Kreatywny deficyt nie tąpnął rynkami

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-09-2009, 00:00

Spokój, z jakim rynki i waluty przyjęły piątkową informację ministra finansów o planowanych rozmiarach przyszłorocznego deficytu budżetowego (52,2 mld zł wobec tegorocznych 27,2 mld zł po nowelizacji), miał racjonalne podstawy. Jednym z powodów był sprytny termin ogłoszenia — naturalny bufor weekendowy został przedłużony o świąteczny poniedziałek w USA. Ale chyba większe znaczenie miało przyzwyczajenie rynków do możliwości kreatywnej księgowości.

Konstytucja RP od dwunastu lat mówi wyraźnie, że "Sejm uchwala budżet państwa", ale po szczegóły odsyła do ustawy. Niestety, kolejnym ustawom o finansach publicznych nie udaje się skonsolidować całego sektora. W związku z tym wpisywanie do ustawy budżetowej kwot dochodów, wydatków czy deficytu "budżetu państwa" to nadużycie. Powinno się to nazywać, powiedzmy, "budżet niecałego sektora instytucji państwa". Publiczne miliardy wciąż chodzą obok ustawy, co powoduje konieczność szacowania realnego deficytu. Wielkość z ustawy należy pomnożyć przez 1,4, a być może nawet przez 1,5.

Dopóki będą istniały prawne możliwości kreatywnej księgowości budżetowej każda kwota deficytu podana przez ministra finansów będzie postrzegana tylko jako PR-owskie przybliżenie. Czytaj też na str. 8-9

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu