Kurs ropy zbliżył się do 60 USD za baryłkę. Ale to raczej nie koniec bicia rekordów. W kraju też szykują się podwyżki.
Notowania ropy znowu biją rekordy. Dwa i pół miesiąca po poprzedniej fali silnych wzrostów ponownie cena tego surowca osiągnęła najwyższy poziom w historii. Wczoraj na giełdzie w Singapurze cena ropy amerykańskiej doszła do 59,18 USD za baryłkę, co jest nowym rekordem wszech czasów. Jest ona wyższa o 71 centów od ceny piątkowego zamknięcia. Także na nowojorskiej giełdzie kurs ropy zbliżył się do poziomu 59 USD za baryłkę.
Na tym może się nie skończyć.
— Niewykluczone, że na fali spekulacyjnych wzrostów notowania ropy mogą osiągnąć poziom 63-64 USD za baryłkę. Jakiekolwiek zwyżki powyżej tego poziomu będą miały charakter czysto emocjonalny. Być może będą to ostatnie tak silne wzrosty, bo przy tak wysokich cenach może uruchomić się dodatkowa podaż, która przyniesie korektę — ocenia Rafał Salwa, analityk Internetowego Domu Maklerskiego.
Jednak zanim to nastąpi, rodzimi konsumenci paliw muszą być przygotowani na podwyżkę.
— Już jutro krajowe rafinerie mogą podnieść ceny benzyn oraz oleju o 3-4 gr/l. W tej sytuacji byłoby dobrze, gdyby umacniał się złoty. Mógłby neutralizować ewentualne kolejne podwyżki na zagranicznych giełdach — podkreśla Urszula Cieślak, analityk Biura Maklerskiego Reflex.
Wzrost cen napędzają obawy o rosnącą konsumpcję paliw na świecie, wobec której podaż może okazać się niewystarczająca. Przy tak napiętej sytuacji każde zachwianie dostaw z któregoś z krajów naftowych będzie skutkować skokiem ceny. Zdaniem wielu ekspertów, ostatnia decyzja OPEC o zwiększeniu produkcji jest niewystarczająca. Ministrowie ropy z kartelu zdecydowali 15 czerwca, że zwiększą od 1 lipca limity dostaw surowca do 28 mln baryłek dziennie z obecnych 27,5 mln baryłek.
— To wszystko powoduje, że w najbliższych tygodniach bardziej prawdopodobny jest dalszy wzrost cen, a nie jakaś gwałtowna korekta — uważa Urszula Cieślak.