Kto po GNB i Ghelamco?

Emil Szweda
opublikowano: 2016-03-06 22:00

Dwie publiczne emisje obligacji przeprowadzane w tym samym czasie to jeszcze nie tłok. Ale w kolejce stoją też inni chętni.

Nic nie wskazuje na to, by oferta Ghelamco miała leżeć na stole dłużej niż kilka dni.

Poprzednią emisję publiczną — także wartą 50 mln zł — deweloper uplasował w jeden dzień, a właściwie zrobiło to dla niego konsorcjum oferujących. Teraz obligacje także oferowane są w konsorcjum, z tym że Noble Securities zastąpił DI mBanku. Noble Securities jest zajęty oferowaniem obligacji Getin Noble Banku (wśród własnych klientów plasuje je także sam bank). Atutem oferty GNB jest historycznie wysoka marża (5 pkt. proc. ponad WIBOR6M). Powodów tej szczodrości nie trzeba raczej wyjaśniać, lecz nie jest jasne, czy w obecnych warunkach emisja warta 30 mln zł zamknie się pełnym powodzeniem, mimo 6,74 proc. w pierwszym okresie odsetkowym. Obligacje GNB na Catalyst (a jest w czym wybierać — notowane są 32 serie) dają bowiem wciąż dwucyfrową rentowność, a rzeczywista marża potrafi dochodzić do 10 pkt. proc.

Jest prawdopodobne, że kolejną emisję publiczną przeprowadzi Alior Bank, który czeka na zielone światło od Komisji Nadzoru Finansowego. Publikacja raportu rocznego mogła przybliżyć bank do zatwierdzenia prospektu emisyjnego, choć z drugiej strony podkreśliła też braki we współczynniku adekwatności kapitałowej (względem poziomu wymaganego przez nadzór). Alior zmaga się z tymi samymi przeciwnościami co inne banki, a emisja podporządkowanych obligacji ma wzmocnić kapitał własny, zatem także współczynniki kapitałowe. Warto zwrócić uwagę na komunikat z konferencji Aliora wychwycony przez PAP — bank przygotowuje się do podpisania umów gwarancji części portfela korporacyjnego. Z depeszy wynika, że to bank czeka na objęcie gwarancjami udzielonych kredytów, jednak ciekawsza wydaje się inna możliwość. Bank może — za zgodą kredytobiorców — zamienić kredyty na obligacje, a następnie zaoferować ich objęcie posiadaczom depozytów, skłaniając ich do tego objęciem obligacji gwarancjami. W ten sposób wyprowadziłby aktywa poza bank (obniżając podatek), a gwarancje obniżyłyby wagi ryzyka (względem kredytów), tym samym podnosząc współczynniki kapitałowe. Kto wie, czy wkrótce podatek bankowy nie wykreuje nam nieco sztucznego ruchu na rynku obligacji korporacyjnych.

Tymczasem na rynku wtórnym obserwujemy zmianę nastrojów. Mniejsza nawet o rekordowy odczyt mBank PCBI — indeksu mierzącego koniunkturę na Catalyst — bo ten indeks zaprojektowany jest tak, by w długoterminowej perspektywie stale powiększał wartość. Ale szybko spada rentowność obligacji wysokokuponowych na świecie. Benchmarkowy indeks BofA ML HY Master II wskazał na spadek rentowności obligacji bez ratingu inwestycyjnego z 10,07 proc. do 8,71 proc. od 11 lutego do 3 marca. To efekt m.in. drożejącej ropy (spada ryzyko dla sektora energetycznego, głównie chodzi o przemysł łupkowy), ale też przypadków skupu obligacji przez emitentów, którzy wykorzystują notowania poniżej nominału, podnoszą własne zyski, a dzięki temu — wskaźniki zadłużenia, co natomiast dodatkowo obniża ryzyko.

Czy kiedyś doczekamy się podobnych emocji na polskim rynku obligacji korporacyjnych? Nieprędko. Wcześniej rynek musi nabrać stosownej wielkości, a by to mogło się stać, posiadacze depozytów bankowych muszą się przekonać, że inwestycje w obligacje firm są alternatywą dla lokat (obojętnie, czy bezpośrednio, czy przez fundusze). Ubiegły rok z serią bankructw małych spółek raczej nie był zachętą. Ale emisje publiczne od dużych emitentów, a najlepiej instytucji finansowych, mogą zbudować zaufanie do rynku u nowych inwestorów indywidualnych. © Ⓟ