Krajobraz po Buczku

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2007-09-18 00:00

ING TFI już się otrząsnęło po stracie prezesa. Następca zapowiada walkę o pozostanie w trójce największych.

ING TFI już się otrząsnęło po stracie prezesa. Następca zapowiada walkę o pozostanie w trójce największych.

Na początku sierpnia Sebastian Buczek, wieloletni prezes ING TFI, odszedł, by założyć własne towarzystwo. Razem z nim firmę opuściło dwóch menedżerów najwyższego szczebla. Zbiegło się to z załamaniem na giełdzie. Nastroje w trzecim co do wielkości TFI nie były zbyt wesołe.

— Na szczęście dość szybko po odejściu pana Buczka udało nam się załatać dziury. Zespół zarządzających jest już skompletowany i pod okiem nowego szefa działa coraz lepiej — mówi Leszek Jedlecki, nowy prezes ING TFI.

Pod wodzą starego prezesa TFI postrzegane było jako innowacyjne. Jego fundusze były rynkowymi nowościami. Nowy szef nie zamierza tego zmieniać.

— Co pół roku chcemy otworzyć przynajmniej jeden fundusz, który będzie się na rynku wyróżniał — zapowiada Leszek Jedlecki.

Jednak nie zależy mu na wprowadzeniu ich na siłę.

— Sens ma dla nas tylko fundusz z aktywami minimum 300 mln zł — dodaje Leszek Jedlecki.

Mimo że ING ma silną pozycję, nowy prezes będzie miał ciężkie zadanie. Na początku roku struktura rynku wydawała się stabilna. Pierwsza dwójka: Pioneer Pekao i BZ WBK AIB były poza zasięgiem. ING z 12,7 mld zł aktywów miało silną trzecią pozycję, bo czwarte PKO miało ledwie 8,5 mld zł. Od tego czasu sporo się zmieniło. PKO jest najszybciej rosnącym graczem. Dziś ING ma 17,7 mld zł, a PKO już 15,9 mld zł.

— Potencjał banku PKO jest tak wielki, że trudno nam rywalizować. Naszym celem jest zachowanie obecnego udziału w rynku. Kluczem do sukcesu będą dobre wyniki inwestycyjne. Cel dla funduszy to miejsce w pierwszej piątce w swojej kategorii — mówi Leszek Jedlecki.