Od początku roku rentowności polskich obligacji 10-letnich poszły do góry o 65 punktów bazowych. Choć to jeden z czterech najgorszych wyników wśród 25 najważniejszych rynków obligacji na świecie, to jednak rentowności wzrosły na wszystkich z nich za wyjątkiem zaledwie trzech. Rentowności służących za punkt odniesienia niemieckich 10-latek skoczyły od kwietniowego dna kilkakrotnie, z 0,07 proc. do 1,01 proc. Zdaniem o Jeffreya Gundlacha, założyciela towarzystwa Doubleline, do końca roku papiery skarbowe drobią straty z tej wyprzedaży.
- W którymś momencie w drugiej połowie roku ceny obligacji odbiją się – powiedział okrzyknięty mianem króla obligacji Jeffrey Gundlach w cokwartalnej prezentacji dla inwestorów.
Jego zdaniem ryzyko, że w tym roku Fed podniesie stopy procentowe, jest mniejsze niż 50 proc., a wskazówek, kiedy to nastąpi należy wypatrywać w dynamice płac w gospodarce amerykańskiej. Mimo ożywienia pozostaje ona stabilna, a to oznacza, że wciąć nie ma wyraźnych powodów do zaostrzania polityki pieniężnej. Dodatkowo w dającej się przewidzieć przyszłości inflacja za oceanem nie powinna wrócić powyżej 1,5 proc. Zarządzający nie wierzy jednak, by rentowności na głównych rynkach znów zbliżyły się do zera.
- Mnóstwo głupców kupiło niemieckie papiery 10-letnie przy śladowym oprocentowaniu – powiedział Jeffrey Gundlach.
Specjalista oczekuje także odwleczenia się przewidywanego przez niego tąpnięcia na rynku obligacji o podwyższonym ryzyku przynajmniej o dwa lata oraz przedłużenia się w średniej perspektywie obserwowanego od marca trendu bocznego w notowaniach dolara. Jego zdaniem w kolejnych latach notowania amerykańskiej waluty mogą wyjść na kolejne szczyty.
- Dolar będzie silny jeszcze przez co najmniej kilka lat – powiedział specjalista.
