Kryzys pokona generała Rostowskiego

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 23-06-2009, 00:00

PO i PSL ścierają się

PO i PSL ścierają się

o kształt znowelizowanego

budżetu. Deficyt

skapituluje — ostrzegają ekonomiści.

Koalicja pracuje nad kompromisowym sposobem posklejania budżetu państwa. Liderzy Platformy Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego do późnego wieczoru debatowali wczoraj nad tym, jak i czym zasypać pogłębiającą się dziurę budżetową.

Lekcja historii

— Najważniejsze zadanie to znaleźć oszczędności. Tu są jeszcze duże rezerwy. Kwestia podnoszenia podatków jest problematyczna i trzeba być tu bardzo ostrożnym — mówi Andrzej Pałys, poseł PSL z sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

Jego zdaniem, niewykluczone jest jednak zwiększenie deficytu z zakładanych obecnie 18,2 mld zł.

— Nie trzymamy się kurczowo tego poziomu. Jeżeli nie uda się znaleźć wystarczających oszczędności, trzeba będzie zwiększać deficyt — twierdzi Andrzej Pałys.

Inne podejście ma obóz PO, a przynajmniej wyłoniony z niego minister finansów Jacek Rostowski. Wcześniej kilkakrotnie zapewniał, że deficyt ma przejść bez szwanku przez zbliżającą się nowelizację. Czy rzeczywiście jest na to szansa? Według Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty Business Centre Club (BCC), znacznie bardziej rozsądna jest postawa PSL, niż ministra finansów.

— Podwyżka deficytu jest przesądzona. To wynika z sytuacji gospodarczej (spadają dochody państwa) i prawnej (wiele wydatków rośnie, bo są zagwarantowane ustawami). Dlatego zapowiedzi ministra Rostowskiego są bez pokrycia. Przypominają słowa polskich generałów z września 1939 r.: nie oddamy ani guzika — powiedział Stanisław Gomułka na debacie BCC, Radia PiN, Polsat News i portalu Capital24.pl.

Więcej luzu

W utrzymanie zapory deficytu nie wierzy też Ryszard Bugaj, doradca ekonomiczny prezydenta.

— Mówienie o obronie zakładanego deficytu nie ma już sensu. Po prostu nie ma czego bronić. Dzisiaj rząd powinien starać się, aby deficyt całego sektora finansów publicznych [wszystkie finanse podmiotów publicznych, a nie tylko budżet centralny — red.] nie przekroczył 5-6 proc. PKB — twierdzi ekonomista.

Jerzy Osiatyński, były minister finansów, przekonuje natomiast, że zwiększanie deficytu nie musi być katastrofą — więcej pożyczonych pieniędzy to mniejsze dokręcenie fiskalnej śruby dla gospodarki.

— Być może jest przestrzeń do zwiększania deficytu. Minister finansów przekonuje, że nie należy tego robić, ponieważ inwestorzy będą żądali wyższej rentowności z rządowych obligacji. Tymczasem nasze papiery sprzedają się jak świeże bułeczki, nie widać żadnego problemu z finansowaniem deficytu — podkreśla Jerzy Osiatyński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu