Książki nie dla księgarni

opublikowano: 17-10-2017, 22:00

Wydawnictwo, które nie sprzedaje książek księgarniom, a autorom płaci trzykrotnie więcej niż konkurencja — taką nowinkę uruchomił dziennikarz i vloger

Start wydawnictwa Altenberg — jak nazywa się nowy biznes Radka Kotarskiego, vlogera i dziennikarza — był tyleż udany, co burzliwy. Całkowicie samodzielna logistyka nie była przygotowana na tak duże zainteresowanie książkami. W ciągu 2 tygodni wydawnictwo otrzymało kilkadziesiąt tysięcy zamówień na trzy wydane równocześnie pozycje podpisane nazwiskami znanymi z YouTube’a: „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego (PolimatyTV), „Tajniki paznokci” Ewy Grzelakowskiej-Kostoglu (Red Lipstick Monster) i „Grama to nie drama” Arleny Witt (Po Cudzemu).

Arlena Witt i Radek Kotarski to nazwiska znane widzom ich kanałów w serwisie YouTube — grupie liczącej 755 tys. osób. Właśnie widzowie zapewnili znakomite wyniki sprzedaży ich najnowszych książek, mimo braku ich w księgarniach i braku tradycyjnego marketingu.
Zobacz więcej

SIŁA Z YOUTUBE’A:

Arlena Witt i Radek Kotarski to nazwiska znane widzom ich kanałów w serwisie YouTube — grupie liczącej 755 tys. osób. Właśnie widzowie zapewnili znakomite wyniki sprzedaży ich najnowszych książek, mimo braku ich w księgarniach i braku tradycyjnego marketingu. [FOT. ARC]

Zobacz także

— Nie byliśmy gotowi na to, co się stało, chociaż reagowaliśmy na bieżąco i ze zdwojoną siłą. Założyliśmy, że wystartujemy spokojnie i rozkręcimy się powoli. Jednak okazało się, że mimo wyższych cen książek i całkowitego braku informacji o nich w innych mediach nakłady dwóch wraz z pierwszym dodrukiem wyczerpały się w tydzień. Moją książkę o nowoczesnych metodach uczenia się kupiło już, w niecałe trzy tygodnie, prawie 35 tys. czytelników — mówi Radek Kotarski.

Jest znanym w sieci publicystą popularnonaukowym, który zasłynął nagrywanym dla TVP cyklem „Podróże z historią” (właśnie emitowany jest 5. sezon) oraz własnym vlogiem „Polimaty” (482 tys. subskrybentów). Gdy napisał drugą popularnonaukową książkę, myślał początkowo o wydaniu wyłącznie jej, na własne potrzeby. Jednak rozmowy z innymi autorami oraz historia książki blogera Michała Szafrańskiego [*patrz ramka poniżej] skłoniły go do rozszerzenia działalności i stworzenia wydawnictwa na innych założeniach niż działające tradycyjnie.

— Zwykle jest tak, że autor przychodzi do wydawcy, podpisuje umowę na książkę, w ramach której dostaje obsługę redaktorsko-techniczną, startowy marketing oraz dystrybucję w księgarniach. Jego wypłata to ledwie 5-10 proc. ceny okładkowej. To bardzo mało, ale i tak wielu autorów dużo bardziej boli fakt, że ich książki, nad którymi często pracowali długo i rzetelnie, są szybko „przeceniane”, niczym nieświeża ryba. Mnie i dużej liczbie autorów taki model nie odpowiada, dlatego zaproponowaliśmy własny — tłumaczy Radek Kotarski.

Ten model ma być czymś pomiędzy self-publishingiem a tradycyjnym wydawnictwem. Różnica polega na tym, że Altenberg całkowicie rezygnuje ze sprzedawania książek w księgarniach i oferuje zakup egzemplarzy wyłącznie na swojej stronie, dzięki temu ma pełną kontrolę nad ceną i może zaoferować znacznie wyższe wynagrodzenia autorom. Pomysłodawca nie ujawnia stawek ze względu na już zawarte umowy z autorami, ale deklaruje że „są one 3- lub nawet 4-krotnie wyższe niż w modelu tradycyjnym”.

Kolejna różnica to niezmienność ceny książki oraz premiowanie tych, którzy kupują ją jako pierwsi. — Dokładamy im autograf autora i darmową przesyłkę kurierską — twierdzi Radek Kotarski.

Nazwę wydawnictwo zaczerpnęło od nazwiska przedwojennego polskiego wydawcy, kojarzonego z wysoką jakością techniczną wydawanych książek. Nieoszczędzanie na papierze i pieczołowitym edytorskim przygotowaniu książki ma być również cechą odróżniającą Altenberg od tradycyjnych wydawnictw. — Tylko sesja zdjęciowa do książki Ewy z Red Lipstick Monster kosztowała kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo do fotografii paznokci wybraliśmy jednego z najlepszych fotografów na świecie, który fotografował m.in. Kim Kardashian czy Joan Collins. Nie oszczędzaliśmyrównież na pięknym papierze i oprawie — mówi Radek Kotarski.

Wydawnictwo nie zatrudnia na etatach nikogo poza dwójką zarządzających. Wszystkie prace zleca wybranym specjalistom: redaktorom, korektorom, grafikom, fotografom, obsłudze sklepu internetowego oraz pracownikom magazynu, z którego książki wędrują prosto do zamawiających. Radek Kotarski przyznaje, że trzy pierwsze wydane przez niego książki popularność zawdzięczają rzeszy wiernych fanów YouTube’owej działalności ich autorów. To zastąpiło nakłady na marketing.

— Nie chcemy być jednak wydawnictwem dla celebrytów. Wiemy, że w przypadku autorów nieznanych szerszej publiczności nakłady będą mniejsze, ale zamierzamy aktywnie promować także te tytuły w trakcie całej ich obecności na rynku. Gorzej się sprzedające będziemy proponowali klientom w pakiecie z hitami. Warto wydawać książki, które wnoszą coś pozytywnego do naszego życia — mówi Radek Kotarski.

Od Michała Szafrańskiego, którego przykład skłonił autora „Polimatów” do założenia wydawnictwa, zapożyczył również pomysł na dzielenie się zyskiem z potrzebującymi. Podobnie jak „Finansowy ninja”, 4 zł od każdego egzemplarza Altenberg przekazuje Polskiej Akcji Humanitarnej na program dożywiania dzieci w szkołach „Pajacyk”. We wrześniu z tego tytułu na jej konto wydawca przelazł 164 948 zł, fundując ponad 40 tys. posiłków.

*Przypadek Michała Szafrańskiego

O fenomenie wydanej w self-publishingu książki „Finansowy ninja” pisaliśmy w „PB” w lipcu 2016 r. Jeszcze przed zakończeniem druku nie tylko sprzedał się cały nakład i zwrócił poniesiony przez Michała Szafrańskiego koszt druku, ale trzeba było zamówić dodruk. Bloger, który wydał ją całkowicie samodzielnie, do września 2017 r. zarobił „na rękę” 1,9 mln zł. Po 15 miesiącach obecności na rynku książka stale jest dodrukowywana — rozeszło się już 42 717 egzemplarzy. „Tradycyjni wydawcy zepsuli rynek, głównie poprzez własne lenistwo. Nie chcą i nie umieją sprzedawać bezpośrednio. Posługują się bardzo kosztowną dystrybucją i maksymalizują zyski kosztem autorów, bo tylko ich mogą robić w konia” — uważa Michał Szafrański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Książki nie dla księgarni