Dynamika kredytów dla przedsiębiorców po I półroczu spadła o 3,6 proc. Czy zatem spełniły się czarne prognozy z początku roku, że banki zakręcą kurek z finansowaniem dla firm?
- Banki stoją na wysokości oczekiwań gospodarczych. Niektóre co prawda nie pożyczają, bo nie mają kapitałów albo płynności. Ale u nas jest inaczej niż na innych rynkach, gdzie sektor finansowy się załamał i konieczna jest silna interwencja, by wymusić akcję kredytową - broni bankowej branży Andrzej Kopyrski, wiceprezes Pekao, nadzorujący działalność pionu korporacyjnego.
Akcja słabnie z przyczyn naturalnych: firmy ograniczyły inwestycje, te
mocniej zadłużone starają się "odlewarować", a jeszcze inne ograniczają moce
produkcyjne i równocześnie apetyt na kredyt obrotowy. I jeszcze jeden ważny
czynnik - nie ruszyły inwestycje infrastrukturalne, które mogłyby wyssać
nadpłynność z sektora finansowego. Bo branża dzisiaj nie ma już w zasadzie
problemów z finansowaniem.
- Na początku roku wydawało się, że problemy z płynnością będą większe, tymczasem udało się uniknąć większych perturbacji. Nie było problemów nie tylko z rolowaniem kredytów, ale także z finansowaniem inwestycji - mówi Andrzej Kopyrski.
Dobry moment na kryzys
Kryzys okazał się nie taki straszny, jak go malowano.
- Dla Polski nie przyszedł w tak złym momencie. Nie byliśmy przeinwestowani, przelewarowani, a na koniec ukształtował się korzystny kurs złotego. Zatem dla nas to było miękkie lądowanie - mówi wiceprezes.
Łagodnie spadał też rynek nieruchomości, chociaż zapowiadało się, że legnie z hukiem. Nie upadł, bo górka, na jaką się wspiął, nie była aż tak duża.
- Kryzys zastał rynek w możliwie najkorzystniejszym momencie, zarówno w przypadku nieruchomości komercyjnych, jak i mieszkaniowych - ocenia wiceprezes.
Przykładowo: wolnych powierzchni biurowych było na początku kryzysu ledwie 3-4 proc. To chroniło nas przed gwałtownymi ruchami cenowymi.
- Ponad 35 EUR za metr powierzchni biurowej w Warszawie było ceną przestrzeloną. Mamy więc korektę. Firmy racjonalizują koszty wynajmu i ceny spadają. Będą też spadki stawek za wynajem powierzchni w galeriach handlowych. Jednak wielkich przecen na rynku nieruchomości komercyjnych raczej się nie spodziewamy. Nie zdążyliśmy w Polsce napompować jeszcze takiej bańki, jak w innych krajach - mówi Andrzej Kopyrski.
Na rynku nieruchomości mieszkaniowych bąbel był większy, ale i tu zimny prysznic przyszedł w dobrym momencie.
- Szacujemy, że wolnych mieszkań jest 35-40 tys. To bardzo mało: rok-półtora sprzedaży. W Hiszpanii w zapasie jest około miliona mieszkań, w kraju podobnej wielkości jak Polska - mówi szef korporacji w Pekao.
Wprawdzie dane te obejmują zarówno rynek pierwotny, jak i wtórny, oraz domy wakacyjne, podczas gdy u nas mówimy tylko o nowych mieszkaniach, niemniej mamy do czynienia z zupełnie inną skalą inwestycji.
- W Hiszpanii można mówić o przeinwestowaniu. W Polsce rynek przechodzi lekką grypę i będzie zdrowiał. Mieszkania będą się sprzedawały - podsumowuje prezes.
Diamentowe okazje
Pekao jest obok BZ WBK jednym z banków o największym zaangażowaniu kredytowym na rynku nieruchomości. Pojawiły się spekulacje, że z tego powodu ogranicza kredytowanie deweloperki.
- Nigdy nie zakręciliśmy kurka dla tych firm. Nigdy nie było ani chwili zastoju. Cały czas finansujemy rynek: magazyny, biurowce, powierzchnie handlowe oraz deweloperkę mieszkaniową. Owszem, zmieniliśmy trochę zasady, ale pozostaliśmy jednym z nielicznych banków, na które ta branża może liczyć - zapewnia wiceprezes Pekao.
Dawniej bank finansował 75-80 proc. wartości inwestycji, teraz wymaga więcej wkładu własnego. Poza tym finansuje tylko projekty najlepsze, o najlepszej pozycji i strukturach, które nazywa "diamentowymi".
- Rozgoryczenie przedsiębiorców może brać się stąd, że czasem bardzo różnimy się w ocenie konkretnego projektu z deweloperem, gdyż naszym zdaniem nie zawsze jest on dobry. I jeszcze jedna ważna zmiana: nie refinansujemy projektów kredytowanych przez inne banki, nie refinansujemy środków własnych udziałowców. To ważna zasada naszej polityki kredytowej. Chcemy finansować nowe projekty, a nie już realizowane, opuszczane przez inne banki - mówi Andrzej Kopyrski.