O 44-letnim Marianie Owerko znajomi mówią, że „jest dwa razy szybszy od muzyki na parkiecie”. Po ponad dwóch dekadach nieraz szalonego biznesowego tańca współzałożyciel i współwłaściciel giełdowego Bakallandu oddaje miejsce na parkiecie. Owerko przekazał stery weteranowi Markowi Moczulskiemu, znanemu z uzdrawiania Agros Novy i ZPC Mieszko, a ostatnio przewodniczącego nadzoru w bakaliowej spółce.
— Nie, nigdzie nie wyjeżdżam. Będę przewodniczącym rady nadzorczej Bakallandu, ściśle współpracującym z zarządem. Zmiana władzy jest przemyślana, niemalże modelowa — podkreśla Marian Owerko.
Nie chce przyznać wprost, czy odchodzi, bo czuje się wypalony, czy może po prostu chce się bardziej oddać swoim licznym inwestycjom, które prowadzi wraz z kilkoma przyjaciółmi. To m.in. hodowla tilapii i spółki technologiczne. — Stworzyliśmy firmę na podstawie modelu „friends and family”. Miało to dobre strony, ale też spowodowało brak dystansu i uczucia, które można porównać do uczuć niejako rodzicielskich. Firma urosła do rozmiarów, które powodują, że potrzebne jest jej zarządzanie oparte na innych kompetencjach, aniżeli sprawdzające się w dotychczasowym modelu — ocenia Marian Owerko.
Biznesmen przyznaje, że jego biznesowe dziecko potrzebuje nowych impulsów, także od środka. To dzięki nim Bakalland rozwinąć się ma z firmy rodzinnej w firmę o zdecydowanie dojrzalszej strukturze. Ostatnie lata dla bakaliowej spółki nie były usłane jedynie różami. Kapitalizacja spółki oscyluje wokół 45 mln zł, w poprzednich latach ten wskaźnik przekraczał nawet 150 mln zł.
— Nie planujemy żadnego exitu lub joint venture ani ze strategicznym, ani z branżowym partnerem. Dużą część mojego czasu będę przeznaczał na wsparcie Bakallandu, szczególnie w poszukiwaniu nowych obszarów rozwoju, ekspansji i strategii. Poza Bakallandem rzeczywiście będę mógł poświęcić się też innym moim inwestycjom w ramach prowadzonego funduszu — zastrzega eksprezes.