Krawiec podpalacza

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2013-06-27 00:00

Misternie tkaną przez dziesięciolecia historyczną instalację podpalono. Ustalony porządek idzie z dymem. Czy spłonie? Nie wiem. Ale widziałem, kto podpalił. Z bliska. Był w garniturze. Nienagannym.

Niemieckie samochody luksusowe są jak niemieckie autostrady. Porządne i wygodne. I były od zawsze. Jak tu ma się odnaleźć japoński ekskluzywny samochód? Jak zmierzyć się z taką potęgą historii, tradycji i przyzwyczajeń? Nowy Lexus IS nie zamierza się z nią mierzyć. On ją zmierzył. I uszył garniturek w sam raz. Liczy, że wskoczą w niego klienci BMW, Audi i Mercedesów. Przyznaję. Leży nieźle.

Nowy Lexus IS uszył garniturek w sam raz. Liczy, że wskoczą w niego klienci BMW, Audi i Mercedesów (FOT. ARC)
Nowy Lexus IS uszył garniturek w sam raz. Liczy, że wskoczą w niego klienci BMW, Audi i Mercedesów (FOT. ARC)
None
None

Mokotowska uniformizacja

Grupę aut, do której należy Lexus IS, zdominowały eleganckie pojazdy zza Odry. Zamożni klienci przywykli do nich tak, jak mniej zamożni przywykli do Skody. Wystarczy kogoś zapytać o przykład luksusowego auta z segmentu D. Wymieni Lexusa? Raczej nie.

Parkingi podziemne w nadwiślańskich siedzibach korporacji i strzeżonych osiedli wypełniają leasingowane BMW, Audi i Mercedesy. Nuda. Stylowa, ale nuda. To tak, jakby wszyscy ubierali się tylko w garnitury. Do wyboru trzy kroje i kilka kolorów. W praktyce kroje rzeczywiście są trzy. Kolory najwyżej cztery. Ulice pełne są srebrnych lub beżowych Audi, czarnych lub białych BMW i grafitowych Mercedesów. Zakłady krawieckie, spod których nożyczek wychodzą owe garniturki, mają uznanie. Budzą respekt i wywołują odpowiednie odruchy. Zazdrości znaczy. Słowem, jak już się dochrapiesz tego średniego szczebla, musisz się odpowiednio nosić.

Ale czy musisz się nosić tak samo jak sąsiad? Otóż nie. Możesz spróbować japońskiej sztuki użytkowej. Oni zamiast nożyczek używają katany i lansują bardziej dopasowane kreacje. Czyli przy ciałku. Wystarczy popatrzeć na najnowszą kolekcję wiosna/lato 2013 — na Lexusa IS trzeciej generacji.

Naparstki

Złośliwi mówią, że Lexus przesadził ze stylizacją w nowym IS-ie. A ja twierdzę, że dobrze zrobił, że przesadził. Karoserię przecinają liczne załamania, ostro cięte linie i uwypuklenia. Wygląda trochę jak atleta odziany w dopasowany biały T-shirt. Przód auta to przede wszystkim majestatyczny grill. Sprawia wrażenie, jakby IS zerkał złowrogo. Jak byk tuż przed szarżą.

Oczy — światła znaczy — są cztery. Reflektory główne oddzielono od świateł do jazdy dziennej (LED), które mają kształt bardzo wystylizowanej litery L. To te światła w połączeniu z ogromnym plastrem grilla tworzą wizualną tożsamość tego auta. I jeszcze jedno, taki dodatek krawiecki. Spryskiwacze reflektorów nie są ukryte, jak to robią konkurenci. Są na wierzchu i są chromowane. Niczym porzucone przez krawca naparstki.

Opuszczam naparstki. Idę do tyłu. Jest równie złowrogo jak przed chwilą. Klosze lamp zachodzą na błotniki i opuszczają się ku zakolom. Z boku jawią się niczym rany po precyzyjnym cięciu japońskim mieczem. Całość wygląda ostro. Obiecuje moc wrażeń. Czuję się jak dzieciak przed zamkniętym jeszcze wesołym miasteczkiem.

— Tato? Kiedy otworzą?

Wybór fordowski

Pamiętacie dewizę Henry'ego Forda? „Możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”. W Lexusie pamiętają. Do wyboru będą tylko dwie jednostki napędowe. IS 250 napędza znana z poprzedniej generacji jednostka V6. Ten benzynowy motor o pojemności 2,5 litra produkuje 208 KM i 252 Nm momentu obrotowego. Współpracuje z 7-stopniową, bardzo szybką skrzynią automatyczną. Rozpędza auto od 0 do 100 km/h w nieco ponad 8 s. A jej możliwości kończą się, gdy wskazówka prędkościomierza osiągnie wartość 225 km/h.

Druga możliwość to IS 300h. Napęd? Hybrydowy. I to zupełnie nowy. Silnik ma również pojemność 2,5 litra, ale zamiast sześciu cylindrów w układzie widlastym ma cztery cylindry w rzędzie. Motor benzynowy współpracuje z silnikiem elektrycznym, wytwarzając łączną moc 223 KM. Potencjał hybrydowego tandemu przekazywany jest na koła za pośrednictwem bezstopniowej skrzyni CVT. W sprincie do prędkości 100 km/h IS 300h jest odrobinę wolniejszy od odmiany spalinowej (8,3 sekundy). Maksymalnie może pociągnąć 200 km/h. Może się za to pochwalić dwukrotnie niższym zużyciem paliwa. W trybie mieszanym na przejechanie 100 km potrzebuje zaledwie 4,3 l. I to bez wysiłku. Sprawdziłem.

Wyborów silnikowych koniec. Diesla nie będzie. I dobrze! Jak dobrze, przeczytacie niżej. Kiedy przejdziemy do cen. Na razie wsiadamy.

Wesołe miasteczko

— Tato! Kiedy otworzą! Już niebawem. Jak tylko ten pan, który wsiadł do nowego Lexusa IS, pozbiera szczękę z podłogi.

A szczęka opada. Naprawdę. Środek jest obłędny. Dokładnie trafia w moje motoryzacyjne gusty. Przedni panel jest nieco… zbyt skomplikowany wizualnie. Pełno zakamarków. Wygląda bardzo dobrze, ale wycierać z kurzu to bym go nie chciał. Poza tym wszystko mi się podoba, nawet jeśli nie od razu znajduję wytłumaczenie dla takiego, a nie innego rozwiązania. Kokpit skierowano w stronę kierowcy. W wersji F Sport (jeden z pakietów wyposażenia) uwagę zwraca wielozadaniowy zegar z ruchomym środkowym pierścieniem — zupełnie jak w modelu LFA, supersamochodzie od Lexusa. Pozostałe pakiety mają klasyczną deskę rozdzielczą (dwa analogowe zegary). Mniejsza o wyposażenie. Wreszcie otwierają! Jedziemy.

W ręku sportowa kierownica — bez wątpienia najładniejsza na rynku — pod zadkiem wygodny fotel o lekko sportowym profilu, przed nosem zegary LFA. Perspektywa pokonania niemal 200 km po autostradach, krętych wąskich drogach i miejskich arteriach. Pod stopą dyrygent elektryczno-benzynowej orkiestry złożonej z 223 KM. W drogę.

Dwie godziny z okładem później. Czas na wnioski. Pierwszy: byłem w wesołym miasteczku. Z tym, że nie było wesoło ani to nie było miasteczko. Spodziewałem się (lub raczej IS swoją aparycją mi obiecał) znacznie więcej. Nie, nie jest źle, możliwości auta kończą się i tak mniej więcej tam, gdzie moje umiejętności. Chodzi o to, że auto wygląda na szybsze, niż jeździ.

Wniosek drugi: uwierzyłem w raporty spalania. Gniotłem przez całą trasę tak, by hybrydowy układ nadążył za agresywną aparycją, a i tak nie udało się go zmusić do apetytu większego niż 5 l na 100 km. Wniosek trzeci: po co komu diesel, skoro hybryda jeździ ciszej, wymaga mniej zachodu i jest tańsza w eksploatacji (a ten konkretny model również w cenniku)?

Wniosek czwarty: nie osądzaj pochopnie! Na pierwszy rzut oka nie spodobała mi się konsola sterowania radiem. Nie podobała, dopóki nie przypomniałem sobie, jak wyglądają ultraaudiofilskie odtwarzacze ultraaudiofilskich marek, np. Nakamishi. Proste i konkretne. O jakość idzie, a nie o cepelię.

Wniosek piąty: IS jest ogromny! W środku. Jest o 80 mm dłuższy (4665 mm) i o 10 mm szerszy od poprzednika (1810 mm). Rozstaw osi wydłużono o 70 mm (2800 mm). Wszystko to powoduje, że miejsca na tylnej kanapie jest tyle co w autach z półki wyżej. Co więcej, zdecydowani na hybrydę nie muszą rezygnować z miejsca w bagażniku. Akumulator ukryto pod podłogą, dzięki czemu bagażnik auta z napędem hybrydowym jest tylko o 30 litrów mniejszy niż w wersji z napędem benzynowym. Mieści 450 l.

Jaka jest Ziemia

Są i wady. W ofercie tylko dwa silniki. Tylko, bo u każdego z konkurentów jest przynajmniej pięć. Obawa, że nie każdy doceni gust (Patrz! Lexusa kupił! A mógł Mercedesa). No i wolno działający system multimedialny. To co, brać? Jestem przekonany, że najnowszy IS namiesza w segmencie D premium bardziej niż poprzednicy. Spali stary porządek? Tego też nie wykluczam. Fakty są takie, że podpalił. Sprzedał 150 aut, zanim… zaczął sprzedawać.

No to na koniec pytanie, od którego nie ucieknę. Który lepszy? BMW czy Lexus IS?

IS jest autem dla smakoszy. Dla tych, którzy gardzą konsumpcyjnym trybem życia, ale nie chcą się wyrzec jakości, luksusu i frajdy z jazdy. Dla tych, którzy chcą podkreślić swój status materialny i nie być kojarzeni z konkretną grupą społeczną. No dobrze. Nie uciekam. Odpowiadam. Który lepszy? A jaka jest Ziemia? Okrągła? Czy może czarna i chrzęszcząca między zębami? Uff! Uciekłem.