Od jakiegoś już czasu mówi się o wzroście cen na nieruchomości, który uważa się za jeden z podstawowych czynników wpływających na ożywienie na rynku. Niewiele natomiast wspomina się o poprawie siły nabywczej wśród Polaków. Stać nas na coraz większe mieszkania, mamy również lepszą zdolność kredytową. W 2001 r. przeciętny Kowalski mógł sobie pozwolić na 47 mkw. mieszkania. Obecnie jest to już 72 mkw. lokalu. Powoduje to, że w tym roku w porównaniu z ubiegłym znacznie gorzej sprzedają się małe mieszkania.
Ożywienie na rynku wywołała również poprawa funkcjonowania kredytu hipotecznego. Dzięki niższemu oprocentowaniu i możliwości zaciągnięcia kredytu wysokości 100 proc. wartości inwestycji, zaczął być on bardziej dostępny. Zachęca to klientów do składania wniosków kredytowych.
Warto wspomnieć, że potencjalni nabywcy stali się bardziej wybredni przy wyborze mieszkania. Do tego są bardzo dobrze zorientowani w ofercie rynkowej. Interesuje ich tylko dobry produkt. A projekt mogący liczyć na zainteresowanie to taki, który spełnia trzy warunki.
Po pierwsze musi być położony w dobrej lokalizacji. Po drugie deweloper, który go buduje, musi być wiarygodny. Co ciekawe, ten czynnik do niedawna znajdował się na szarym końcu i mało kto przywiązywał do niego wagę. Wreszcie produkt musi być dobrze wykreowany.
Myślę, że do końca roku niewiele zmieni się na rynku nieruchomości. Na pewno nie należy spodziewać się gwałtownego wzrostu cen. Uważam natomiast, że zwiększy się liczba transakcji. Klienci, którzy dotychczas wstrzymywali się z decyzją o zakupie mieszkania, podejmą stosowne kroki. Jest to jednak naturalne zjawisko. Od wielu już lat pośrednicy i deweloperzy obserwują ożywienie w ostatnich miesiącach roku.
Magdalena Zakrzewska
dyrektor działu mieszkaniowego w Knight Frank Nieruchomości