„Kup i trzymaj” trzyma się kupy

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-01-17 00:00

Długoterminowe inwestycje w spółki dywidendowe są zaskakująco korzystne — nie tylko dzięki dywidendzie

Wzięliśmy pod lupę osiem spółek regularnie wypłacających dywidendę i notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie co najmniej od połowy maja 2005 r. Na ich przykładzie postanowiliśmy przeanalizować, jak sprawdza się strategia „kup i trzymaj”.

Z naszych obliczeń wynika, że ktoś, kto w równych proporcjach kupiłby wtedy akcje łącznie za 10 tys. zł i zapomniał o nich do ostatniego piątku, zgromadziłby około 320 tys. zł. Przyjęliśmy, że akcje były kupowane po kursie zamknięcia z 16 maja 2005 r., a sprzedane po kursie zamknięcia z 10 stycznia 2014 r.

Pominęliśmy tzw. podatek Belki pobierany od dywidend i sprzedaży akcji oraz prowizje maklerskie. Obliczając rentowność transakcji, w czasie założyliśmy jednak, że inwestycja trwała dziewięć lat, które naprawdę upłynie dopiero w maju 2014 r. Te uproszczenia nie mają jednak istotnego wpływu na wniosek płynący z analizy — w przypadku spółek dywidendowych strategia „kup i trzymaj” ma sens. Chce ją stosować Tomasz Matras, zarządzający uruchomionym w kwietniu 2013 r. funduszem UniAkcje Dywidendowym. Pomijając sytuacje nadzwyczajne, portfel chce modyfikować raz do roku.

— Chcemy długoterminowo inwestować w najlepsze fundamentalnie spółki. Naszym zdaniem, to te, które wypłacają dywidendę — mówi Tomasz Matras. Potwierdza to analiza ośmiu spółek, które wybraliśmy. Średnioroczna stopa zysku z inwestycji wyniosłaby 29 proc. Tylko dla trzech firm współczynnik ten byłby niższy niż 10 proc. Żadna nie przyniosłaby straty.

Akcje drożeją…

Największy zysk w naszym portfelu przyniósłby cukierniczy Wawel. Kapitał zainwestowany w tę spółkę wzrósłby jedenastokrotnie, choć spośród analizowanych przez nas firm dywidendę wypłacała najrzadziej — tylko sześć razy w badanych dziewięciu latach. Akcje podrożały jednak w tym czasie ze 107 zł do 1121,50 zł.

— Zwykle kursy akcji spółek regularnie płacących dywidendę zachowują się lepiej od pozostałych, a więc przy dobrej koniunkturze mocniej idą w górę, dając dodatkowy zarobek, a w gorszych czasach zniżkują mniej niż papiery firm o słabej kondycji — twierdzi Roman Przasnyski z Open Finance. Sama dywidenda pozwoliłaby na odzyskanie 58 proc. kapitału wydanego w 2005 r. na akcje Wawelu. To wynik zbliżony do inwestycji w Bank Handlowy w Warszawie, Orange Polska (do końca 2013 r. Telekomunikacja Polska) i Grupę Żywiec.

Mniej niż połowę kapitału odzyskałoby się w postaci wypłat z zysku PKO Banku Polskiego, Banku Pekao i Banku Zachodniego WBK. Dwa pierwsze i Bank Handlowy nie wypłaciły jednak dywidendy za 2008 r. Na dywidendzie najwięcej dał zarobić KGHM Polska Miedź, któremu w latach 2005-13 zdarzało się wypłacać zarówno 2 zł, jak i 28,34 zł zysku na akcję.

Ostatnia kwota to niemal równowartość ceny akcji KGHM z 16 maja 2005 r., nie dziwi więc, że przez dziewięć lat KGHM przekazał akcjonariuszom ponad 3,5-krotność tego, co zapłacili za jeden walor. Wraz ze wzrostem kursu miedziowego giganta swój kapitał pomnożyli 7,5 razy. BZ WBK po uwzględnieniu tego czynnika pomnożył kapitał ponad 4,5-krotnie. Tak jak w przypadku Wawelu, świadczy to o tym, że dla inwestujących w spółki dywidendowe wzrost kursu jest istotnym czynnikiem wpływającym na rentowność.

…lub dywidenda ratuje

Nawet spółka dywidendowa nie jest jednak wzrostowym pewniakiem. Doskonale widać to po kursach Grupy Żywiec i Orange Polska, które są notowane poniżej wycen z 16 maja 2005 r. Akcje Orange Polska straciły aż 58 proc. wartości. Mimo to ci, którzy je wtedy kupili, nie stracili — właśnie dzięki temu, że spółka latami wypłacała dywidendę. Gdyby więc w ostatni piątek sprzedali walory, to mimo spadku kursu zarobiliby niemal 10 proc. Daje to średniorocznie 1,1 proc. Zysk symboliczny, ale przecież kurs akcji wyraźnie spadł i raczej nie widać szans na jego powrót do poziomu sprzed lat. Ci, którzy inwestowali w browar, mieliby 5,5 proc. średniorocznego zysku, co można porównać z lokatą bankową.

— Bywają okresy, gdy zyski i dywidendy są wysokie. Zdarzają się również gorsze czasy, gdy wypłaty z zysków są mniejsze. W odpowiednio długim okresie metoda inwestowania w akcje tego typu firm daje satysfakcjonujące rezultaty. Z tego też względu doskonale nadaje się do długoterminowego lokowania części oszczędności — np. z myślą o emeryturze. Korzyści z tej strategii są znacznie większe, gdy wykorzystujemy benefity podatkowe, jakie dają indywidualne konta emerytalne (IKE).

Inwestycje w ramach IKE są zwolnione z 19-procentowego podatku, który trzeba odprowadzać od dochodów z wszelkich inwestycji i lokat, także bankowych, dokonywanych poza nimi. Zapłacimy go tylko wtedy, jeśli zgromadzone pieniądze będziemy wypłacać przed ukończeniem 60. roku życia — podsumowuje Roman Przasnyski.