Krezusi porządkują rodzinny miszmasz

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2014-09-08 00:00

Zamożni Polacy powoli przekonują się do usług family office. Dotychczas nie chcieli wpuszczać obcych na prywatne folwarki

Najbardziej ułożony i uporządkowany jest biznes widziany dla szerokiej publiki i generujący największe zyski. A poza nim często zaczyna się miszmasz. Miliony na kontach na Cyprze, Malcie i w Szwajcarii. Spółki w Luksemburgu, na Słowacji, a do tego domy we Francji i na Florydzie.

Wojciech Szczepaniak: Pierwsze wrażenie większości osób, która dostaje od nas raport dotyczący stanu prywatnego majątku, jest podobne. To zdziwienie, że aż tyle kosztuje jego utrzymanie. Łukasz Wejchert: Outsourcing w tej dziedzinie się sprawdza. Dzięki takiej organizacji mam większą kontrolę , więcej czasu na działanie w biznesie. Zbigniew Benbenek: Ja? Family office? A co ja mam? Dom i akcje własnych spółek. I tyle. Nie mam żadnego majątku wielkiego. Do ogarnięcia tego wystarczy sekretarka.
FOT. ARC, MW

Do układanki dochodzą jeszcze inwestycje w kilkunastu mniejszych i większych biznesach, akcje, fundusze zarządzające częścią aktywów, leasing samolotów, jachtów, pożyczki, poręczenia, umowy. Tony papierów. Tak dziś wygląda krajobraz finansowy polskiego przedsiębiorcy z majątkiem powyżej 50 mln zł. Ból głowy? Nie dla niego. Wojciech Szczepaniak, partner i radca prawny z kancelarii SSW Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy, uważa, że od tego właśnie jest raczkująca w Polsce usługa family office.

Ja i sekretarka

— Dotychczas nie było wielkiego zapotrzebowania na usługę kompleksowej opieki nad włościami zamożnych Polaków i ich rodzin. Wraz jednak z rozrastaniem się majątków rośnie stopień skomplikowania ich struktury. Biznesmeni często wolą trzymać szczegóły tych struktur w dyskretnych rękach, z dala przed księgowymi z firmy — tłumaczy Wojciech Szczepaniak, od kilkunastu lat pracujący m.in. nad optymalizacją podatkową dla bogatych Polaków. I to właśnie gąszcz nowych struktur, także za granicą, zbudował rynek na family office. Choć obecnie dominuje model, gdy family office to też sprawdzeni współpracownicy, a nie tylko zewnętrzne struktury.

— Nie mam żadnej spółki do optymalizacji podatków za granicą. Większością bieżących rachunków, spraw zarządzam w jakimś stopniu sam z rodziną. Mam też oczywiście kancelarię prawną jako wsparcie — mówi Jerzy Mazgaj, prezes Almy.

— Ja? Family office? A co ja mam? Dom i akcje własnych spółek. I tyle. Nie mam żadnego majątku wielkiego. Tyle żeby wystarczyło na godne życie. Do ogarnięcia tego wystarczy sekretarka — dodaje Zbigniew Benbenek, właściciel m.in. „Super Expressu” i sieci kasyn.

Struktura młodości

Owszem, biznesmeni wiedzą o polskich miliarderach, zakładających osobne spółki zajmujące się obsługą majątku i optymalizacją finansową. Ale żeby zaraz iść w ich ślady? Tu potrzebna jest skala.

Zdaniem Dariusza Mioduskiego, byłego prezesa Kulczyk Investments, a obecnie inwestora i współwłaściciela Legii Warszawa, zmiana pokoleniowa w biznesie przyniesie otwarcie na zewnętrznych specjalistów. Takich, którzy oprócz talentu w sferze podatków i prawa czarno na białym wykażą przychody i rozchody prywatnych folwarków.

— Obecnie na szczycie jest pierwsza generacja przedsiębiorców, którzy wszystko robili sami. Nadchodząca druga generacja ma często inne pomysły na życie. Ona będzie potrzebować kogoś do uporządkowania struktury, przewodników w świecie podatków, procesów inwestycyjnych — ocenia Dariusz Mioduski.

Teraz, gdy przychodzą zapytania od szefów spółek kosztowych na Cyprze, rachunki za nieruchomości na Lazurowym Wybrzeżu i faktury do zapłacenia za obsługę struktury, mało który milioner może wprost powiedzieć — sprawdzam. Nie ma na to czasu i wiedzy. Z drugiej strony, usługa family office to zwykle koszt 50-100 tys. zł rocznie.

— Pierwsze wrażenie większości osób, które dostają od nas pierwszy raport dotyczący stanu prywatnego majątku, jest podobne. To zdziwienie, że aż tyle kosztuje jego utrzymanie — podkreśla Wojciech Szczepaniak.

Zakątki w ciszy

Łukasz Wejchert, inwestor, którego zmarły kilka lat temu ojciec przygotował do życia w biznesowym świecie (także pod kątem konstytucji rodzinnej i strukturyzacji aktywów), zbudował zewnętrzną strukturę do zarządzania dobrami. Takie dedykowane family office.

— Outsourcing w tej dziedzinie się sprawdza, sam kiedyś pracowałem w branży finansowej. Dzięki takiej organizacji mam większą kontrolę, więcej czasu na działanie w biznesie. Przy czym nie chcę płacić najniższych stawek za najtańszych specjalistów. Wolę wyłożyć 100 od miliona oszczędności niż 50 od pół miliona — wyjaśnia Łukasz Wejchert. Podobnie praktycznie do prywatnego majątku podchodzi Józef Wojciechowski, właściciel JW Construction.

Outsourcing w procesach związanych z rodzinnymi dobrami podpatrzył jeszcze w Stanach Zjednoczonych. Dziś jego zespół ma dostęp do niemal wszystkich niuansów związanych np. z nieruchomościami biznesmena. Kwestie podatkowe są tu świetnym motywatorem. — Przecież na wszystkim się nie znam i na wszystko nie mam czasu — twierdzi Józef Wojciechowski.

O tym, że duży biznes prywatnie potrzebuje dyskrecji, a także usługi zwanej w branży „międzynarodowym planowaniem podatkowym”, przekonany jest Andrzej Grabowski, jeden ze współwłaścicieli Polmleku. Korzysta on z usług family office oferowanych przez zewnętrzną firmę, co nie znaczy, że części swoich dóbr nie pozostawił w strefie ciszy.

— Kancelaria porządkuje, dba, rozlicza, ale niektóre — bardzo prywatne kwestie — trzeba przecedzić. 40 proc. spraw leży w gestii wyłącznie rodziny — mówi Andrzej Grabowski.