Kryzys pompuje dziurę w systemie emerytalnym

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 02-07-2013, 00:00

Podatnik ma coraz więcej emerytów na utrzymaniu. Deficyt w FUS wkrótce przebije 70 mld zł.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) zrewidował swoje długoterminowe prognozy. Okazuje się, że dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) będzie znacznie większa, niż dotąd przewidywał.

Według prezentowanego przez ZUS scenariusza bazowego, w 2015 r. deficyt FUS (koszty minus składki) ma wynieść 67 mld zł, czyli o 8,2 mld zł więcej, niż ZUS zakładał w ubiegłorocznej prognozie. W 2017 r. emerytalna dziura wyniesie już 71,9 mld zł, czyli pobije dotychczasowy rekord — 71,5 mld zł w 2010 r.

Czarna dziura

Rewizja prognoz to przede wszystkim skutek obecnego spowolnienia gospodarczego. Kiedy ZUS rok temu tworzył prognozy, spodziewał się tylko nieznacznego wyhamowania i lekkiego wzrostu bezrobocia.

Teraz już wiadomo, że polska gospodarka musi przejść przez kilka kwartałów stagnacji, a bezrobocie wystrzeliło w górę do najwyższego poziomu od sześciu lat. Składki emerytalne są więc znacznie mniejsze, niż przewidywano. W 2015 r. do FUS ma wpłynąć 132,1 mld zł, wobec prognozowanych dotychczas 143,3 mld zł.

— Spowolnienie gospodarcze znacząco pogorszyło perspektywy FUS na najbliższe lata. Największy przyrost deficytu występuje teraz, w latach 2013-14, ale przez to w górę idzie cała ścieżka na kolejne lata — mówi Robert Brzoza, główny strateg Unicredit CAIB. Co więcej, prognozy ZUS i tak wyglądają dość optymistycznie.

Zakładają, że w 2015 r. wzrost gospodarczy wyniesie 3,8 proc., a w latach 2016-18 utrzyma się powyżej 4 proc. Bezrobocie ma natomiast spadać o około pół punktu procentowego rocznie.

— To są dość optymistyczne założenia. Przy słabych perspektywach dla strefy euro i Chin wydaje się, że wyjście wzrostu gospodarczego w Polsce na trwałe powyżej 4 proc. będzie bardzo trudne. Ostatecznie deficyt w FUS może więc być jeszcze większy, niż prognozuje ZUS — mówi Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Podatnik zapłaci

Rosnąca dziura w FUS to duży ciężar dla finansów publicznych. Różnicę między składkami a wydatkami funduszu musi bowiem pokryć budżet państwa, a więc podatnik. Jeśli dziura ta rośnie w trzy lata o ponad 14 mld zł i zbliża się do astronomicznej kwoty 70 mld zł, a jednocześnie dług publiczny już właściwie doszedł do ściany (czyli limitu zadłużenia na poziomie 55 proc. PKB), to robi się problem.

Właśnie dlatego, zdaniem części ekonomistów, rząd forsuje zmiany w OFE. Przejęcie części ze zgromadzonych 280 mld zł aktywów funduszy sprawi, że formalnie dług publiczny państwa się obniży, a w budżecie pojawi się nieco więcej luzu.

— Prognozy ZUS dobitnie pokazują, dlaczego rząd akurat teraz z taką determinacją stara się ograniczyć wielkość OFE i przenieść część ich aktywów do ZUS. Spowolnienie gospodarcze dokonało dużej wyrwy w finansach publicznych, a proponowane zmiany w OFE pozwolą rządowi zasypać tę dziurę, bez dokonywania większych oszczędności budżetowych — uważa Robert Brzoza.

Jednak według części ekonomistów, prognozy ZUS powinny być dla rządu raczej argumentem za utrzymaniem drugiego filara emerytalnego niż jego demontażem.

— Rząd przekonuje nas, że OFE generują dług publiczny. Prognozy ZUS dowodzą, że wydatki na OFE są niewielkie w porównaniu z nierównowagami w pierwszym filarze — tłumaczy Maciej Bitner.

Składka na OFE to obecnie 10 mld zł rocznie, czyli kilkanaście procent deficytu FUS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu