Kronika przypadków kontrowersyjnych i aferalnych

  • Piotr Nisztor
opublikowano: 28-12-2012, 00:00

Stan prawny największych — opisywanych przez „Puls Biznesu” — głośnych spraw gospodarczych mijającego roku, które wymagały zaangażowania prokuratury oraz służb specjalnych

Amber Gold

— Sprawa trójmiejskiej spółki Amber Gold oraz należących do niej linii lotniczych OLT Express to niewątpliwie najgłośniejsza afera gospodarcza 2012 r. Oferujący lokaty w złoto parabank, przed którym ostrzegała Komisja Nadzoru Finansowego, wielokrotnie opisywany przez „PB”, okazał się piramidą finansową, która w połowie roku upadła z wielkim hukiem, zostawiając na lodzie tysiące osób. Gdy sprawa stała się głośna, okazało się, że zarówno organy ścigania, jak i służby finansowe bardzo opieszale i przez palce patrzyły na działania spółki. Resort finansów skierował do prokuratury zawiadomienie przeciwko 28 urzędnikom służb skarbowych, którzy dopuścili się zaniedbań. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku przedstawiła prezesowi i właścicielowi Amber Gold Marcinowi P. siedem zarzutów, m.in. oszustwa znacznej wartości. Obecnie przebywa on w areszcie w Piotrkowie Trybunalskim. Osiem zarzutów — m.in. wyłudzenia poświadczenia nieprawdy — usłyszała jego żona Katarzyna P. Wobec niej zastosowano dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.

W październiku śledztwo składające się z 260 tomów akt zostało przeniesione z gdańskiej prokuratury do Prokuratury Okręgowej w Łodzi. — Robimy wszystko, aby sprawę zakończyć jak najszybciej — zapewnia Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury. Jednak czynności do wykonania jest jeszcze bardzo dużo. W kolejce do przesłuchania czeka ponad 4 tys. osób, głównie poszkodowanych (zgłosiło się ich 10 tys.; poniesione przez nich straty to 0,5 mld zł) i pracowników Amber Gold. Wśród nich m.in. Michał Tusk, syn szefa rządu, który współpracował z OLT Express i Marcinem P. Oprócz dokumentacji lokat otwieranych przez spółkę prokuratura analizuje też blisko 4 tys. umów pożyczek. Bada też 230 rachunków bankowych należących do Amber Gold lub podmiotów zależnych. Śledczy czekają też na kilka pomocy prawnych z zagranicy oraz opinię biegłych z zakresu informatyki, którzy mają odczytać dane z nośników elektronicznych zabezpieczonych podczas śledztwa. Na bieżąco współpracują też z syndykiem masy upadłościowej Amber Gold, który stara się spieniężać zabezpieczony majątek należący do upadłego parabanku.

Mafia paliwowa

Organy ścigania w 2012 r. bardzo poważnie wzięły się za przestępców paliwowych. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie zatrzymali pięć osób zamieszanych w gigantyczne oszustwa podatkowe przy okazji handlu komponentami do paliwa. Według śledczych, ich działalność mogła doprowadzić do 331 mln zł strat skarbu państwa. Na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie natomiast ABW zatrzymała cztery osoby zamieszane w oszustwa na podatku VAT przy handlu olejem napędowym z Białorusi. Zdaniem śledczych, oszukali oni państwo na przynajmniej 65 mln zł. To tylko wierzchołek góry lodowej — według szacunków dużych koncernów na nielegalnym handlu białoruskim olejem napędowym skarb państwa traci miesięcznie nawet 85 mln zł. W skali roku to około miliarda złotych. O gigantycznych oszustwa na początku 2012 r. ABW informowały m.in. PKN Orlen i Lotos. Mechanizm i skalę nieprawidłowości w czerwcu ujawnił „PB”.

W ramach walki z paliwowymi przestępcami prokuratura i ABW zamierzają jeszcze skuteczniej współpracować ze służbami finansowymi. Obecnie Urząd Kontroli Skarbowej w Poznaniu kontroluje kilka podmiotów z województwa wielkopolskiego, które miały dokonywać oszustw na podatku VAT przy handlu białoruskim olejem napędowym. To jednak dopiero początek, bo szczecińscy śledczy i ABW są już na tropie kilkudziesięciu innych spółek z całego kraju zaangażowanych w ten proceder. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w tej sprawie śledczy planują w 2013 r. kolejne zatrzymania. Tu lista podejrzanych miała być dłuższa niż pięć osób już kilka miesięcy temu. Na przeszkodzie stanęła jednak październikowa zmiana prokuratora. Prowadzący śledztwo objął stanowisko szefa jednej z prokuratur rejonowych. Tymczasem nowy śledczy przed podjęciem jakichkolwiek decyzji musiał mieć czas na zapoznanie się aktami.

Taśmy PSL

W lipcu „PB” ujawnił nagranie rozmowy Władysława Łukasika, byłego szefa Agencji Rynku Rolnego (ARR), z Władysławem Serafinem, szefem Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Do zarejestrowanego spotkania doszło w styczniu 2012 r., tuż po odwołaniu Łukasika z ARR. Były już wówczas prezes opowiada Serafinowi o kulisach swojego odejścia, gigantycznych nieprawidłowościach i nadużyciach w nadzorowanych przez agencję oraz kierowany przez Marka Sawickiego (PSL) resort rolnictwa podmiotach, m.in. w przedsiębiorstwie zbożowym Elewarr. Nagranie wywołało burzę. Do dymisji podał się minister Sawicki. Do akcji wkroczyły organy ścigania. Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w Elewarze wszczęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) przeprowadziło w nim kontrole. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku natomiast rozpoczęła śledztwo w sprawie zeznań składanych przez Marka Sawickiego w jednym ze śledztw. Z nagrania ujawnionego przez „PB” wynika, że mógł tam złożyć fałszywe zeznania. Warszawska prokuratura w ramach prowadzonego śledztwa weryfikuje informacje zawarte w protokole z kontroli CBA. Przesłuchuje m.in. świadków i analizuje dokumentację. Z nieoficjalnych informacji wynika, że wykryło w Elewarze wiele nieprawidłowości, które — jeśli potwierdzi prokuratura — mogą zostać przekute na zarzuty. Śledztwo w prokuraturze w Białymstoku zbliża się do finału. Śledczy zgromadzili już pełen materiał dowodowy. Nie tylko przesłuchali wszystkich świadków, ale dysponują też opinią biegłych z zakresu fonoskopii, którzy badali ujawnione przez „PB” nagranie. Decyzje w tej sprawie powinny zapaść do 16 lutego. Wtedy mija termin prowadzonego postępowania. Potem opcje są dwie: przedłużenie postępowania np. po postawieniu zarzutów lub wydanie decyzji o umorzeniu śledztwa. — Decyzja powinna jednak zapaść wcześniej — mówi Adam Kozub, rzecznik białostockiej prokuratury.

Prywatyzacja Stoenu i PLL LOT

Prowadzone od 2006 r. przez Prokuraturę Apelacyjną w Katowicach śledztwo w sprawie domniemanych nieprawidłowości przy najważniejszych prywatyzacjach to jedno z najbardziej skomplikowanych i budzących emocje postępowań. Zarzuty korupcji i prania brudnych pieniędzy przy sprzedaży Stoenu i PLL LOT jeszcze w 2011 r. usłyszeli m.in. gen. Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa, Andrzej Piechocki, prezes i współwłaściciel notowanej na giełdzie grupy MNI, oraz mecenas Michał Tomczak. W mijającym roku zarzuty w sprawie rzekomej korupcji przy prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej usłyszeli byli członkowie Kulczyk Holding — Jan W. i Wojciech J. Obaj po wpłaceniu 1,5 mln zł i 1 mln zł wyszli na wolność. Żaden z nich nie przyznaje się do winy. W 2012 r. śledczy wystawili też list gończy za Konradem Dubelskim, byłym oficerem PRL-owskiego wywiadu, w latach 2006-08 prezesem LC Corp. Prokuratura chce mu przedstawić zarzut prania brudnych pieniędzy z domniemanej łapówki za prywatyzację Stoenu. W 2013 r. katowicka prokuratura planuje skierować pierwsze akty oskarżenia do sądu w tej sprawie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że można się tego spodziewać w drugiej połowie roku, tym bardziej że zmieni się prokurator prowadzący postępowanie. Prokurator Jacek Więckowski, który od sześciu lat zajmował się sprawą, od stycznia wraca do Prokuratury Okręgowej w Katowicach, gdyż nie została mu przedłużona delegacja służbowa. Prokuratura Apelacyjna nie chce jednak ujawnić powodów podjęcia tej decyzji. Tłumaczy, że zdecydowały kwestie merytoryczne. W efekcie śledztwo przejęło dwóch nowych prokuratorów, którzy od listopada wdrażają się w sprawę. Zadanie nie jest łatwe, bo trzeba przekopać się przez grubo ponad 300 tomów akt. Śledztwo niewątpliwie więc zwolni. — Dopiero po zapoznaniu się z materiałami śledztwa będą znane dalsze kierunki prowadzenia sprawy — mówi osoba znająca materiały śledztwa.

Informatyzacja CPI

W 2012 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wraz z CBA kontynuowała działania w ramach śledztwa dotyczącego podejrzenia korupcji przy kontraktach informatycznych zawieranych przez Centrum Projektów Informatycznych (CPI) dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (dziś podlega pod Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji). W sprawie zatrzymano dotychczas 15 osób. W styczniu CBA zatrzymało byłych dyrektorów sprzedaży w HP i IBM. W maju w ręce agentów biura wpadły kolejne trzy osoby — naczelnik jednego z wydziałów Komendy Głównej Policji oraz Jacek i Grzegorz W., członkowie zarządu firmy Netline. W listopadzie CBA zatrzymało kolejnych podejrzanych — pracowników CPI. Głównym podejrzanym (zatrzymanym jeszcze w 2011 r.) jest Andrzej M., były szef CPI. Śledczy podejrzewają, że wziął przynajmniej 5 mln zł łapówek. Miał przyjmować nie tylko pieniądze, ale również m.in. sprzęt AGD i RTV. W 2013 r. infoafera ma znaleźć swój finał w sądzie. Warszawska prokuratura chce jak najszybciej skierować akty oskarżenia. W nieoficjalnych rozmowach osoby znające materiały śledztwa nie wykluczają jednak kolejnych zatrzymań. Wysłanie aktów oskarżenia do sądu nie zakończy sprawy. Niektóre wątki — nieobjęte aktem oskarżenia — nie zostaną umorzone (dotyczące konkretnych kontraktów informatycznych zawieranych przez państwowe instytucje), lecz wydzielone do prowadzenia jako oddzielne śledztwa. Podstawą prowadzenia części z nich mają być zeznania głównego podejrzanego Andrzeja M., który w zamian za łagodniejszy wymiar kary i wyjście na wolność zdecydował się opowiedzieć śledczym o korupcji w branży. Ze wstępnych planów na 2013 r. wynika, że kontrole kontraktów informatycznych zawieranych przez państwowe instytucje planuje CBA.

Indyjska wpadka Bumaru

Warszawscy śledczy przyglądają się kontraktom zbrojeniowych zawieranym w ostatnich latach przez państwowy koncern zbrojeniowy Bumar. Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie domniemanych nieprawidłowości przy umowach prowizyjnych zawieranych przez zarząd spółki kierowany przez Romana B. jest zawieszone. Prokuratura podejrzewa, że wieloletni prezes Bumaru oraz jego zastępca Andrzej S., podpisując umowy z pośrednikami na sprzedaż uzbrojenia do Iraku i Gruzji, działali na szkodę państwowego koncernu — śledczy kwestionują zawarte kontrakty. We wrześniu ABW, po przeprowadzeniu kontroli w Bumarze, złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie podpisanego w styczniu przez ówczesnego szefa spółki Edwarda Nowaka kontraktu indyjskiego. Opiewająca na 275 mln USD umowa dotyczy dostawy dla hinduskiej armii 204 wozów zabezpieczenia technicznego (WZT-3). Według ABW, umowa jest niekorzystna dla Bumaru. Śledztwo w tej sprawie pod koniec października wszczęła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

Na początku 2013 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie zamierza odwiesić śledztwo w sprawie umów prowizyjnych Bumaru. Andrzej S., któremu niemożliwe było postawienie zarzutów ze względu na stały pobyt zagraniczny (był przedstawicielem Bumaru w Indiach), w drugiej połowie 2012 r. odszedł z państwowego przedsiębiorstwa i wrócił do Polski. W przypadku śledztwa dotyczącego kontraktu indyjskiego prokuratura nie chce ujawnić prowadzonych działań. — Nie możemy ujawnić żadnych szczegółów — ucina wszelkie pytania Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Powodem mogą być przygotowania do postawienia pierwszych zarzutów. Ważnym elementem będzie też protokół z kontroli Bumaru przez Najwyższą Izbę Kontroli. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że nowy zarząd koncernu z Krzysztofem Krystowskim na czele stara się wynegocjować ze stroną indyjską zmiany w podpisanym kontrakcie, gdyż według niego jego realizacja w obecnym kształcie jest nieopłacalna.

Fałszywe obligacje USA

W marcu agenci CBA wraz z policyjnymi antyterrorystami na terenie województw lubelskiego i małopolskiego zatrzymali kilka osób zamieszanych w obrót fałszywymi amerykańskimi obligacjami opiewającymi na 100 mln USD. Papiery miały zostać sprzedane za kilka procent wartości — kilkanaście milionów złotych. Fałszywki mogły potem posłużyć np. jako zabezpieczenia pod kredyty w polskich bankach, co zagroziłoby bezpieczeństwu ekonomicznemu państwa. W ręce śledczych wpadło dwóch Włochów, dwóch Ukraińców (w tym jeden były wysoki rangą oficer tajnych służb), obywatelka Mołdawii i trójka Polaków. Zatrzymani byli członkami międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej współpracującej z włoską mafią. Akcja prowadzona przez CBA była tzw. operacją specjalną. Była możliwa dzięki wniknięciu do międzynarodowego gangu agentów CBA pod przykryciem, którzy zdobyli zaufanie przestępców i przekonali ich do przeprowadzenia kontrolowanej transakcji sprzedaży fałszywych obligacji. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Lublinie.

Lubelska prokuratura liczy, że w 2013 r. uda się przesłać do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Wszystko będzie jednak zależało od szybkości pomocy prawnej, o którą śledczy zwrócili się do Włoch i USA. Jednym z wątków prowadzonego postępowania są związki rozbitego przez CBA gangu z włoską mafią. Obligacje opiewające na 100 mln USD trafiły do Polski właśnie z Włoch przez Ukrainę. Lubelska prokuratura zwróciła się więc do włoskich organów ścigania o informacje, m.in. na temat osób oraz firm, niezbędne do zakończenia postępowania. Śledczy łączą zabezpieczone fałszywki z operacją przeprowadzoną w Szwajcarii na początku 2012 r. Wówczas przy okazji śledztwa dotyczącego włoskiej mafii w skrytkach depozytowych w Zurychu odkryto fałszywe amerykańskie obligacje opiewające na 6 bln USD. Kluczowe dla lubelskiego śledztwa są również informacje z USA. Trzeba przede wszystkim ustalić, czy fałszywe obligacje były wzorowane na prawdziwym odpowiedniku, czy też są tylko wymyślonym przez gang papierem.

Fałszywy makler

Skandal w DnB Nord. Okazało się, że blisko czterdziestu klientów biura maklerskiego banku w Gdyni zostało oszukanych na kilka milionów złotych. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadzi śledztwo w tej sprawie. W 2012 r. zarzut oszustwa postawiła Cezaremu G., kierownikowi punktu obsługi klienta gdyńskiej placówki. Okazało się, że to właśnie on przez blisko trzy lata „opiekował się” rachunkami klientów biura maklerskiego. Nie tylko nie miał do tego żadnych uprawnień, ale przez kilka miesięcy robił to... już po odejściu z pracy w banku. Swoim „klientom” przedstawiał wyciągi z kont, z których wynikało, że posiadają ponad 30 mln zł. Sprawa wyszła na jaw w 2011 r., gdy oszukani klienci zaczęli składać reklamacje. W efekcie władze DnB Nord zlecili audyt, który wykazał bezprawne działania Cezarego G., i powiadomiły prokuraturę. Sprawę „PB” opisywał w październiku. Gdańska prokuratura przed podjęciem kolejnych decyzji co do dalszego sposobu prowadzenia śledztwa czeka na dwie opinie biegłych. Pierwsza ma być sporządzona przez ekspertów od pisma ręcznego, którzy mają stwierdzić autentyczność podpisów na niektórych dokumentach. Druga ma dotyczyć sprzętu komputerowego zabezpieczonego w ramach prowadzonego postępowania. Będzie ona o tyle istotna, że ma odpowiedzieć na pytanie, czy Cezary G. działał sam, czy też pomagały mu osoby trzecie. Jeśli okaże się, że nie miał żadnych wspólników, wówczas bardzo szybko do sądu trafi akt oskarżenia przeciwko niemu. Jednak bez względu na działania prokuratury do sądu zamierzają iść oszukani klienci biura maklerskiego. Informacje o przygotowywanych pozwach przeciwko DnB Nord potwierdził Janusz Kaczmarek, pełnomocnik części poszkodowanych w całej aferze. Bank jest na to przygotowany — na wypadek roszczeń utworzył rezerwę finansową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nisztor

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu