Jedna maszyna drogowa kosztuje nawet kilka milionów euro
Budowa dróg, kontrakty i zlecenia nie idą w parze z popytem na maszyny budowlane. Rok 2009 był dla branży jednym z najgorszych.
W zeszłym roku sprzedaż nowych maszyn budowlanych spadła o ponad 50 proc.
— W kryzysie firmy rezygnowały z zakupu nowego, bardzo kosztownego sprzętu. W tym roku prognozujemy kilku-, kilkunastoprocentowy wzrost. Jednak na szybki powrót do sytuacji sprzed załamania nie ma co liczyć — uważa Zbigniew Medyński, prezes Volvo Maszyny Budowlane Polska.
Nie ma szans na dobre drogi w Polsce, jeśli przy ich budowie nie będą pracowały spycharki, frezarki, równiarki czy skrapiarki.
— Sprzęt do budowy autostrad można podzielić na maszyny do robót ziemnych, nawierzchniowych oraz instalacje produkcyjne. Do pierwszych zaliczamy np. koparki, spycharki, ładowarki i stabilizatory gruntu. Druga grupa to m.in. równiarki, rozściełacze, skrapiarki, frezarki, rozściełacze. A instalacje produkcyjne to wytwórnie mas bitumicznych czy betoniarnie. W tym wszystkim nie należy zapominać o sprzęcie laboratoryjnym do kontroli poszczególnych procesów budowy, w celu zapewnienia właściwej jakości — wymienia Jarosław Żyliński, dyrektor oddziału usług sprzętowych Budimeksu.
Dobry dostawca
Dostawców na polskim rynku jest wielu. Eksperci zaznaczają jednak, że im bardziej specjalistyczna maszyna, tym wybór dostawców jest mniejszy.
— Firma Strabag inwestuje w sprzęt renomowanych dostawców, posiadających odpowiedni know-how, sprawdzoną jakość, dysponujących rzetelnym serwisem gwarancyjnym i pogwarancyjnym, co z kolei zapewnia szybką reakcję w przypadku awarii oraz błyskawiczną dostawę części zamiennych — tłumaczy Dariusz Słotwiński, dyrektor ds. rozwoju firmy Strabag.
Największe firmy budujące drogi mają zazwyczaj listę stałych, sprawdzonych dostawców.
— Firma Skanska współpracuje z wybraną grupą producentów. Udział własnego sprzętu budowlanego w naszej spółce wynosi 30-40 proc. całości wykorzystywanych maszyn — tłumaczy Mariusz Gielniewski, menedżer zespołu sprzętu w firmie Skanska.
Dodaje, że tak duży udział jest wynikiem wewnętrznej polityki. Do pracy przy dużych projektach infrastrukturalnych spółka stara się angażować własny sprzęt — głównie ten podstawowy, decydujący o jakości i efektywności projektu.
Cena zaporowa
Nie wszystkie firmy mogą sobie na to pozwolić. Średnia cena jednej maszyny to około 200 tys. euro, a są na rynku również "perełki", na które trzeba przeznaczyć nawet kilka milionów. Mariusz Gielniewski dodaje, że podstawowy pakiet własnych maszyn na dużym projekcie autostradowym to wydatek nawet 30-40 mln euro. Jest to więc droga inwestycja.
Niektóre przedsiębiorstwa, przede wszystkim duże, finansują tego typu projekty ze środków własnych.
— W ostatnich trzech latach środki własne były jedynym źródłem finansowania zakupu maszyn budowlanych — potwierdza Jarosław Żyliński z Budimeksu.
Mogą sobie na to pozwolić jedynie nieliczni. Zresztą zakup nowego sprzętu jest często decyzją ostateczną. Przedsiębiorcy, ze względu na narzucone wysokości kontraktów, szukają najtańszych rozwiązań. Kupują sprzęt używany, decydują się na leasing bądź zlecają usługę podwykonawcy. A z czego korzystają w pierwszej kolejności?
— Po pierwsze, firmy szukają sprzętu w swoich wewnętrznych strukturach, ewentualnie zastanawiają się nad wynajmem, zleceniem usługi podwykonawcy, a dopiero na samym końcu jest decyzja o zakupie nowej maszyny. Ze względu na wysokie koszty część firm decyduje się jednak na kupno maszyn używanych. Ta kolejność nie sprzyja rynkowi nowych maszyn budowlanych — wyjaśnia Zbigniew Medyński.
Korporacją być…
Firmy są zmuszone zdywersyfikować sprzęt pod względem własności — część kupują, część wynajmują, a pozostałe zadania zlecają podwykonawcy. Według ekspertów szczególnie opłaca się wynajmować mały sprzęt, który nie ma strategicznego znaczenia dla projektu. Przy większych maszynach lepiej się zabezpieczyć i mieć je na własność.
W dogodniejszej sytuacji znajdują się międzynarodowe koncerny, ponieważ mają więcej możliwości. Bardzo często mogą sprowadzić potrzebne maszyny ze swoich oddziałów zagranicznych. Również banki patrzą na korporacje przychylniej, dlatego mają one większe szanse na pozyskanie finansowania.
Kierowcy marzą o drogach, drogowcy o nowym sprzęcie, a dostawcy tego sprzętu o wysokiej sprzedaży. Wydawałoby się, że wszyscy powinni być zadowoleni. Więc w czym rzecz? Jak zwykle w tym samym: w pieniądzach.