Do niedawna, książki których nakład się wyczerpał, można było znaleźć wyłącznie w bibliotekach. Dziś są w zasięgu ręki.
Wszystko za sprawą cyfrowego druku na żądanie, który zrewolucjonizował rynek poligraficzny. W tej technice w ciągu kilku minut można wydrukować jeden egzemplarz książki pod warunkiem, że jej pliki zapisane są na serwerze.
W ten sposób można zamawiać książki, których nakład się wyczerpał, i te, które nie są dostępne w ofercie żadnej księgarni.
Wydawcy liczą, że dzięki temu kserowanie książek, za sprawą którego co roku tracą średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu mln zł, przestanie być opłacalne.
Druk na żądanie może zwiększyć ich obroty nawet o 10 proc.
Zawsze osiągalne
Pomysł sprzedawania książek „na żądanie” narodził się w połowie lat 90. Dziś w Ameryce przywraca się w ten sposób zapomniane tytuły i te, których nie opłaca się wznawiać tradycyjnym drukiem.
Druk cyfrowy zapewnia jakość porównywalną do wielkonakładowego offsetu, podobnie jak koszt druku jednego egzemplarza.
Tymczasem w druku offsetowym cena jednostkowa zmniejsza się wraz ze wzrostem nakładu, a druk niewielkiej liczby egzemplarzy jest w ogóle nieopłacalny.
Błyskawicznie i legalnie
W Polsce prekursorem druku na żądanie jest cyfrowa drukarnia Sowa.
Od kilku lat skanuje książki, których nie ma już w sprzedaży, wydane w czasach, gdy nie można było zapisać ich w wersji elektronicznej. Następnie archiwizuje je i drukuje na życzenie.
W jej bazie jest dziś ponad 10 tys. tytułów z 250 wydawnictw naukowych, technicznych i należących do wyższych uczelni. Większość to książki wydane przed paru laty w kilkuset egzemplarzach, oferowane tylko w specjalistycznych bibliotekach.
— Zapotrzebowanie na książki, których nakład się wyczerpał, jest stałe i wynosi 10-15 proc. To oznacza, że taki odsetek książek może znaleźć swoich nabywców — uważa Janusz Kozakoszczak, prezes drukarni Sowa.
W najbliższym czasie drukarnia zamierza uruchomić swoje punkty w wybranych księgarniach. Staną tam komputerowe stanowiska, w których każdy będzie mógł zapoznać się z zasobami bazy i złożyć zamówienie, wypełniając elektroniczny formularz.
W ten sposób będzie można zamówić książkę, której nakład dawno się wyczerpał. Od momentu złożenia zamówienia do chwili wydrukowania książki, oprawienia jej i wysłania może upłynąć zaledwie kilkanaście godzin. Do odbiorców trafi za pośrednictwem poczty i firm kurierskich. Wszystko odbędzie się błyskawicznie i w dodatku legalnie. Drukowane będą tylko te książki, których prawa autorskie są uregulowane.
Publikacja na życzenie
Pomysł związany drukiem na żądanie mają także Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Projekt WSiP „Publikacja na życzenie” (net printer) to szansa na ograniczenie zjawiska kserowania książek, które jest prawdziwą plagą polskich uczelni.
Szacuje się, że w ten sposób rocznie kopiowanych jest około 5 mld stron. Projekt WSiP zakłada, że na każdej uczelni będą specjalne punkty wyposażone w cyfrowe maszyny przypominające dużą kserokopiarkę i terminale z dostępem do katalogu publikacji. Za ich pośrednictwem studenci będą zamawiać wydruki dowolnych fragmentów różnych publikacji, a nawet całości danego tytułu. Potem pozostanie im już tylko wybierać rodzaj oprawy. Za wszystko będą płacić kwoty porównywalne z kosztem ksero.
— Wystarczy parę kliknięć, by potrzebne rozdziały publikacji wylądowały w pamięci cyfrowej maszyny i już po kilku minutach wydrukowane trafiły do rąk studenta. — mówi Jan Rurański, prezes WSiP.
Pół roku temu WSiP uruchomiły pierwsze urządzenia cyfrowe do druku na Uniwersytecie w Pułtusku. W następnej kolejności WSiP będą uruchamiać punkty druku cyfrowego w kolejnych ośrodkach akademickich.
Jednak, aby można było legalnie kopiować zbiory, muszą się na to najpierw zgodzić wydawcy (po uprzednim zawarciu umów z autorami), a z tym wiążą się również dodatkowe opłaty.
— Po uruchomieniu pilotażowego programu w Pułtusku napotkaliśmy bariery o charakterze formalnoprawnym. Większość umów, które wydawcy podpisują z autorami, nie przewiduje niestety druku na żądanie, czyli pojedynczych egzemplarzy. Realizacja programu wymaga więc albo zawarcia nowych umów, albo stworzenia stosownych aneksów. Musimy uporządkować te sprawy i w tej chwili podpisujemy nowe umowy — tłumaczy prezes WSiP.
Idea druku na żądanie stopniowo przekonuje coraz więcej wydawców.
— Wydawca musi złożyć na naszym serwerze pliki z książkami i informować, ile egzemplarzy danego tytułu wydrukować i dokąd wysłać. Zamówienie spływa drogą elektroniczną bezpośrednio do komputera, a następnie tą samą drogą kierowane jest do produkcji. Gotowe egzemplarze wysyłamy do wydawcy, księgarni internetowej bądź bezpośrednio do zainteresowanego czytelnika — mówi Janusz Kozakoszczak.
Druk cyfrowy doskonale sprawdza się też w nakładach pilotażowych.
Nakład próbny umożliwia zbadanie potencjalnego popytu i pomaga trafnie oszacować nakład podstawowy.
— Wydawnictwa mogą wydrukować nakład pilotażowy w wysokości 100-200 egzemplarzy, aby sprawdzić zainteresowanie księgarzy, hurtowników i czytelników. W następnej kolejności mogą przystąpić do druku tradycyjnego — twierdzi prezes Sowy.
W formule druku na żądanie można też drukować gazety. Dziś większość znanych hoteli ma w swojej ofercie taką usługę dla swoich klientów.
Wystarczy tylko złożyć dzień wcześniej zamówienie w recepcji, aby otrzymać gazetę następnego dnia rano.
— W naszej ofercie jest 250 tytułów z całego świata — mówi Małgorzata Lotowska z firmy Internews, zajmującej się dystrybucją gazet na żądanie.
Cyfrowy w cenie offsetu
Druk na żądanie to także szansa na obniżenie cen. Trzy lata temu drukarnia Sowa obniżyła ceny o 50 proc. i kupiła maszyny do druku cyfrowego na papierze arkuszowym o największym technologicznie polu zadruku.
— Była to pierwsza taka maszyna w Europie. Dzięki niej wydawnictwa zaczęły drukować u nas nakłady do 600 egzemplarzy i dodruki — mówi Janusz Kozakoszczak.
W ostatnich tygodniach Sowa podjęła kolejne wyzwanie i zaoferowała wydawcom druk cyfrowy średnich nakładów do 1000 egzemplarzy. Było to możliwe dzięki zakupowi innowacyjnej, kompletnej linii do druku cyfrowego na papierze z roli wraz z linią wykańczającą.
Jednocześnie drukarnia po raz kolejny zdecydowała się obniżyć ceny o 50 proc.
W ten sposób doszła do poziomu cen, które wydawcy płacą drukarni offsetowej za wydrukowanie 1000 książek.
— Cenę jednostkową, którą wydawnictwa płacą drukarni offsetowej zamawiając co najmniej 1000 egzemplarzy, u nas uzyskają już w momencie, gdy zamówią druk 100 książek — przekonuje Janusz Kozakoszczak.
Elektroniczna książka
Następcami tradycyjnej książki są dziś eBooki. To urządzenia wielkości przeciętnej książki wyposażone w ciekłokrystaliczny ekran i modem, które umożliwiają czytanie tekstów w postaci cyfrowej.
Pierwsze egzemplarze elektronicznych książek trafiły na rynek już na przełomie lat 1998 i 1999.
Koniec ery papieru zbliża się więc nieuchronnie. Na świecie powstają już pierwsze wirtualne księgarnie. Wirtualne książki można łatwo i szybko ściągnąć na własny dysk bez wychodzenia z domu.
Okiem eksperta
Wydawcy nie ufają nowinkom
Bardzo szanuję inicjatywę Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych i drukarni Sowa zmierzającą do popularyzacji druku na żądanie. Druk cyfrowy oparty na poszanowaniu praw autorskich twórców i wydawców może stać się alternatywą dla kserowania chronionych materiałów.
Problem w tym, że wydawcy niechętnie podchodzą do udostępniania (oczywiście za opłatą) swoich zasobów, bojąc się, że w ten sposób ograniczą rynek zbytu dla tradycyjnych „księgarnianych” wydań swoich książek.
Jest jeszcze drugi problem
— wydawca nie zawsze ma prawo dysponować chronionym utworem i powielać go w technice druku cyfrowego. Za każdym razem wynika to z umowy łączącej wydawcę z autorem, a ta często nie uwzględnia możliwości zwielokrotniania utworu techniką druku cyfrowego.
Joanna Hetman radca prawny w Kancelarii Patrimonium