Kto komisarzem i dlaczego Serafin

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-08-13 20:00

Decyzja Donalda Tuska o zgłoszeniu kandydata na przysługujące Polsce miejsce w Komisji Europejskiej (KE) tak naprawdę znana była jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE).

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pewnikiem stała się po zatwierdzeniu Ursuli von der Leyen jako przewodniczącej KE na drugą kadencję, ale premier taktycznie odczekał i dopiero 13 sierpnia formalnie przeprowadził procedurę przez Radę Ministrów. Piotr Serafin jest najbardziej zaufaną unijną prawą ręką Donalda Tuska od jego pierwszego premierostwa, zajmował różne stanowiska, krążąc między Warszawą a Brukselą, obecnie zaś jest szefem stałego przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej, czyli odpowiednikiem ambasadora.

Przez dwie dekady Polski w UE komisarzami było czworo polityków. Poniższe zestawienie – z dopisanym już piątym – obejmuje kadencję, osobę komisarza oraz tekę we wspólnotowym rządzie:

► 2004-09 – Danuta Hübner, ds. polityki regionalnej

► 2009-14 – Janusz Lewandowski, ds. budżetu i programowania finansowego

► 2014-19 – Elżbieta Bieńkowska, ds. rynku wewnętrznego i usług

► 2019-24 – Janusz Wojciechowski, ds. rolnictwa

► 2024-29 – Piotr Serafin, ds. (przypuszczalnie) budżetu i programowania finansowego.

We wszystkich unijnych państwach o zgłoszeniu kandydata do KE realnie decyduje premier sprawujący urząd w roku wyborów do PE. Wyjątkowo zgłasza prezydent, jeśli z danego państwa to akurat on uczestniczy w szczytach Rady Europejskiej. U nas w 2004 r. oczywistą wspólną delegatką Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera była minister Danuta Hübner, zaś potem swoich bardzo bliskich współpracowników – ministra/europosła Janusza Lewandowskiego oraz wicepremier Elżbietę Bieńkowską – zgłaszał Donald Tusk. Cyrkiem było wyłonienie kandydata za rządów PiS w 2019 r., gdy najpierw Andrzej Duda przeforsował swojego szefa gabinetu Krzysztofa Szczerskiego, ale absolutnie nie nadawał się on do objęcia przyznanego Polsce rolnictwa, zatem Jarosław Kaczyński awaryjnie nagle wyjął, niczym królika, z kapelusza Janusza Wojciechowskiego. W końcówce kadencji 2019-24 sam najwyższy prezes partii publicznie żądał od delegowanego słabego komisarza ustąpienia ze stanowiska…

Piotr Serafin nie ma samodzielnej pozycji politycznej, natomiast od podszewki zna zasady brukselskich gierek. Należał do grupki młodych prawdziwych unijnych fachowców, takich jak m.in. Mikołaj Dowgielewicz czy Jacek Dominik. Notabene ten ostatni, o czym mało kto pamięta, został w 2014 r. na bardzo krótko pełnoprawnym komisarzem UE na dokończenie kadencji po Januszu Lewandowskim, który objął mandat w PE. Jeśli obecnie Piotr Serafin rzeczywiście zostałby komisarzem ds. budżetu i programowania finansowego – co Donald Tusk wstępnie przepowiedział – byłoby to rozwiązanie wręcz znakomite. Niedługo zacznie się przecież tradycyjnie zażarty unijny bój o wieloletnią perspektywę finansową 2028-34, w której Polska pierwszy raz będzie – niestety – płatnikiem netto...

Procedura rekrutacyjna potwierdza, że 100 proc. decyzji w sprawie komisarza pozostaje w rękach rządu. Rok temu rzutem na taśmę Andrzej Duda wraz z PiS przeforsował – przeczuwając zmianę władzy po wyborach – nowelizację ustawy kompetencyjnej, do której wprowadzone zostały zapisy na jego prywatno-ambicjonalno-polityczne zapotrzebowanie. Otóż Rada Ministrów przedkłada prezydentowi RP jedynie… propozycję kandydata do KE, zaś prezydent w ciągu 21 dni wyraża lub odmawia zgody na jego desygnowanie. Przekopiowano przepis regulujący podpisywanie ustaw, który w tym kontekście jest oczywiście niekonstytucyjny, a dla przewodniczącej Ursuli von der Leyen, pracującej na bieżąco wyłącznie z Donaldem Tuskiem, ma wartość dokładnie zerową. Żeby jednak premierowski wilk był syty i prezydencka owca cała – pozbawiony jakiegokolwiek wpływu decyzyjnego Andrzej Duda oczywiście Piotra Serafina bez zastrzeżeń formalnie zaakceptuje…