Reakcja na zakończone w środę posiedzenie Rezerwy Federalnej (Fed) potwierdziła przypuszczenie, że po wyzbyciu się asów w postaci obniżek stóp procentowych grono skupione wokół Bena Bernanke straciło moc stymulowania rynków akcji. Sesja za oceanem zakończyła się co prawda umiarkowanym wzrostem indeksów, ale następny dzień inwestorzy przywitali już z silnym bólem głowy.
Pozbawieni wzmacniającego zastrzyku tańszego pieniądza, musieli stawić czoło nowej porcji niepomyślnych wieści ze spółek, a w szczególności finansowych. Rano europejskie parkiety obiegła wiadomość o problemach banku Fortis, który został zmuszony do podniesienia kapitału i cofnięcia wypłaty dywidendy. Bardzo złe wrażenie wywarło także obniżenie rekomendacji dla banków inwestycyjnych przez analityków Goldman Sachs. Wyprzedaż rozlała się też na inne sektory.
Nie był to klimat sprzyjający wzrostom i w odróżnieniu od dwóch poprzednich sesji tym razem WIG20 zaczął dzień od spadku. Na tle rynków zachodnich GPW prezentowała się nieźle. Szybko pojawiły się zlecenia kupna, które dzięki niewielkim obrotom zdołały wyciągnąć indeks blue chipów nad kreskę. Można było odnieść wrażenie, że zdeterminowana grupa inwestorów zamierza nie dopuścić do przełamania poziomu 2600 pkt.
Siła popytu nie była jednak dość duża, by zapobiec powrotowi wskaźnika pod kreskę, gdy po południu nastroje za granicą sięgnęły dna. Mimo to zasięg spadku w Warszawie okazał się symboliczny i ani na chwilę nie pojawiło się realne zagrożenie zejścia pod wsparcie. Nawet po bardzo słabym otwarciu na Wall Street kupujący nie tylko nie skapitulowali, ale w ostatniej fazie sesji zdołali doprowadzić do wzrostowego zamknięcia. WIG20 zyskał 0,6 proc. i niespodziewanie okazał się najsilniejszym indeksem kontynentu. Znowu nie powiodło się mniejszym spółkom, których indeksy po raz kolejny spadły.
Liderem blue chipów został PKN Orlen, zyskując ponad 5 proc. Tuż za nim uplasował się Lotos, uznany przez analityków KBC za wyjątkowo niedowartościowany. Branża paliwowa została zatem wreszcie dostrzeżona, gdyż ostatnio spółki z tego sektora cierpiały nie bardzo wiadomo za co przy utrzymującej się rekordowo wysoko cenie surowca. Wzrost kursu akcji TP prawie o 3 proc. przypieczętował wynik sesji. Słabo wypadły natomiast banki Pekao i PKO BP. Obroty wyniosły zaledwie 765 mln zł.
Co dalej?
Cisza przed burzĄ
Zachowanie warszawskiego rynku zaskoczyło, ale trzeba pamiętać, że indeksy GPW spadały znacznie szybciej niż zagraniczne i wyprzedanie osiągnęło wartości ekstremalne. Widać to było wczoraj, gdy mimo powszechnego pesymizmu zabrakło sprzedających. Główną falę wyprzedaży GPW ma już za sobą. Teraz może czekać na rozwój wypadków za granicą. Przesądzi on o średnioterminowym kierunku koniunktury.
Włodzimierz Uniszewski