Kurierzy: mailing do rąk własnych
Z różnych form marketingu bezpośredniego firmy najczęściej wybierają przesyłki bezpośrednie. Rzadko są one jednak dostarczane do rąk własnych odbiorcy.
— Najczęściej firmy po prostu wysyłają je za pośrednictwem poczty. Zwykle nie monitorują, czy przesyłka na pewno dotarła i została przeczytana przez adresata. Różnie wygląda skuteczność takiego mailingu. Wynik wysokości 10 proc. odpowiedzi jest już uznawany za sukces mailingu — zauważa Marek Różycki, prezes Masterlinka.
Twierdzi, że o wiele skuteczniejsze są przesyłki dostarczane do rąk własnych. Kurier czy posłaniec ma obowiązek dostarczenia przesyłki do rąk adresata.
— Ta forma mailingu nadaje się w przypadku korespondencji kierowanej do firm. Dyrektorzy i prezesi są zawalani przesyłkami reklamowymi. Trzeba jakoś zdopingować ich do otwarcia korespondencji. Dodatkowo, im przesyłka jest bardziej nietypowa, tym większa jest jej efektywność — przekonuje Marek Różycki.
Twierdzi, że akcje promujące usługi Masterlinka miały ponad 90-proc. skuteczność.
— Do wybranych osób w firmach roznosiliśmy śniadania. W przesyłce znajdowały się dodatkowo przedmioty mające wzbudzić ciekawość, np. pióra bez atramentu i list z pytaniem jaki kolor wkładu Państwo sobie życzycie. Zapowiadaliśmy, że skontaktujemy się w tej sprawie. Następnego dnia dzwonił do nich nasz handlowiec. Ponad 90 proc. osób, które otrzymały taką przesyłkę chętnie się z nim spotykały. Jak się nietrudno domyślić, tematem rozmowy nie był wcale kolor atramentu. Gdybyśmy wysłali normalny list reklamowy, to zapewne w większości przypadków zostałby on odłożony na bok — tłumaczy Marek Różycki.
Przyznaje, że intrygujący mailing do rąk własnych jest droższy od typowej przesyłki.
— Czasami warto wysłać przesyłki do mniejszej liczby osób, ale zrobić do skutecznie. Po za tym taki nietypowy mailing jest też formą budowania wizerunku firmy. Można go w intrygujący sposób zaaranżować — wyjaśnia Monika Zarzycka, dyrektor generalny Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego.