Kranik walczyo Sunset Suits

Dawid Tokarz
opublikowano: 12-10-2011, 00:00

Wierzyciele obawiają się, że plany szefa odzieżowej spółki to sposób na ucieczkę przed długami

Mirosław Kranik przerywa milczenie. Szef i założyciel balansującej na krawędzi bankructwa spółki Sunset Suits (SS) wciąż wierzy w uratowanie odzieżowej marki. Zapewnia, że są trzy podmioty, zainteresowane inwestycją w Sunset Suits Holdings (SSH), amerykańską firmę, przez którą kontroluje SS.

— Chodzi o 3-4 mln USD na podniesienie kapitału SSH. To pozwoliłoby na wprowadzenie akcji firmy na rynek AMEX [są tam firmy niespełniające wymogów NYSE i Nasdaq — przyp. aut.] i dokapitalizowanie działalności Alzy — tłumaczy Mirosław Kranik. Alza to spółka córka SSH, która w ostatnich miesiącach przejęła prowadzenie 15 z 27 sklepów znanej marki (pozostałe 12 wciąż prowadzi SS) i przymierza się do otwierania kolejnych.

Sunset Suits nie ma nic

Część wierzycieli SS uważa, że te działania to nic innego jak ucieczka przed długami. Alza przejmuje bowiem głównie salony najlepiej zlokalizowane. Gorsze zostają w SS, która bankom, urzędom skarbowym, ZUS, centrom handlowym i pracownikom winna jest grubo ponad 50 mln zł. Nie posiada przy tym jakiegokolwiek majątku, co sprawia, że nawet złożone w sądzie wnioski o upadłość SS sąd zapewne oddali (spółka nie ma nawet na koszty postępowania upadłościowego).

W radzie nadzorczej Alzy działają ci sami ludzie co w SS: Mirosław Kranik i Donald Chodak (były członek zarządu TP, dziś członek RN Petrolinvestu). Także Dariusz Bylak, prezes Alzy, i większość kadry kierowniczej spółki to byli pracownicy SS.

— Nie ma mowy o żadnej ucieczce przed wierzycielami — zapewnia Mirosław Kranik.

Zwraca uwagę, że tylko w ostatnim roku jego żona, która poręczała kredyty SS, musiała sprzedać kilka nieruchomości i w ten sposób spłacić bankom 6 mln zł.

— Alza to taki bufor, który ma umożliwić marce przetrwanie. Jeśli udałoby się uratować SSH, to za jakiś czas można dogadać się z wierzycielami SS i częściowo ich spłacić — kreśli plany Mirosław Kranik.

Alza już ma długi

To wszystko budzi jednak duże wątpliwości. Jedyny wartościowy składnik majątku spółek z grupy SSH, czyli znak towarowy, jest zastawiony w BGŻ. Nic nie wychodzi też z planów rozwijania sieci sklepów opartych na franczyzie, a to dlatego, że zubożała grupa SSH boryka się z dużymi brakami towarowymi. Wątpliwości jest więcej. Okazuje się, że Alza też ma już problemy z płatnościami.

— Wykonywaliśmy dla nich pranie, prasowanie, metkowanie i pakowanie odzieży przychodzącej z Chin. W czerwcu przestali płacić. Są nam winni kilkaset tysięcy złotych. A nie jesteśmy jedyni — mówi Paweł Urbański, prezes firmy KNK-Kanaka.

— Nasze rozrachunki z kontrahentami to tajemnica handlowa — odpowiada Dariusz Bylak. Szef Alzy przyznaje jednak, że „zdarzają się opóźnienia w regulowaniu zobowiązań”. KNK oddała sprawę do sądu, ale jej prezes wątpi w odzyskanie pieniędzy. Alza, podobnie jak SS, nie ma bowiem żadnego majątku, finansuje się towarem sprowadzanym z Chin, który jest wstawiany do sklepów w formie komisu.

Pieczę nad dostawami sprawuje Dongming Zhang, Chińczyk od lat mieszkającyw Polsce, który razem z Kranikiem i Chodakiem zasiada w radzie nadzorczej Alzy. Przekazał nam, że nie jest upoważniony do udzielania jakichkolwiek informacji. Na nasze prośby o kontakt nie odpowiedział też Donald Chodak, przysyłając jedynie pismo, w którym zaprzecza, że jest „bliskim współpracownikiem” Kranika. Tymczasem obaj zasiadają w radach nadzorczych SS i Alzy oraz radzie dyrektorów SSH. Obaj też na początku 2011 r. zdecydowali o „realokacji” salonów do Alzy.

 

PREZES TŁUMACZY UPADEK

Amerykański sen się nie ziścił

MIROSŁAW KRANIK prezes SSH i SS

Na przełomie 2007 r. i 2008 r. potrzebowaliśmy pilnego zastrzyku kapitału i wejście na Nasdaq wydawało się dobrym pomysłem. Niestety, ze względu na różnice w polskiej i amerykańskiej rachunkowości proces rejestracji akcji trwał kilkanaście miesięcy. Ostatecznie trafiliśmy nie na Nasdaq, lecz na rynek alternatywny OTC. Z uzyskanych 16 mln USD aż 25 proc. pochłonęły różnego rodzaju koszty, a resztę zamieniliśmy na złote po rekordowo niskim kursie. Co więcej – 2009 r. przyniósł znaczący wzrost kursu euro, w którym rozliczamy czynsze w centrach handlowych i nasze koszty poszły w górę aż o 6 mln zł. Na te obiektywne przyczyny nałożyły się moje błędy, takie jak zbyt późne przeniesienie produkcji do Azji. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że zamiast wchodzić na amerykańską giełdę, mogłem tu na miejscu ułożyć się z wierzycielami, na przykład oddając im część akcji. Mimo to chcę jeszcze raz spróbować sił w USA – gdyby udało się wejść na AMEX, inwestorzy Sunset Suits Holdings mieliby szansę na odzyskanie pieniędzy, a marka na przetrwanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy