Kunstkamera do wynajęcia

opublikowano: 20-09-2018, 22:00

Lokalny rynek mieszkań ma dotkliwe braki w gabinetach osobliwości — pokojach, w których w epoce niemycia zębów zamykało się świat na kłódkę

Białe jak mleko marmurowe torso przegranego boga łypie przez ubite ramię na strusie jajo w złotej oprawie, a to — stojąc na chińskim meblu z laki — najchętniej poturlałoby się z nudów w stronę zadartego jak rogal naczynia z rogu. Kamienna Madonna w kącie odchyla głowę od Dzieciątka, a szklany wzrok utuczonej trocinami kaczki pada na niekompletną mapę świata. W czasach, kiedy Ziemia nie była już płaska, ale wciąż mroziła grozą obcych kontynentów, europejscy władcy zdobywali się na pewną demonstrację: inwestowali w dobra szlachetne, egzotyczne jak koral i naukowe jak globus nieba, zamykając za drzwiami kunstkamery świat w soczewce. Przeglądając aukcyjne katalogi obecnej epoki, można odnieść wrażenie, że dobytek z gabinetów osobliwości rozproszył się właśnie po niektórych licytacjach, bo wciąż zbiera się aktywa rangi strusiego jaja oprawionego w jubilerski ażur czy bezużytecznego wazonu na jedną łodyżkę — cenne rzadkości niekoniecznie oczywistej urody.

Aukcyjne ceny przedwojennych lamp Tiffany'ego sięgają kilkudziesięciu tysięcy dolarów — zwykle kojarzymy je z witrażowymi kloszami, ale studio opuszczały również inne, autorskie typy szkła, jak opalizujące farvile przypominające gołębią szyję.
Zobacz więcej

RACHUNKI ZA ŚWIATŁO:

Aukcyjne ceny przedwojennych lamp Tiffany'ego sięgają kilkudziesięciu tysięcy dolarów — zwykle kojarzymy je z witrażowymi kloszami, ale studio opuszczały również inne, autorskie typy szkła, jak opalizujące farvile przypominające gołębią szyję. Fot. Christie's

Rentgen antyku

Mimo że dzisiejszych inwestorów nie dziesiątkują już błahe choroby, a świat opina siatka tanich lotów, głowa czasem cofa się jeszcze w czasy kunstkamer, na hasło starożytność podsuwając automatyczny zestaw skojarzeń: jasne figury umięśnionych greckich bogów i dziurawe rzymskie koloseum. Zaniedbując wątek dawnej malatury posągów, warto nadmienić jednak, że dramatyczna epoka antyku upływała nie tylko gladiatorom i europejskim bogom, ale też dynastiom Wschodu, których dworskie zamówienia kupuje się obecnie, w aurze tajemnicy głębokiej jak dół po wykopaliskach.

Rytualne naczynia starożytnych Chin licytowane były m.in. na wrześniowej aukcji w Christie’s wraz z całymi seriami domysłów, komu i do czego służyły na przełomie XI i XX wieku przed naszą erą. Pokryte zdawkowymi inskrypcjami i miętową patyną brązy osiągały różne wartości — raz ponad 970 tys. USD (3,6 mln zł), raz połowę tej kwoty — w zależności od okresu powstania, kształtu, zachowanego detalu. Mimo że nad Wisłą taki katalog zestawiałoby się raczej z cenami mieszkań, światowi kolekcjonerzy starożytności mogą liczyć na regularny kalendarz podobnych aukcji, a obiekty na opiekę prawie medyczną, co nie odnosi się wyłącznie do sterylnych rękawiczek. Zanim naczynia z tak odległych czasów uzyskują wielocyfrowe stawki, ich ukryte konserwacje bada się, wykonując rentgen — bez kolejki, na znak wyższości nawet pogruchotanych dzbanów nad połamanymi kośćmi.

Ładno - brzydkie

Skoro w jednym rogu kunstkamery drożeć będzie chińskie naczynie z brązu, na które miarowo zwiększał się będzie popyt, w drugim potrzeba równowagi — obiektu równie kosztownego, ale lichszego i swobodnie bezużytecznego. Zagęszczenie tych cech pomieści wyceniony w przedziale 120-180 tys. GBP (581-871 tys. zł) zagadkowy przedmiot, który Paul Gauguin stworzył i nazwał paroma wyrazami, z których na europejski wygląda tylko zlepek porte-bouquet.

Uformowany palcami artysty, ceramiczny wazonik to dzieło unikatowe i raczej nie do dziecięcego pokoju, bo chociaż formą przypomina popiersie w stroju haftowanym w motyle,łodygi kwiatów wystawałyby z zadartych kikutów ramion i fragmentu twarzy, oderwanej tuż nad błogo uśmiechniętą górną wargą. Paul Gauguin wykonał ozdobę potencjalnej kunstkamery w latach 80. XIX wieku, porzucając na dobre posadę związaną z giełdą i budząc zapotrzebowanie żywsze niż na akcje — ceramicznymi wyrobami autora interesował się nawet prężny marszand Theo Van Gogh, a więc brat Van Gogha od słoneczników i awantur z brzytwą.

Odbiegając od inwestycyjnych walorów wazonika, takich jak unikatowość i waga nazwiska artysty, warto wkomponować popiersie z wyrwą w gabinet osobliwości świadomie, czyli rozszyfrowując też porte-bouquet. Przedmiot, który w grafikach wyszukiwarki nie przypomina zupełnie niczego, służył damom z czasów kunstkamer do ściskania bukiecików w dekoracyjnej fiolce z paroma kroplami wody, tak żeby nie więdły nawet na balu pod rozpalonym świecami żyrandolem.

Parcie na szkło

Pozostając w temacie oświetlenia wnętrza, kunstkamerę w odsłonie współczesnej rozjaśniać powinna lampa dokumentująca pewien rozdział historii wzornictwa — na przykład od Tiffany’ego, ale tego od szkła, a nie śniadaniowego. Filmowa witryna amerykańskiego jubilera, podobnie jak pastelowa zieleń nazywana kolorem jaj drozda to firmowe znaki Charlesa Lewisa Tiffany’ego, tymczasem za inwestycyjne lampy odpowiadał Louis Comfort Tiffany, jego syn. Pod koniec sierpnia na nowojorskiej aukcji jedna z nich — podłogowa i na tuzin żarówek — uzyskała cenę 32,5 tys. USD (119 tys. zł), natychmiast rodząc pytanie, dlaczego zakup ma być w ogóle opłacalny.

Klosze zwisające kielichami lilii opalizują jak kałuże benzyny, a patynowana wiązka łodyżek schodzi do podstawki umajonej listkami nenufarów — podarek na dzień babci? Być może, jednak wytykanie kosztownej lampie niedzisiejszej stylistyki byłoby szorstką niewdzięcznością, dlatego że datowany na 1910 r. obiekt wyróżnia przede wszystkim tzw. szkło farvile, które opatentował sam Tiffany. Oprócz tego, że cenę podnosi udział projektanta w wykonaniu, decydujący jest również fakt, że kielichy nie opalizują mieniącą się powłoczką jak klosze z marketu budowlanego, bo efekt uzyskano przez zmieszanie barwnych szkieł w momencie, gdy były jeszcze miękkie. Tiffany nie sięgał ponadto w opisach swojego dzieła do tęczowej kałuży, odnajdując godniejsze porównania w gołębich szyjach czy aksamitnych skrzydłach motyli, co oddala w pewnym sensie lampę z lilii od trudnego wazonika Gauguina i chropowatego naczynia z Chin.

Do kompletowanej kunstkamery pasuje obiekt rzadki, ale być może bez kwietnej otoczki — jak wystawiona na inną aukcję żarówka z 1877 r. Oprawiona w szklaną gablotkę z mahoniową podstawką została wylicytowana w Bonhams powyżej równowartości 45 tys. zł w związku z podpisem autora, Josepha Swana, który wypompował ze szklanej bańki powietrze, patentując wyrób rok wcześniej niż Thomas Edison. Wszystkim oświeconym, którzy znaleźliby świeższe zdobycze techniki do gabinetu osobliwości, pozostaje więc zagadka: jak wyjaśnić, czym właściwie jest prąd, kiedy akurat nie świeci ekran smartfona. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Kunstkamera do wynajęcia