Obserwowanie różnych klas aktywów jest ważne, gdyż na rynku finansowym istnieją różne korelacje, a kapitał może przepływać z jednej kategorii do drugiej. Na przykład inwestor mając do wyboru rynek długu z rentownością 1 proc. i rynek akcji, wycenianych ze wskaźnikiem cena/zysk (C/Z) 20 może wybrać rynek akcji, ale już przy rentowności 1,7 proc. i niezmienionym C/Z jego wybór może być inny. Wybór byłby jeszcze prostszy, gdyby wraz ze wzrostem rentowności do 1,7 proc. C/Z wzrósł do 23 – wtedy rynek obligacji jest jeszcze bardziej atrakcyjny.
Poza jednak relatywną atrakcyjnością warto również spojrzeć na nominalny poziom wskaźników. Gdyby rynek akcji był wyceniony ze wskaźnikiem C/Z 10, fakt, że rentowności byłyby na poziomie 1 czy 1,7 proc. nie miałby wielkiego znaczenia, bo w obu przypadkach rynek akcji byłby niedoszacowany.
Obecnie mnożniki wyceny na rynku akcji są jednak wysokie. Hossa na rynku akcji przez wiele lat była uzasadniana właśnie spadkiem rentowności obligacji, ale ostatnio sytuacja się zmieniła i rentowności obligacji zaczęły rosnąć (choć z długoterminowej perspektywy cały czas są niskie). To sprawia, że akcje są relatywnie mniej atrakcyjne niż obligacje. Oznacza to również, że zyski firm, których spodziewamy się za wiele lat, są mniej warte obecnie (bo wyższa jest tzw. stopa dyskontowa). Natomiast firmy prowadzące schyłkowe biznesy są warte relatywnie więcej, bo większa część ich wartości jest uzasadniona przez bieżące wyniki finansowe. To nic innego jak rotacja między spółkami wzrostowymi a value.
Wracając jednak do rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich: są one obecnie na poziomie 1,7 proc. Czy stopa zwrotu w wysokości 17 proc. w 10 lat jest satysfakcjonująca? W mojej ocenie nie i uważam, że w dłuższym terminie stopy zwrotu możliwe do uzyskania na rynku akcji będą zdecydowanie wyższe.