Krajowi inwestorzy nie ulegli panice

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-05-10 00:00

Tak silnych wrażeń Wall Street nie dostarczyła inwestorom od ponad 20 lat. Niezależnie od przyczyn potężnego, choć krótkotrwałego czwartkowego tąpnięcia indeksów za oceanem, trzeba będzie trochę czasu, by sytuacja wróciła do normy. Trwający ponad rok trend wzrostowy został poważnie "naruszony". Ten impuls może zapoczątkować dłuższy okres schłodzenia giełdowej koniunktury. Tym bardziej że powodów do spadku nie brakuje. W krótkim terminie można liczyć na odreagowanie, jednak ryzyko kupowania akcji jest spore.

Inwestorzy na warszawskim parkiecie rozpoczęli piątkowy handel pod sporym wrażeniem czwartkowej mocnej przeceny na Wall Street. WIG20 oraz indeks szerokiego rynku traciły na otwarciu po 2,5 proc. Wskaźnik średnich spółek zniżkował o 2,2 proc., a sWIG80 aż o 2,7 proc. Nastroje jednak stopniowo się poprawiały i skala przeceny wyraźnie się zmniejszała. Po dwóch godzinach handlu indeks największych firm tracił około 1,5 proc., pozostałe wskaźniki jednak nie podążały jego śladem. W pierwszych minutach notowań walory niemal wszystkich spółek, wchodzących w skład WIG20 zniżkowały po 2,5-3 proc., z czasem jednak chętnych do kupna tak przecenionych walorów przybywało i notowania poszły nieco w górę. Druga faza poprawy nastrojów pojawiła się wraz z informacjami o zatwierdzeniu pomocy da Grecji przez niemiecki parlament, anulowaniu części czwartkowych transakcji na Wall Street oraz wzrostem kontraktów na amerykańskie indeksy. Na tle parkietów europejskich nasze główne indeksy radziły sobie stosunkowo dobrze. Początek piątkowej sesji w Stanach Zjednoczonych znów był jednak bardzo nerwowy, co wpłynęło na powrót gorszych nastrojów na końcowym fixingu. Ostatecznie WIG20, WIG i mWIG40 straciły po 2,5 proc., a wskaźnik najmniejszych spółek zniżkował o 2,7 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły prawie 2,4 mld zł.

Inwestorzy w Warszawie nie dali się zbyt mocno ponieść emocjom, jakie miały miejsce w czwartkowy wieczór na Wall Street. Nawet pierwsze "uderzenie" podaży na początku sesji nie było nadmiernie silne. Po jego przetrwaniu sytuacja zaczęła się poprawiać, co można interpretować jako przejaw opanowania. Z tym było jednak nie najlepiej w trakcie poprzednich sesji, może więc właśnie dlatego w piątek reakcja była w miarę stonowana i pojawili się nawet chętni do kupowania akcji. Można mieć nadzieję, że bieżący tydzień będzie już znacznie bardziej spokojny, choć o powrocie do hossy można raczej na razie zapomnieć.