Księgarze z Matrasa pozwy piszą

opublikowano: 10-02-2014, 00:00

W szukającej kupca sieci księgarń robi się gorąco. Akcjonariusze się kłócą, a spółka pozywa dawnych szefów o ochronę dóbr osobistych

Gdzie dwóch się bije, tam wszyscy są poobijani — przynajmniej w przypadku wewnętrznych sporów w próbujących związać koniec z końcem spółkach, szukających nowego właściciela z głębokimi kieszeniami. Tak jest w przypadku sieci księgarń Matras, w której w przededniu sprzedaży nowym właścicielom obecny prezes wspierany przez większościowego akcjonariusza walczy ze starym zarządem, trzymającym ponad jedną czwartą papierów. W wojnie domowej wszystkie chwyty — pomówienia, donosy, paszkwile, czarny PR czy wreszcie pozwy — są dozwolone. O co poszło? O dziwo, nie tylko o pieniądze — bo co najmniej równie dużą rolę grają tu spory personalne.

Zobacz więcej

KŁÓTNIA W RODZINIE: Matras zwiększa sprzedaż dzięki nowym księgarniom, ale spada mu rentowność. Dla zadłużonej spółki ratunkiem może być nowy właściciel, ale zanim dotychczasowi akcjonariusze go wybiorą, powinni dogadać się między sobą. Zanosi się na to, że będą to robić w sali sądowej. [FOT. ARC]

Stare kontra nowe

Matras jest drugim graczem na rynku księgarskim w Polsce — ma 180 placówek i w 2013 r. zanotował ok. 220 mln zł przychodów. Spółkę na początku lat 90. stworzył Jan Sieracki, którego od 1995 r. zaczęły wspierać fundusze z amerykańskiej grupy SEAF, stopniowo zwiększające zaangażowanie w akcjonariacie (dziś mają ponad 60 proc.). W 2010 r. w Matrasie pojawił się Mariusz Rutowicz, specjalista od restrukturyzacji (wcześniej m.in. dyrektor finansowy Empiku), którego zadaniem była poprawa kondycji firmy. Jako dyrektor zarządzający odpowiadał przede wszystkim za zwolnienia. Na początku 2012 r. zniknął z zarządu spółki (nieoficjalnie: w związku z marnymi, według twórców firmy, efektami restrukturyzacji), ale już w październiku w Matrasie doszło do zmiany warty — większościowy akcjonariusz odwołał Jana Sierackiego i Piotra Kalamana, a na fotelu prezesa posadził Mariusza Rutowicza. Zdaniem nowego prezesa, w spółce niezbędna była jeszcze głębsza restrukturyzacja, bo po poprzednim zarządzie zastał straty na poziomie 9 mln zł i dziewięciomiesięczne zaległości wobec ZUS. Wtedy zakulisowe przepychanki przekształciły się w publiczne obrzucanie błotem — niemal natychmiast na Facebooku pojawiła się strona „Matras bez Mariusza Rutowicza”, na której nowemu szefowi od anonimowych autorów dostawało się m.in. za zwolnienia (z pracą w tej odsłonie pożegnało się ponad 170 osób, głównie z logistyki), aroganckie traktowanie pracowników oraz kierunek i sposób wprowadzania zmian w próbującej poprawić sprzedaż spółce. Metody nowego prezesa nie podobają się też poprzednim władzom Matrasa.

— Matras jest dziś zarządzany bez wyczucia rynku, nazwałbym to korporacyjnym brakiem kompetencji — w księgarniach pojawia się nowy asortyment, sprzedawany na niższych marżach i jednocześnie „zjadający” podstawową sprzedaż książek. Empik już się przekonał, że parcie na szeroki asortyment, robienie z księgarni gadżeciarni i osłabianie pozycji w kluczowych kategoriach wcale nie poprawia wyników — a Matras prowadzi znacznie mniejsze lokale, w których zwyczajnie nie ma miejsca na to wszystko, co dziś chciałby sprzedawać. Dlatego wyniki są niezadowalające i spółka potrzebuje nowego właściciela — mówi Jan Sieracki, założyciel i były prezes Matrasa, który ma ok. 16 proc. akcji.

Kalanie gniazda

Tymczasem Matras jeszcze w tym kwartale może pójść pod młotek. Zaawansowane rozmowy już się toczą. Nieoficjalnie, spółka ma czterech potencjalnych kupców: wydawnictwo Znak, dystrybuującą książki FK Olesiejuk w duecie z funduszem Ipopema, dużą grupę innych wydawców (m.in. Sonia Draga, Nasza Księgarnia, Zysk i S-ka, Prószyński i S-ka), a także firmy powiązane z Jerzym Kowalewskim, znanym jako twórca eksmitowanego w ubiegłym roku warszawskiego Traffic Clubu. Wcześniej wstępnie zainteresowane miały być też Expans (właściciel sieci „Tania Książka”) i giełdowa Czerwona Torebka, która ma w portfelu e-księgarnię Merlin. pl. Cały Matras ma być wyceniany na ok. 1,40-1,50 zł za akcję, czyli 30-35 mln zł. Przeprowadzenie transakcji może być jednak, zdaniem Mariusza Rutowicza, utrudnione — i to przez współwłaścicieli spółki.

Prezes Matrasa uważa bowiem, że „niektórzy akcjonariusze mniejszościowi” działają na jej szkodę, łamią umowy, które podpisali, i biorą udział w konkurencyjnych przedsięwzięciach. Ma chodzić m.in. o wydawnictwo Drugie Piętro, którego twórcami, według Glogerów, są Jan Sieracki, Piotr Keleman i Piotr Zelman, akcjonariusze spółki — tymczasem Matras sam prowadzi wydawnictwo MKW.

Do tego dochodzą rozpowszechniane w internecie zarzuty mobbingu, docierające też innymi kanałami do dziennikarzy.

Mariusz Rutowicz przed zarzutami mobbingu broni się z całych sił — podkreśla, że spółkę wielokrotnie kontrolowała Państwowa Inspekcja Pracy, która nie dopatrzyła się żadnych nieprawidłowości w tym zakresie. Sprawie przyglądał się też specjalny zespół — powołany przez radę nadzorczą po doniesieniu jednego z akcjonariuszy — i dotychczas również nic nie wykrył.

Zdaniem prezesa, wszystkie zarzuty biorą się z oczywistego dla niego, ale nieoczywistego dla niektórych pracowników „egzekwowania obowiązków”, czyli m.in. prezentowania i układania towaru zgodnie z wytycznymi czy stosowania przez księgarnie określonej przez firmę polityki cenowej. Jego oponenci uważają natomiast, że prezes nakręca spory w spółce, bo chce przeciągnąć jej sprzedaż, wiedząc, że żaden z potencjalnych nowych właścicieli nie zostawi go na stanowisku. Matras, który zwolnił w ostatnich latach 350 osób (a zatrudnił w nowych księgarniach prawie 300 i ma 1000 pracowników), jest dziś stroną tylko w siedmiu postępowaniach w sądzie pracy — i w żadnym nie chodzi o mobbing. Jak twierdzi Mariusz Rutowicz, sprawy dotyczą dyscyplinarnych zwolnień kilku pracowników w Warszawie („którzy samowolnie opuścili miejsce pracy”), a jedna osoby, która żąda cofnięcia nagany.

Czekanie na kupca

Kolejne procesy dotyczące Matrasa mogą przenieść się z sądu pracy do cywilnego — Mariusz Rutowicz zapowiada bowiem pozywanie o ochronę dóbr osobistych akcjonariuszy „działających na szkodę spółki”. Jan Sieracki wszystkim takim działaniom zaprzecza.

— Nie mam nic wspólnego z wydawnictwem Drugie Piętro — nie ja je założyłem, nie ja jestem jego właścicielem. Ze stronami atakującymi Mariusza Rutowicza też nie mam nic wspólnego, choć — przykro mówić — większość zawartych tam informacji jest prawdziwa, a sytuacja pracowników rzeczywiście jest zła — twierdzi Jan Sieracki.

Twórca sieci liczy na to, że Matras szybko znajdzie nowego właściciela, który „będzie rozumiał sprzedaż książek”.

— Jeśli nowy właściciel będzie chciał ze mną współpracować, to jestem gotów — budowałem tę spółkę od podstaw i przykro mi patrzeć, jak marnuje potencjał. Jeśli nie będzie chciał, to też w porządku. Ale chciałbym wtedy wcześniej sprzedać swoje akcje, bo jako znaczący akcjonariusz Matrasa nie mogę podjąć pracy w branży. Amerykanie mogli odkupić te akcje już w 2012 r., ale do dzisiaj tego nie zrobili, stawiając mnie w sytuacji patowej — mówi Jan Sieracki.

WYWIAD Z... MARIUSZEM RUTOWICZEM, PREZESEM MATRASA
Hejterzy na blogach sieją niepokój

Mamy dowody, że oszczercza kampania w internecie jest zorganizowaną akcją, której celem jest zdołowanie Matrasa — twierdzi prezes Mariusz Rutowicz

„Puls Biznesu”: Wie pan, co wyskoczy, gdy wpisze się hasło „Mariusz Rutowicz” w Google’a?

Mariusz Rutowicz , prezes Matrasa: Tak, wiem. Wyskoczy blog, którego anonimowi autorzy domagają się mojego odejścia z Matrasa, krytykują wszystkie moje dotychczasowe działania restrukturyzacyjne w firmie i żądają powrotu poprzedniego zarządu. Działała również strona na Facebooku, ale pod koniec 2013 r. nasi prawnicy w końcu doprowadzili do jej zamknięcia ze względu na łamanie prawa przez administratora. Blog też powinien wkrótce zostać usunięty — z tego samego powodu. Pracują nad tym kancelarie prawne.

Wcześniej hasła w rodzaju „Matras — Alcatraz” czy „w firmie panuje dyktatura prezesa, mobbing, zastraszanie i manipulowanie” panu nie przeszkadzały?

Takie insynuacje i jawne pomówienia zaburzały oczywiście moją pracę, jednak dopóki ich autorzy nie łamali prawa, traktowałem te wpisy jako działanie zewnętrznych i wewnętrznych „hejterów", dopuszczalne w wolnym kraju. Popełniłem błąd, długo ignorując te strony. Obok personalnych ataków na mnie pojawiły się ataki na innych pracowników, zaangażowanych w poprawę sytuacji rynkowej Matrasa. W tym samym miejscu publikowano też informacje dotyczące wyników finansowych czy negocjacji z potencjalnymi inwestorami, które ktoś musiał wynosić z firmy. Skończyło się nasze pobłażanie dla takich akcji, bo zaczęło się poważne łamanie prawa i działanie na szkodę spółki. Mamy już informacje o autorach i administratorach wpisów, przechodzimy więc do kolejnego etapu — konsekwencji prawnych.

A pan nie łamał prawa? Co z zarzutami o mobbing?

Widzę je tylko na anonimowych stronach internetowych, bo o rzekomych przypadkach mobbingu żaden z pracowników lub byłych pracowników nie informował zarządu, nikt też nie złożył pozwu przeciwko spółce. Niewykluczone, że mieliśmy do czynienia z jednym takim przypadkiem przed moim powołaniem na funkcję prezesa. Dotyczył relacji kierownik sklepu — szef regionu. Sprawa nie weszła w etap prawny. Tym niemniej, wszelkie ewentualne niedozwolone działania na linii me- nedżerowie — pracownicy są przez nas monitorowane.

Skąd więc całe zamieszanie?

Jednym z problemów Matrasa jest niezrozumienie przez niewielką część pracowników tego, że lojal- nym trzeba być wobec spółki, a nie tego czy innego prezesa. Niestety, na szeregowych pracownikach się nie skończyło — Matras został zmuszony do złożenia pozwu o ochronę dóbr osobistych przeciwko jedne- mu z mniejszościowych akcjonariuszy. Wysłał on do jednego z naszych największych pożyczkodawców wiadomości o rzekomych nieprawidłowościach, podważając wiarygodność spółki i fałszywie przedstawiając jej kondycję finansową. Żadne z jego zarzutów nie były prawdziwe, a jednak zaniepokoiły czołowych udziałowców i naszych partnerów finansowych.

To wygląda na wojnę domową — a nowy właściciel u bram…

Nie jest to komfortowa sytuacja — dla mnie podwójnie, bo mam 5 proc. akcji spółki. Mamy dowody oraz cały szereg poszlak, że oszczercza kampania w internecie jest zorganizowaną akcją, której celem jest zdołowanie Matrasa — być może po to, by przejąć go taniej lub doprowadzić do bankructwa i za pół darmo przechwycić nasze lokalizacje.

Czego konkretnie dotyczą pozwy przeciw akcjonariuszom?

Ze względów procesowych na razie nie mogę ujawnić informacji o szczegółach działania na szkodę spółki. Mogę tylko powiedzieć, że na jednym pozwie się nie skończy. Cała ta „wojna domowa” nie ma jednak wpływu na bieżącą działalność spółki — dynamicznie rosnącej na trudnym rynku. Kilku byłych pracowników i sfrustrowanych akcjonariuszy nie jest w stanie tego zmienić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Księgarze z Matrasa pozwy piszą