Ninja kontra wydawcy

opublikowano: 24-07-2016, 22:00

Chcesz zarobić na książce? Wydaj ją sam — zachęca Michał Szafrański, bloger finansowy, którego poradnik, jeszcze przed drukiem, przyniósł już 150 tys. zł zysku

Całkowity przychód z dotychczasowej przedsprzedaży poradnika finansów osobistych „Finansowy ninja”, autorstwa znanego blogera Michała Szafrańskiego, wyniósł do piątku 325 tys. zł, co znacznie przekroczyło wstępne założenia autora. Jego blog „Jak oszczędzać pieniądze.pl” gromadzi wprawdzie co miesiąc 200 tys. unikatowych użytkowników, ale tak dużego zainteresowania przedsprzedażą autor się nie spodziewał. Książka ma się ukazać 26 sierpnia, a wstępna sprzedaż miała sfinansować druk 10 tys. egzemplarzy pierwszego nakładu.

Michał Szafrański chciał mieć pełną kontrolę nad swoją książką. Podkreśla, że self-publishing umożliwił mu również dzielenie się zyskami: 4 zł z każdego egzemplarza idzie na dożywianie dzieci w programie PAH Pajacyk.
Wyświetl galerię [1/2]

STEREM, ŻEGLARZEM, OKRĘTEM:

Michał Szafrański chciał mieć pełną kontrolę nad swoją książką. Podkreśla, że self-publishing umożliwił mu również dzielenie się zyskami: 4 zł z każdego egzemplarza idzie na dożywianie dzieci w programie PAH Pajacyk. Marek Wiśniewski

— Druk, którego koszt wyniesie 56,6 tys. zł, sfinansował się w pierwsze 48 godzin przedsprzedaży. Dwa tygodnie zaowocowały moim zarobkiem „na czysto” w wysokości 150 tys. — twierdzi Michał Szafrański, który zasłynął w polskiej blogosferze tym, że jako jedyny przez dłuższy czas ujawniał na bieżąco swoje zarobki i wydatki.

Jego zdaniem, o podobnych wynikach większość autorów może tylko pomarzyć.

— Wydawcy płacą obecnie bardzo mało, oferując autorom od 3 do 10 proc. ceny okładkowej sprzedanej książki. Obliczyłem, że aby zarobić podobną kwotę u tradycyjnego wydawcy, sprzedaż musiałaby wynieść około 30 tys. egzemplarzy. Autor zaś czekałby na rozliczenie zysków miesiącami. Ja już mam pieniądze na koncie — mówi bloger.

500-stronicowy poradnik finansów osobistych opracowywał prawie 2 lata. Początkowo myślał o tradycyjnym wydaniu: przez wydawnictwo i dużą sieć dystrybucyjną. Oferta wydawców jednak mocno rozminęła się z jego oczekiwaniami.

— Zgłosiło się do mnie sześciu wydawców, poważne rozmowy prowadziłem z czterema, bardzo poważne — z dwoma. Żaden jednak nie zgodził się zrealizować planu marketingowego, który przedstawiłem — mówi Michał Szafrański.

Jego nazwisko jest już dość znane — dzięki zasięgowi i marce bloga nie potrzebował od wydawcy wsparcia marketingowego. — Z mojej perspektywy jedyna wartość dodana wynikająca ze współpracy z wydawcą to dystrybucja. To jednak zbyt mało, by oddawać tak dużą część zysków ze sprzedaży egzemplarzowej — mówi Michał Szafrański.

Nie zdecydował się na współpracę nawet z platformami selfpublishingowymi czy crowdfundingowymi. Sam zlecił korektę, redakcję, skład, projekt okładki i druk — tak jak zrobiłby to wydawca. Zorganizował również sklep internetowy do dystrybuowania książki i ekipę do nakręcenia filmu promocyjnego. Łącznie pochłonęło to 29 tys. zł z całej puli 86 tys. kosztów stałych związanych z publikacją (łącznie z drukiem). W przeliczeniu na każdy sprzedany egzemplarz daje to ok. 30 zł. A cena na okładce to 69,9 zł.

Dlaczego autor bloga „Jak oszczędzać pieniądze” oczekuje od czytelników, że kupią książkę za 70 zł?

— Przygotowując poradnik do wydania, celowałem początkowo w cenę na poziomie 39 zł, jak u przeciętnego wydawcy. Pierwsi czytelnicy, których prosiłem o recenzję, zgodnie twierdzili jednak, że to zbyt mało za 500 stron „mięsa” — konkretnych porad, które pomogą trzymać w ryzach domowy budżet, zwiększać zarobki i optymalizować się podatkowo. Przekonali mnie w końcu, że to kwota wcale niewygórowana, skoro jestem swego rodzaju monopolistą — tłumaczy Michał Szafrański. Książkę oferuje też w formie e-booka. Piratów się nie boi. Jego zdaniem, na korzystanie z pirackich kopii decydują się obecnie raczej ci, którzy i tak nie kupiliby książki, więc autor nic nie traci. To nie pierwsza książka Michała Szafrańskiego. W 1995 r. opublikował przez tradycyjnego wydawcę książkę o systemie Windows 95, inkasując 23 proc. ceny każdego sprzedanego egzemplarza. — Uzbierałem w ten sposób na mieszkanie. Ale czasy, gdy autorzy dostawali takie kwoty od wydawców, bezpowrotnie minęły — mówi autor „Finansowego ninjy”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu