Kusząca Tujmaada

Michał Książek
opublikowano: 28-05-2010, 00:00

Włócząc się w kwietniu po Tujmaadzie — tak zwą dolinę Leny na wysokości Jakucka — już to po białej tajdze, już to po zaśnieżonych łąkach, dobrze się czyta haiku.

Może dlatego, że tak jak z pustki i ciszy bierze się pointa japońskiego wiersza, tak z pustki i brzeźniaków Tujmaady spadają nagle dwa czarne kleksy kruków? Nie mniej dynamiczne niż lot jastrzębia i krople krwi dzięcioła na śniegu. Albo koralowe jagody brusznicy rozsypane w bitej śmietanie (jakucki przysmak). Pusto. Wierzgnięcie szczegółu. I znów pusto.

 

Widok z dziewiątego piętra

Tujmaada jest tak częstym imieniem dziewczęcym w Jakucji jak u nas Kasia czy Gosia. Ta na mapie, jak większość Jakutek, jest szczupła i smukła. Dwiema zatokami niczym ogromnymi piersiami wrzyna się w prące z zachodu masy tajgi, powstrzymując tę zieleń przed spłynięciem w koryto Leny i na ulice Jakucka. Miasto leży właśnie na jej piersiach, w obrębie południowego "cycka" są też wioski Tabaga, Chatasy i Władymirowka, a północnego — Żataj, Tongul i Kildiem. Wzdłuż opartych o wschodni brzeg mocno sklepionych pleców, muskając je tu i ówdzie, wije się rozkosznie Lena. Ze wzgórz, wziąwszy dolinę od tyłu, przygląda się temu kilka wsi, miasteczko Bestiach i czasem jakiś wędkarz albo pieszy, kiedy zmęczony miastem zawędruje po lodzie na drugi brzeg. To tyle, jeśli chodzi o mapę.

Trochę inaczej wygląda Tujmaada z 9. piętra nowego wieżowca przy ul. Lermontowa w Jakucku. We wschodniej części doliny, wzdłuż pleców Tujmaady, płynie Lena. Goliznę rzeki będzie widać dopiero w maju, gdy podniesie się poziom wód, a na razie szczerzy się stamtąd w różnych odcieniach zielonego i czerwonego wierzbowy zarost. Nad Leną rośnie około 40 gatunków wierzb, ale ten specyficzny odcień uśpionej, trochę nijakiej zieleni nadaje jej teraz Salix viminalis (wierzba wiciowa). Tuż nad kępkami zarostu ciągnie się wysoki brzeg, wschodni zrąb Tujmaady. Dla tych wzgórz Jakuci mają osobną nazwę: myraang. Oddziela je od nieba tylko cienki jak gumka od majtek horyzont.

Zanim jednak spojrzenie dobiegnie do Leny, musi najpierw przeskoczyć ruchliwą ul. Lermontowa, a potem kluczyć w labiryntach bloków nowego Jakucka. Można też patrzeć wzdłuż dawnej ul. Sobornej, dzisiaj Kalandaraszwili: to tylko trochę dalej, trafi się za to na stary sobór Świętej Trójcy zamieniony w tancbudę i na kilka ostatnich drewnianych domów w pobliżu centrum. No i na pomnik Aleksieja Kułakowskiego, ojca literatury jakuckiej, łudząco podobny do monumentu Chopina z warszawskich Łazienek.

 

 

Górka Miłości

Jeśli spojrzeć w przeciwną stronę, widać zachodni rant czaszy Tujmaady. Ozdobnym łańcuszkiem niewysokich wzgórz myraang ciągnie się od Tabaginskiego Nosa do Kangałaskiego (nazwy skał). Już na mapie wzgórza meandrują w parę piersi, a i z 9. piętra wyglądają ponętnie: zakuta w lód i okutana okiścią tajga kusi i nie pozwala zbyt długo siedzieć w mieście.

Tajga wokół Jakucka to nic innego jak sosnowy albo modrzewiowy bór, teraz pochylony pod ciężką kilkumiesięczną okiścią i skulony od mrozów. Do wzgórz godzina drogi, ale i tak widać, że jest tam biało i cicho, jak tuż przed wyważoną, dobrze wymierzoną pointą u mistrza haiku Basho.

Dziewiąte piętro znajduje się mniej więcej na wysokości poziomu wód pra-Leny, która płynęła tędy kilkanaście tysięcy lat temu i wypełniała Tujmaadę po uszy. Kończył się plejstocen, tajały lodowce, paleolityczne plemiona Jakucji kombinowały łuk, a wokół sąsiednich bloków dryfowały ścierwa martwych mamutów i nosorożców włochatych.

Kiedy po potopie wody pra-Leny już opadły, a mamuty i nosorożce wyginęły, ludzie musieli nauczyć się polować na mniejszą zwierzynę. Na wzgórzach za miastem płonęły wówczas ogniska neolitycznych Syalachców i Bielkaczyńców, myśliwych na łosia, dzikiego rena i niedźwiedzia. Dziś młodzież piecze tam szaszłyki i umawia się na randki, gdy tylko nadchodzi tutejsza gwałtowna wiosna i niewiele dłuższe, a jakże płodne lato. Nie darmo jedno ze wzgórz myraang ochrzczono Górką Miłości.

Zimą rzadko je widać, bo dolinę wypełnia mroźny tuman, czyli miejski smog wymieszany z mgłą i śnieżnym pyłem. Jakucka legenda nazywa go oddechem Byka Zimy, któremu na szczęście co roku w lutym odpadają rogi, a w marcu łeb. Dlatego właśnie w kwietniu zrobiło się cieplej i ciężkie mgły pierzchły gdzieś na północ. Cielsko buhaja jeszcze do maja wala się nad Leną, dopóki nie huknie lodowy pancerz i Ebee (Babcia, jak o Lenie mówią Jakuci) nie zabierze padła do oceanu. Buhaj na jesień się odrodzi, ale na razie gile, bogatki i dzięcioły, które przeżyły bycze mrozy, śpiewają, karmią się i parzą wesoło po krzakach. Przylatują do miasta aż z myraang, napełniając dolinę gilimi gwizdami, sikorzym świergotem i dzięciolim stukaniem.

Tajga, która tak wabi ze szczytów myraang, ciągnie się stąd aż po Jenisej, najpierw jako jakucki ojuur albo tya, dalej nad rzeką Tunguzką jako ewenkijski agit albo tengke. Tajgą nazywają ten mieszany bór Rosjanie, choć i Jakuci zaczynają używać określenia "tajga" a i wielu innych ruskich słów. Nad Irtyszem będzie już urmanem (słowo tureckie), tam rzadko kto mówi tajga. Za Uralem inaczej nazywać ją będą po baszkirsku, inaczej po tatarsku, inaczej w czuwaskim, inaczej w udmurckim, a jeszcze inaczej w łąkowym i górnym narzeczach maryjskiego (to wszystko w Rosji). Ruski las zrzednie w końcu gdzieś na ogromnych przestrzeniach między Piterem a Moskwą. Ale przez Komi i Karelię mógłbyś iść nim dalej, aż do Helsinek nawet.

 

 

Sioło skopców

By znaleźć się w jakuckim tya i posłuchać śpiewu sikor bogatek, modrych, północnych i tundrowych, trzeba urządzić całodniowy marsz za miasto, ot, choćby za byłą wieś Marcha. Sioło leży 10 km na północ od Jakucka u nasady prawej piersi — zatoki Tujmaady. Marchę założyli w XIX wieku skopcy, członkowie prawosławnej sekty głoszący, że pożądanie i miłość to grzech pierworodny. Dziś ich już tam nie ma (wyjechali bądź wymarli), a osada stanowi północne przedmieścia Jakucka.

Skopcy wierzyli, że genitalia wyrosły na ciele pierwszych rodziców jako kara za zerwanie zakazanego owocu. By się ich pozbyć, sięgali po siekiery czy noże i obcinali swoim wyznawcom jądra oraz prącia, wyznawczyniom zaś sutki, łechtaczki i wargi sromowe. W zależności od liczby cięć, po śmierci, już w niebie, zostawało się aniołem albo archaniołem (jeśli mężczyzna oderżnął sobie prącie i jądra, a kobieta piersi i wargi sromowe). Kastracja nie gasiła jednak popędu seksualnego, którego tak chcieli uniknąć, a który co wiosna dawał o sobie znać.

Carowie zsyłali ich na Syberię, gdzie okazało się, że kastraci są niezwykle pracowici. Jako pierwsi siali tu zboże i prowadzili ogrody, udowadniając, że wieczną zmarzlinę da się orać konnym pługiem. W budowanych przez nich domach do dziś mieszkają ludzie, wykute w wiecznej zmarzlinie piwnice służą po dziś dzień za spiżarnie, a wyrżnięte przed wiekiem ozdoby nadal cieszą oko.

Stara droga spośród drewnianych domów skopców wiedzie w głąb prawej piersi Tujmaady, na zaśnieżone łąki. Widok ucieka tu w lewo, na zachód, bo zaspy, jak fale i tonie śniegu, wbijają się w sinusoidę wzgórz myraang porośniętych tajgą. W marcu i kwietniu można tu spotkać rzadkie w Polsce skowronki górniczki i śnieguły. Ledwo w maju budzą się susły, dawno już czekają na nie wygłodniałe po zimie orły przednie. Latem, kiedy śnieg w końcu zejdzie, nad starorzeczami Leny można odnaleźć groty strzał i narzędzia Syalachców i Bielkaczyńców. No i wielkie jak ręka dziecka pióra orła.

Na razie jednak tylko skrawki ziemi niczym krucze kleksy wystają spod śniegu. Jakuci nazywają je osobnym słowem: haroldżyk. W pogodny kwietniowy poranek, kiedy słońce bije w śnieg jak lampa w laboratorium, łatwo pomylić haroldżyk z siedzącym na padlinie krukiem albo orłem. Ciemny punkt ptaka na jasnym tle śniegu to dobra pointa tego wiosennego krajobrazu. Albo jakiegoś haiku, co to za chwilę ma powstać.

Trzy doliny, trzy siostry

Tujmaada ma jeszcze dwie ładne siostry: Erkeeni na południu i Engsieli na północy. Najlepiej podglądać je w maju, jak już rozbiorą się z bielizny śniegu, wylezą z obszernych, bieluśkich prześcieradeł i pokażą swoje wzgórki, okrągłości, łuki i kąty. Głodne po zimie oczy patrzą, jakby chciały pożreć, ale siostry pozwalają się dotykać tylko skowronkom i czajkom, penetrować zaś tylko susłom z gatunku Spermophilus parryii (suseł arktyczny).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Książek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu