Notowania Foty, dystrybutora części samochodowych, zjechały przez ostatnie dwie sesje o ponad 25 proc. W porównaniu z początkiem grudnia są tańsze już o ponad 40 proc. Wreszcie - cena 4,44 zł to zaledwie 10 proc. więcej, niż w historycznym dołku, w lutym 2009 r., kiedy światło dzienne ujrzały problemy spółki z opcjami walutowymi.
Czy teraz też wypadną jakieś „trupy z szafy”?
- W spółce nie dzieje się nic, co mogłoby uzasadniać tak gwałtowną przecenę akcji. Uważam, że kapitalizacja na poziomie 40 mln zł jest nieuzasadnienie niska – mówi Paweł Gizicki, od roku prezes Foty.
Dodaje, że w IV kwartale zysk operacyjny grupy będzie porównywalny z wypracowanym w analogicznym okresie ubiegłego roku, oczyszczonym ze zdarzeń jednorazowych. Chodzi o 4,5 mln zł.
To, jaki będzie zysk netto, zależeć będzie w dużej mierze od kursu złotego i ewentualnych różnic kursowych. Na koniec września kurs EUR/PLN wynosił 4,41 zł. Jeśli na koniec roku będzie zbliżony, wpływ na wyniki powinien być neutralny.
Paweł Gizicki spodziewa się ok. 5 proc. dynamiki przychodów w końcówce roku, m.in. dzięki wzrostowi sprzedaży opon i dobrym wynikom spółki ukraińskiej.
Po trzech kwartałach skonsolidowane przychody Foty to 535 mln zł (+4,5 proc.), zysk operacyjny wynosi 7,4 mln zł, a zysk netto 691 tys. zł (-66 proc.).
- W przyszłym roku skoncentrujemy się na poprawie rentowności. Dzięki możliwościom, które stwarza nasz nowy system informatyczny uruchomiony w bieżącym roku zmodyfikujemy m.in. politykę cenową. Chcemy też zwiększyć udział marek własnych w sprzedaży. Obecnie w przychodach jednostki dominującej udział ten to niecałe 15 proc. Cel na 2012 r. to wzrost do 17 proc. – mówi Paweł Gizicki.