Rok 2009 przewiał gabinety w głównych bankach kraju, ale także w LOT, kolejach, KGHM, Enei, Biotonie i...
Awanse, polityka i nieporozumienia z akcjonariuszami — to główne przyczyny kadrowej karuzeli ’2009.
Jedna z najgłośniejszych dymisji ostatnich lat, której powody wciąż są niejasne. Według jednej wersji były premier ponownie poczuł zew polityki i opuścił bank, żeby zostać szefem rządu, gdy Donald Tusk przeprowadzi się do pałacu prezydenckiego. Według drugiej — Jan K. Bielecki podał się do dymisji, ponieważ nie podobają mu się plany grupy Unicredit, właściciela Pekao, dotyczące centralnego zarządzania bankiem. W ramach tzw. dywizjonizacji poszczególne piony podlegałyby nie zarządowi, lecz nadzorcy w centrali w Mediolanie. Jan K. Bielecki nie chciał być malowanym prezesem.
PKO BP kierował tylko, albo aż, 14 miesięcy. Był bowiem jednym z najdłużej urzędujących prezesów tego banku, w którym głównym kadrowym jest minister skarbu. Ale też jedynym, który nie otrzymał skwitowania od rady nadzorczej. Dostał natomiast absolutorium od walnego, żeby niedługo później stracić fotel prezesa. Taki bank. Jerzy Pruski skonfliktował się z Aleksandrem Gradem, ministrem skarbu, w związku z wypłatą dywidendy i dokapitalizowaniem PKO BP. Prezes proponował podział całego zysku. Szef resortu opowiadał się za mniejszą wypłatą od razu i dywidendą zaliczkową pod koniec roku. Wkrótce po dymisji Jerzy Pruski został prezesem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
Stracił posadę wiceprezesa PKO BP razem z Jerzym Pruskim, gdyż, jak mówi się nieoficjalnie, był uważany za jego stronnika, a poza tym nadzorował, wspólnie z prezesem, negocjacje w sprawie zakupu AIG Bank Polska. Do transakcji ostatecznie nie doszło. Tak jak szef nie otrzymał skwitowania od rady, ale dało mu je walne. Były wiceprezes odpowiedzialny za inwestycje też długo nie szukał pracy. Trafił do Banku Gospodarstwa Krajowego, gdzie awansował na posadę prezesa. Byłemu pracodawcy wytoczył proces o niesłuszne zwolnienie z pracy.
Był jednym z faworytów w wyścigu do fotela prezesa PKO BP, a nawet więcej — jednym z pewniaków. Referencje miał jak najlepsze. Już pracował w zarządzie PKO BP, a przez ostatnie lata kierował Bankiem Pocztowym, przekształcając go z dość przaśnej organizacji w prawie nowoczesny bank. Co ważne, Piotr Kamiński cieszył się też poparciem osób mogących mieć wpływ na obsadę najważniejszego stanowiska w PKO BP, czyli polityków. Konkurs jednak przegrał. Oddał się do dyspozycji rady nadzorczej Banku Pocztowego, która przyjęła jego dymisję. Zastąpił go Tomasz Bogus.
Czarny koń ostatniego konkursu na prezesa PKO BP. O to stanowisko ubiegał się bez powodzenia już wcześniej. Tym razem się udało. I to mimo obiekcji, że na bankowości się nie zna, ponieważ przez lata zajmował się funduszami inwestycyjnymi. Jako wieloletni prezes Pioneer TFI Pekao ma jednak z pewnością większe kompetencje niż usilnie przymierzany niegdyś do tego stanowiska Kazimierz Marcinkiewicz. Niezależnie od umiejętności posada nowego prezesa jest mocno upolityczniona. Zbigniew Jagiełło zapowiada jednak, że zamierza długo bankiem porządzić.
Jest jedną z kilku kobiet wśród prezesów banków komercyjnych i dość niespodziewanym następcą Brunona Bartkiewicza. Były szef ING BSK odchodzi z banku do centrali ING, aby nadzorować bankowość internetową w czterech krajach. Przed nominacją Małgorzaty Kołakowskiej spekulowano, że stery banku może objąć Michał Szczurek, były członek zarządu wyekspediowany do Azji, gdzie zarządza biznesem bankowym ING. Został jednak na emigracji. Właściciel postawił na Małgorzatę Kołakowską, która wcześniej kierowała pionem bankowości korporacyjnej, odpowiadając za kluczowych klientów.
Długo nie było wiadomo, kogo Leszek Czarnecki postawi na czele połączonego Getin Noble Banku. Rynek stawiał na dotychczasowego prezesa Michała Handzlika, który nieźle prowadził Getin w kryzysie, oraz Jarosława Augustyniaka, który pewną ręką zarządzał Noble. Główny akcjonariusz wybrał trzecie rozwiązanie: Krzysztofa Rosińskiego, prezesa Getin Holding, a wcześniej szefa TU Europa. Na dobry początek dostał milion akcji holdingu w ramach programu opcji menedżerskich. Getin Noble Bankiem ma zarządzać wspólnie z Jarosławem Augustyniakiem.
Jedna z najbardziej kuriozalnych dymisji roku. Jakub Majewski został zwolniony z funkcji prezesa Kolei Mazowieckich w kilka tygodni po objęciu posady. Nieoficjalnie mówi się, że padł ofiarą wewnętrznych politycznych rozgrywek w samorządzie wojewódzkim. Inni twierdzą, że powodem był brak kompetencji i źle pomyślany rozkład jazdy na 2010 r. Jakkolwiek było, jako pierwszy odważył się głośno powiedzieć, że kolej w Polsce to jeden wielki bałagan, że gdy pociąg utknie w zaspach pod Warszawą, to zarząd dowiaduje się o tym z telewizji, gdyż nie ma systemu monitorującego sieć. To tylko jeden z wielu przykładów jej zapóźnień cywilizacyjnych. Mazowieccy samorządowcy szukają jego następcy.
Zamienił posadę prezesa PKP Polskie Linie Kolejowe na stołek prezesa PKP Intercity (PKP IC). Wcześniej przewoźnikiem kierował Czesław Warsewicz, obce ciało w PKP, gdyż nie był kolejarzem, a w dodatku pochodził z nadania PiS. Dobre wyniki spółki nie pomogły. Krzysztof Celiński w PKP jest od zawsze, a w CV ma m.in. pracę na stanowisku szefa dyrektora generalnego kolei oraz warszawskiego metra. Po poprzedniku przejął niemały bałagan będący skutkiem usamorządowienia kolei. W ramach reformy PKP IC dostały pociągi międzywojewódzkie, co spowodowało podwojenie liczebności załogi i zwielokrotniło liczbę uruchamianych połączeń. Dostał się im też zdezelowany tabor.
Od czerwca kieruje jednym z największych eksperymentów kolejowych w Europie: kolejową spółką należącą do 16 województw (przewoźnik ma osiemnastoosobową radę nadzorczą). Przez większość czasu było to zarządzanie kryzysowe, ponieważ Przewozy Regionalne (PR) już na początku roku wygenerowały potężne długi. Żeby zapewnić spółce bieżące wpływy, Tomasz Moraczewski puścił pociągi na trasy zastrzeżone do tej pory dla PKP IC, tańsze o ponad połowę, wywołując złość zarówno PKP, jak i Ministerstwa Infrastruktury. Pojawił się zarzut, że PR kanibalizuje rynek. Minister napisał list do marszałków, skarżąc się na przewoźnika. Wreszcie PKP IC poszły po rozum do głowy i zamiast wykłócać się z PR, poprawiły ofertę i obniżyły ceny biletów.
Posady prezesa KGHM nie można nazwać długoterminową. Choć wiele wskazywało na to, że kadencja Mirosława Krutina będzie należała do dłuższych. Doświadczony menedżer, wyłoniony w konkursie, z przeszłością w przemyśle (zarządzał PCC Rokita) i poparciem w Platformie Obywatelskiej. Był to zestaw cech rokujących długą kadencję. A jednak wytrzymał tylko czternaście miesięcy.
Naraził się resortowi skarbu tym, że ugiął się pod presją związków i zgodził na wypłatę premii pracownikom (ich łączny koszt to około 130 mln zł). Ponadto sprzeciwiał się wypłacie dywidendy. Wprawdzie ostatecznie zmienił zdanie i zarekomendował wypłatę, ale jego czas w KGHM się skończył.
W czerwcu podał się do dymisji. Trudno stwierdzić, czy gdyby tego nie zrobił, to i tak zostałby odwołany, czy może pozostałby na stanowisku.
Zastąpił go wiceprezes Herbert Wirth, który w konkursie pokonał 18 kandydatów. Od razu zapowiedział, że rewolucji nie będzie, a strategia pozostanie bez zmian.
Zakłady Chemiczne Police, największy producent nawozów wieloskładnikowych w Polsce, przeżyły wstrząs. Pod koniec 2008 r. zaczęły tracić rynek. Wysokie ceny surowców i spadek popytu na nawozy wieloskładnikowe zachwiał ich płynnością. Od kwietnia do czerwca 2009 r. po kolei rezygnację składali poszczególni członkowie zarządu. Skarb państwa, największy akcjonariusz Polic, jak nieoficjalnie mówiono, dał im do zrozumienia, że nie są już mile widziani. Najpierw rezygnację złożył Arkadiusz Pawlak odpowiedzialny za strategię i rozwój firmy, potem Sławomir Winiarski, wiceprezes do spraw handlu, a następnie sam prezes spółki Ryszard Siwiec. Co ciekawe — na krótko przedtem (24 lutego 2009 r.) rada nadzorcza wybrała ich na kolejną, V kadencję. Tej misji już nie dokończyli. W zarządzie ze starego składu pozostał jedynie Zbigniew Miklewicz, wiceprezes do spraw ekonomicznych, który wkrótce awansował na szefa spółki.
Po emocjonującej rozgrywce o kontrolę nad firmą Sfinks między jej założycielem Tomaszem Morawskim a giełdowym Amrestem firma znalazła się na krawędzi bankructwa. Gdy już wydawało się, że Sfinks upadnie, koło ratunkowe rzucił mu znany biznesmen Sylwester Cacek (twórca grupy Dominet). Zainwestował w Sfinksa i udzielił mu pożyczki. Wkrótce potem został jego prezesem, zastępując Tomasza Morawskiego (który został wiceprezesem).
Pod wodzą tego duetu firma przechodzi terapię szokową, której owocem ma być wyjście na plus w 2010 r. Sylwester Cacek oraz Tomasz Morawski, po ustabilizowaniu sytuacji w spółce, mają wycofać się z bieżącego zarządzania do rady nadzorczej.
Dużym zaskoczeniem dla rynku było złożenie przez niego rezygnacji z funkcji prezesa firmy Mieszko, którą z powodzeniem zrestrukturyzował i wyprowadził na prostą po długim okresie zastoju. Tajemnicze i kontrowersyjne były zwłaszcza okoliczności jego odejścia. Marek Moczulski zrezygnował ze stanowiska z powodu "zasadniczych różnic między nim a przedstawicielami większościowego akcjonariusza spółki co do rozumienia interesów spółki oraz jej dalszego rozwoju".
Do dziś nie wiadomo dokładnie, o co poszło. Marek Moczulski zostawił jednak spółkę w dobrej kondycji, dzięki czemu jej tegoroczne wyniki prezentują się dobrze. Nowym prezesem został Tomasz Towpik.
Szefowa PTK Centertel w ostatnich latach była ulubienicą mediów i solą w oku Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Odsunięcie jej od kierowania operatorem zaskoczyło analityków. Powody tej decyzji są nieznane, chociaż niektórzy obserwatorzy rynku wskazywali, że Orange nie jest już liderem rynku.
Po opuszczeniu stanowiska w Orange Grażyna Piotrowska-Oliwa dostała propozycję pracy w ramach struktur France Telecom, jednak nie zdecydowała się na jej przyjęcie. Teraz jest wiceprezydentem Konfederacji Pracodawców Polskich. W Orange zastąpił ją Mariusz Gaca, który w zarządzie Telekomunikacji Polskiej odpowiadał za rynek biznesowy.
W maju 2009 r. za sterami narodowego przewoźnika stanął Sebastian Mikosz, który od marca pełnił obowiązki prezesa LOT. Były dyrektor w Deloitte zastąpił na tym stanowisku Dariusza Nowaka. Nowemu prezesowi powierzono trudne zadania — restrukturyzację zadłużonej spółki (733 mln zł straty netto w 2008 r.) i znalezienie dla niej inwestora strategicznego. Na razie ruszył pierwszy proces. W jego wyniku w 2010 r. pracę straci 400 osób, a pensje zostaną obniżone o 15-20 proc. Spółka sprzedała też udziały w Pekao, wkrótce pozbędzie się akcji innych spółek oraz sprzeda i weźmie w leasing zwrotny warszawską siedzibę główną.
Październikowa zmiana warty w Mispolu mogła być dla rynku zaskoczeniem. Tym bardziej że jej atmosfera była specyficzna. Na zmiany u producenta konserw mięsnych i pasztetów zaczęło się zanosić już w czerwcu, kiedy w akcjonariacie pojawił się Marek Jutkiewicz, były właściciel napojowej firmy Hoop, a obecnie inwestor, również giełdowy. Od początku zapowiadał jasno, że wobec Mispolu ma bogate plany. Tymczasem prezes Marek Piątkowski odnosił się do nich sceptycznie. Wreszcie w październiku, po czterech latach na tym stanowisku, podał się do dymisji, tłumacząc ten ruch "rozbieżnością zdań w gronie akcjonariuszy co do kierunku strategicznego rozwoju grupy".
Jego miejsce zajęła Mirosława Achinger, związana w przeszłości m.in. z Unilever Polska i Raiffeisen Bank Polska. Szybko zasiadła do pracy nad strategią.
Jego romans z giełdowym Biotonem, kontrolowanym przez Ryszarda Krauzego, był dość krótki, ale owocny. Inwestorzy żegnali Guya z żalem, bo za jego prezesury spółka biotechnologiczna zmieniła się z bankruta w obiecującą, choć wciąż ryzykowną, inwestycję. Nowa strategia, której ojcostwo jedni przypisywali Guyowi, a inni głównemu akcjonariuszowi Biotonu, kilka zastrzyków gotówki, wart parę mld zł kontrakt z Bayerem na dystrybucję insuliny w Chinach, restrukturyzacja i spłata długów — to wszystko zdarzyło się w spółce pod jego rządami. Odszedł wskutek licznych napięć w relacjach z Ryszardem Krauzem. Janusz Guy uważał, że główny udziałowiec nadmiernie ingeruje w zarządzanie spółką, uniemożliwiając mu pełne wdrożenie strategii. Druga strona nie wprost sygnalizowała, że prezes za daleko posuwa się w restrukturyzacji, pozbywając się z Biotonu ludzi o unikatowych kompetencjach, którzy tworzyli kręgosłup firmy. Rozstanie przebiegło w sposób cywilizowany. Rynek został uprzedzony o nadchodzących zmianach, a Guy na kilka miesięcy objął stanowisko doradcy zarządu, którym kieruje teraz Sławomir Ziegert.
Stracił posadę prezesa poznańskiej Enei w atmosferze skandalu pachnącego polityką. Ministerstwo skarbu, które wcześniej hołubiło Mortasa, choć odziedziczyło go w spadku po PiS, zarzuciło mu liczne nieprawidłowości w spółce. Były prezes miał się dopuścić niegospodarności. Najgłośniej mówiło się o milionach zł wyrzuconych w błoto na niekorzystny kontrakt w ramach zamówień informatycznych Enei. Sprawę bada prokuratura. W aferę zamieszany miał być ówczesny asystent samego ministra skarbu, który również pożegnał się z posadą. Sprawę Mortasa dość szybko zamieciono pod dywan. Nieoficjalnie mówiło się, że były prezes za daleko posunął się w budowaniu przyjaznych relacji z ludźmi z kilku politycznych obozów — oczywiście na koszt spółki — i nikomu nie było na rękę ujawnianie zbyt wielu szczegółów. Rządy w Enei przejął nieznany na rynku Maciej Owczarek wybrany w konkursie. Rada nadzorcza spółki nie ukrywała, że nie był to wymarzony kandydat, ale firma, do której jeszcze przed końcem roku miał się wprowadzić inwestor strategiczny, nie przyciągnęła, mówiąc oględnie, zbyt wielu menedżerskich gwiazd.
Pod koniec września zasiadł w fotelu prezesa Pioneer Pekao TFI, lidera rynku funduszy inwestycyjnych, zastępując Zbigniewa Jagiełłę, który przeniósł się do PKO BP. Z firmą związany jest od 2001 r. Zmiana szefa była ostatnim akcentem kadrowej rewolucji u giganta. Najpierw w marcu z Pioneerem pożegnał się Cezary Iwański, wieloletni szef działu zarządzania. Teraz jest prezesem KGHM TFI. W kwietniu z zarządu odszedł Adrian Adamowicz, mózg od sprzedaży i marketingu. Najpierw budował AXA TFI, ale niedawno dołączył do Jagiełły w PKO BP. Miotła zrobiła liderowi dobrze — fundusze mają dużo lepsze wyniki inwestycyjne, a dzięki dobrej sprzedaży powiększyły przewagę nad rywalami pod względem wielkości aktywów.