Krygier kolorem Pantone 2018

opublikowano: 22-11-2017, 22:00

Inwestycja en vogue? Obraz Stefana Krygiera z lat 90. to świeża paleta kolorów Pantone. Trafi na aukcję w galerii Antiqua w sobotę

Gdyby czułość, pozwalająca wychwycić różnicę między pudroworóżowym a pudrowym, nie była najmocniejszą stroną inwestora, rynek sztuki — odświętnie — nie zawracałby mu głowy. Dzień, w którym dzieła okażą litość niezorientowanym w kolorach, przypadnie 25 listopada, bo wystawiony w warszawskiej galerii obraz łódzkiego autora bezproblemowo skupia w sobie wszystkie najmodniejsze odcienie nadchodzącego sezonu. Zapełniony abstrakcyjnymi figurami tunel żywych kolorów licytowany będzie od 14 tys. zł, a w nim wszystkie demony: lazurowy, seledynowy i tzw. czerwień koktajlowych pomidorków. Mimo że tytuł dzieła — czyli „Symultaniczne konstruowanie przestrzeni” — może zabrzmieć jeszcze groźniej niż seledyn, zarówno jego konstrukcję, jak i warstwę kolorów da się odkodować bez bólu głowy.

BOMBA MEGABITOWA: Mimo że „Symultaniczne konstruowanie przestrzeni” przypomina jakąś wirtualną rzeczywistość, jest odpowiedzią na nurt kubizmu z początku XX wieku. Praca Stefana Krygiera ma szacowaną cenę 18-28 tys. zł.
Zobacz więcej

BOMBA MEGABITOWA: Mimo że „Symultaniczne konstruowanie przestrzeni” przypomina jakąś wirtualną rzeczywistość, jest odpowiedzią na nurt kubizmu z początku XX wieku. Praca Stefana Krygiera ma szacowaną cenę 18-28 tys. zł. Fot. ANTYKWARIAT ANTIQUA

Warto to zrobić właśnie ze względu na szeroko rozumianą modę, bo malarstwo Stefana Krygiera nie tylko przypadkowo wpasowuje się we wzornik Pantone, ale na rynku czeka jeszcze na swój zwyżkowy moment. W galerii Antiqua wystawione zostaną dwa olejne obrazy autora z estymacjami do dwudziestu paru tysięcy złotych, przy czym „Wenus II” licytowana będzie od 12 tys. zł, a płótno o tytule przywodzącym na myśl wpływ LSD — od progu o 2 tys. zł wyższego.

Mając na uwadze bliską relację, jaką malarz zbudował z Władysławem Strzemińskim — powszechnie, Bogusławem Lindą z „Powidoków” — trudno go jednak podejrzewać o dzieło płaskie w wyrazie i opatrzone tylko pretensjonalnym tytułem. „Symultaniczne konstruowanie przestrzeni” nie jest obrazem ówczesnego tęczowego wygaszacza ekranu, tylko ważną odpowiedzią na przełomowy w sztuce nurt kubizmu.

Kiedy Picasso malował w sposób kubistyczny przykładową martwą naturę, przedstawiał przedmioty kanciasto pozałamywane, widziane jakby z kilkupunktów widzenia — bok, drugi bok i przód jednocześnie. „W obrazach przywykliśmy do malowania i oglądania tego, co przed nami — pisał Stefan Krygier — ja proponuję i przekazuję w moim malarstwie to, co można zobaczyć z drugiego końca umownej osi poziomej iluzorycznego końca obrazu”.

Symultanicznie, a więc naraz, patrzymy wobec tego na kształty z dwóch przeciwległych stron, dając się przy okazji wciągnąć w grę kolorów jak z zabawkowego kalejdoskopu. Kolorystyka obrazów i dzieł przestrzennych tego autora rzadko bywa nudna, ale tym razem jest po prostu w trendach, dlatego że dyktująca modę gama firmy Pantone to właśnie m.in. czerwień koktajlowych pomidorków, pałacowy lazur, zieleń Nilu, różowy, różany i różowo-lawendowy.

W języku inwestora pałacowemu odpowiadałby jaskrawszy niebieski, a nilowemu — blady zielony, podobny do tego, który czai się pod niechcianą nazwą jako seledyn.

Chociaż zdarzały się statystyki wychwytujące, że czerwień rzekomo podnosi aukcyjną cenę, zielonego również nie należy lekceważyć, bo to właśnie jeden z odcieni tego koloru mógł być odpowiedzialny za śmierć Napoleona. Przywódca aż za dobrze czuł się w pomieszczeniach intensywnie trawiastych, a stosowany w ówczesnych farbach pigment tzw. zieleni Scheelego zawierał trujący arsen, którego ślady znaleziono po śmierci na cesarskich włosach. Tego dokładnie, toksycznego zielonego Stefan Krygier akurat nie dołożył do symultanicznego widoku, pozostawiając kilka prostokątów w łagodniejszych, bardziej kremowych odcieniach wiosennego sezonu. W przypadku gdyby inwestor uznał jednak, że cała ta modna gama stapia mu się w jedno, z wirującego tunelu odratują go prawdziwi badacze kosmosu. W 2002 r. astronomowie z Uniwersytetu Johna Hopkinsa dowiedli, że gdyby zmieszać ze sobą barwy wszechświata, wyszedłby nudno kojący beżowy. Mając przy tym świadomość, że nieszczęsny beż nigdy nie przykuje należytej uwagi do naukowej pracy, nadali mu nazwę kosmicznego latte.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Krygier kolorem Pantone 2018