Kraków zrobi porządek z dziką reklamą

Aleksandra Rogala
05-08-2018, 22:00

Stolica Małopolski mówi „nie” chaotycznym banerom i bilbordom. Gdańsk zrobił to w maju — teraz będzie się bronić w sądzie

Prawie 100 proc. mieszkańców Krakowa w przeprowadzonej przez ratusz ankiecie przyznało, że wszechobecne reklamy wpływają negatywnie na krajobraz. Miasto chce temu zaradzić — kończy prace nad projektem tzw. uchwały krajobrazowej. Po wakacjach prawdopodobnie trafi pod obrady rady miasta. Będzie to już kolejna propozycja lokalnych przepisów, które mają uporządkować miejską reklamę. Tym razem się uda — twierdzą przedstawiciele miasta. Jeśli tak, pojawi się światełko w tunelu dla wielu innych miast, których próby uregulowania kwestii reklam lokalnym prawem, zgodnie z przyjętą w 2015 r. ustawą, skończyły się fiaskiem. Barierą nie do przebycia nie był opór branży, lecz skomplikowana materia prawna.

PRAWNA
BARIERA:
Zobacz więcej

PRAWNA BARIERA:

Potrzebę uporządkowania krajobrazu widzą wszyscy, ale reklamodawcy nie chcą radykalnego ograniczania przestrzeni na reklamę, nie wspominając już o płaceniu nowych podatków. W większości gmin, nawet tych, które od dawna mają kodeksy reklamowe, nie udało się pogodzić interesów. Zdaniem biznesu, powodem są liczne wady prawne ustawy krajobrazowej. Fot. Pawel Ulatowski

Kłopotliwe uchwały

— Samo stworzenie nowych przepisów nie jest rzeczą prostą, czego dowodem są wyroki sądów administracyjnych uchylających uchwały krajobrazowe w innych gminach. My nie chcemy obierać drogi na skróty, prowadziliśmy szerokie konsultacje, znacznie wykraczające poza wymagania ustawowe, staraliśmy się też uniknąć wad w projekcie uchwały — mówi Elżbieta Koterba, zastępca prezydenta Krakowa.

Zapewnia, że miasto uczyło się na błędach innych gmin, w których uchwały były kwestionowane przez wojewodów. Celem krakowskiego projektu jest przede wszystkim ograniczenie natłoku reklamowego — nie chodzi o całkowite wykluczenie reklam z przestrzeni publicznej. Zakazuje sytuowania bilbordów wzdłuż ulic wlotowych do miasta, wprowadza ograniczenie w zakresie liczby i rodzaju nośników reklamowych w historycznych częściach Krakowa oraz zamknięty katalog dopuszczalnych nośników. Reguluje też m.in. kwestie nośników na budynkach — mają być dopuszczalne tylko w poziomie parteru.

— Równolegle z uchwałą w sprawie zasad i warunków sytuowania obiektów małej architektury, tablic reklamowych i urządzeń reklamowych oraz ogrodzeń przygotowywany jest projekt uchwały w sprawie opłaty reklamowej — zaznacza Elżbieta Koterba.

Opłaty będą najwyższe z możliwych (według stawek przewidzianych w ustawie). To oznacza, że za umieszczenie jednego przeciętnej wielkości bilbordu reklamodawca wpłaci do miejskiej kasy ok. 1,5-2 tys. zł rocznie. Z nowymi przepisami wiążą się też kary za nielegalne reklamy.

Nadal niewiele gmin uchwaliło lokalne prawo, które reguluje kwestie dotyczące krajobrazu i nakłada nowe podatki na branżę reklamową, ale coraz więcej samorządów nad nimi pracuje. Problem w tym, że przepisy wciąż są niespójne, a ustawa budzi wiele wątpliwości prawnych.

— W skali kraju nie więcej niż 20 proc. gmin podjęło uchwałę intencyjną w sprawie rozpoczęcia prac nad regulacjami krajobrazowymi. Zainteresowanie jest coraz większe, choć jeszcze nie powszechne. Prace prawdopodobnie przyśpieszą po wyborach samorządowych — uważa Szymon Ciupa, autor bloga SmartCity Expert.

Będą protesty

Pierwszym dużym miastem, które przyjęło uchwałę krajobrazową, była Łódź. Do tej pory toczą się w związku tym sprawy w sądzie, a ratusz już zapowiedział uchylenie lokalnych przepisów i rozpoczęcie prac nad kolejną wersją. Niedawno uchwałę krajobrazową przyjął też Gdańsk.

— Do sądu już trafiły skargi w tej sprawie. Wniosły je różne podmioty, m.in. nasza spółka Jet Line. W Łodzi uchwała, którą uchylił Wojewódzki Sąd Administracyjny, będzie obowiązywać, dopóki sąd wyższej instancji [NSA — red.] nie rozstrzygnie odwołania wniesionego przez miasto. Ten stan jest kłopotliwy dla miasta, które ryzykuje wypłatę odszkodowań — mówi Marcin Maszewski, członek zarządu firmy reklamowej JetLine.

Jest sceptyczny również wobec planów Krakowa, który prace nad projektem uchwały rozpoczął jeszcze w 2015 r. Jego zdaniem, lokalne przepisy najczęściej wprowadzają tylko większy bałagan prawny i wywołują niezadowolenie różnych podmiotów — dlatego miasta szybko się z nich wycofują.

— Kraków może służyć za przykład — jedna z wersji projektu uchwały krajobrazowej zakładała, że miasto musiałoby usunąć rzeźbę Igora Mitoraja z rynku, byłaby ona traktowana jako zabroniona forma obiektu małej architektury. Jest bardzo mało specjalistów, którzy wiedzą, jak tworzyć uchwały. Największy problem jednak jest taki, że w pracach nad regulacjami bierze udział tylko jedna strona — miasto. Nie jest brany pod uwagę głos przedsiębiorców, nie mówiąc już o branży reklamowej — mówi Marcin Maszewski.

W Krakowie są przygotowani na protesty.

— Jest rzeczą oczywistą, że wprowadzanie nowych przepisów dotyczących sytuowania tablic i urządzeń reklamowych może budzić sprzeciw — mówi Elżbieta Koterba.

Jej zdaniem, na nowych przepisach tym razem skorzystają jednak również przedsiębiorcy i branża reklamowa.

— Te nośniki, które będą spełniały wymogi prawa miejscowego, będą lepiej wyeksponowane, a więc komunikaty reklamowe będą docierały do większej liczby odbiorców — twierdzi wiceprezydent miasta.

Wojna wieloletnia

Zdaniem ekspertów, bitwa o krajobraz będzie się toczyć jeszcze latami.

— Lokalne kodeksy krajobrazowe mogą pomóc w oczyszczaniu miast ze szpecących reklam, ale ich nie wyeliminują. Na to potrzeba czasu, wielu rozmów, konsultacji z mieszkańcami i lokalnymi przedsiębiorcami oraz rozbudzenia poczucia estetyki w każdym z nas. Wkrótce ruszy kampania wyborcza i lokalni politycy, którzy teraz chcą ograniczać liczbę szpecących reklam, w każdym dozwolonym, a czasem niedozwolonym miejscu wywieszą swoje, najczęściej mało estetyczne, plakaty, bilbordy oraz banery. Będą wisiały nad ulicami, na słupach, tablicach ogłoszeniowych, płotach itd., wątpliwie upiększając miasta. Po wyborach natomiast wiele komitetów wcale nie będzie się kwapić do ich szybkiego usunięcia — mówi Robert Stępowski, autor bloga Marketing Miejsca, ekspert ds. marketingu terytorialnego. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Kraków zrobi porządek z dziką reklamą