wielką manipulacją. Władcy kraju wygrali naprawdę, tzn. zdobyli większość bezwzględną i obsadzą zarządy, w tylko sześciu województwach: lubelskim, łódzkim, małopolskim, podkarpackim, podlaskim i świętokrzyskim. Opozycyjna na szczeblu centralnym Koalicja Obywatelska z aliantami utrzymała w ręku na pewno aż siedem województw, znajdujących się poza zasięgiem tzw. dobrej zmiany: kujawsko-pomorskie, lubuskie, opolskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie, wielkopolskie i zachodniopomorskie. W trzech zwycięstwo PiS to iluzja, bo mimo największej liczby mandatów stworzenie przez tę partię koalicji jest niemożliwe. Na pewno dotyczy to Mazowsza oraz Śląska. Rzeczywiście ciekawie zrobiło się w województwie dolnośląskim, gdzie na razie nikt nie może być pewny rządzenia. A zatem tak naprawdę bilans polityczny wyborów wojewódzkich będzie można zrobić dopiero po inauguracyjnych sesjach sejmików, które rozpoczną się dopiero od soboty 17 listopada. Kończąca się kadencja trwa aż do piątku 16 listopada, czyli w Narodowe Święto Niepodległości wszędzie na trybunach będą stali dotychczasowi marszałkowie z PO lub PSL. Namaszczeni już przez PiS ich następcy najwyżej poświętują sobie 12 listopada.

W najbliższą niedzielę z okazji równie wielkiego, co iluzorycznego triumfu PiS organizuje konwentykiel w Radomiu. Miejsce wybrano nieprzypadkowo, albowiem w tym mieście stosunkowo największe szanse na wybór w dogrywce ma prezydencki kandydat PiS, wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz. W zdobycie Gdańska przez Kacpra Płażyńskiego czy Krakowa przez Małgorzatę Wassermann przestał już wierzyć nawet prezes Jarosław Kaczyński. W Radomiu zapewne także się nie uda, bo wygra dotychczasowy prezydent Radosław Witkowski, ale dopóki urna wyborcza w grze…

Partia wszechrządząca w kraju robi wszystko, żeby na poziomie sejmików jakoś sobie odbić padnięcie na łopatki w metropoliach. Dlatego nagle nastąpił radykalny zwrot w rządowej propagandzie i zaczęło się przymilanie do… Polskiego Stronnictwa Ludowego. Celem jest oczywiście przeciągnięcie ludowców, jeśli nie całych ekip radnych, to choćby pojedynczych. Obserwatorzy kampanii przecierają oczy ze zdumienia — w dniach poprzedzających 21 października PSL było odsądzane od czci i wiary, szczególnie przez TVP, a tu nagle słychać pojednawcze apele o rozsądek, o stawianie wartości samorządowych nad uprzedzeniami etc. Trudno przypuszczać, by ktokolwiek z tak poniżanego PSL dał się złowić, ale samo zastawianie przez PiS sieci oczywiście jest zrozumiałe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Krajobraz po bitwie częściowo zamglony