Według nieoficjalnych danych, w listopadzie z krajowych salonów wyjechało nieco ponad 27 tys. nowych samochodów osobowych. To niemal tyle samo (27,1 tys.) co przed rokiem i o niespełna 7 proc. więcej niż w październiku tego roku (25,3 tys.) Po jedenastu miesiącach daje to 291,9 tys. sprzedanych aut.
— Biorąc pod uwagę, że mamy kryzys, jest to całkiem niezły wynik — przyznaje Łukasz Zadworny, prezes Skoda Auto Polska.
Nie oznacza to jednak, że tyle aut trafiło na polski rynek. Od kilku miesięcy koncerny motoryzacyjne poprawiają bowiem wyniki reeksportem. Ten zaś stał się opłacalny dzięki relatywnie słabemu złotemu i boomowi wywołanemu dopłatami do zakupu aut w kilkunastu europejskich krajach.
Udział reeksportu w poszczególnych firmach waha się w tym roku od kilku do nawet 30 proc.
— To powoduje rozdźwięk między deklaracjami producentów a rejestracjami nowych samochodów w Polsce. Z miesiąca na miesiąc różnica ta zmniejsza się, ale nadal jest znaczna i wynosi około 10 proc. — szacuje Łukasz Paździor, dyrektor generalny spółki Mazda Motor Poland.
Zdaniem producentów, w grudniu, w związku z wyprzedażami aut "starego" rocznika, ruch w salonach powinien się ożywić. Liczą, że sprzedaż wyniesie 28-30 tys. sztuk. Gdyby tak się stało, to rok zamknąłby się przynajmniej na poziomie 2008 r. (nieco ponad 320 tys. sztuk).
Co dalej? Programy dopłat się kończą, a złoty ma się umacniać.
— Reeksport teoretycznie powinien więc zniknąć. Do tego rośnie bezrobocie. Sprzedaż aut w przyszłym roku powinna być zatem o 18--20 proc. mniejsza. Sądzę jednak, że aż tak dużego załamania sprzedaży nie będzie. Liczymy na to, że auta z kratką będzie można kupować nawet do końca przyszłego roku. Dla takich firm jak nasza, której 70 proc. sprzedaży trafia do firm, stwarza to szanse na zrekompensowanie strat związanych z załamaniem się reeksportu i odejściem części klientów indywidualnych. Rynek powinien więc zmniejszyć się najwyżej o jakieś osiem procent — twierdzi Adam Kołodziejczyk, prezes Ford Polska.
