Po pierwszym dniu posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli wiadomo tyle, że wczoraj idealnie trafiliśmy z tytułem komentarza na powitanie szczytu: „Sojusz to ciało ulotne”. Premier Kazimierz Marcinkiewicz szukał budżetowego zrozumienia u unijnych potentatów — oczywiście oprócz Brytyjczyków. Do familijnego zdjęcia politycy oczywiście się uśmiechali — choć wyjątkowo kwaśno — ale co się kryje pod ich maskami, okaże się dopiero dziś wieczorem, choć przeciąganie budżetowej kołdry może potrwać nawet do soboty.
Przed przyjazdem do Brukseli premier Tony Blair złożył wizytę w Strasburgu, gdzie się dowiedział, iż nie ma mowy o zaakceptowaniu przez Parlament Europejski tak mocno przyciętego wieloletniego budżetu (patrz tekst poniżej). Należy podnieść problem podejmowania przez UE strategicznych decyzji. Najważniejszym organem była, jest i będzie Rada Europejska, czyli okresowy szczyt szefów państw i rządów. Ale coraz większym anachronizmem staje się tak ogromny merytoryczny wpływ państwa sprawującego prezydencję. Według Komisji Europejskiej, Brytyjczycy używają własnej metodologii budżetowej i tylko z tego tytułu rozbieżności między wyliczeniami Brukseli i Londynu wynoszą około 0,4 mld euro. Wspólnota naprawdę miałaby mniejsze problemy, gdyby projekty dokumentów wychodziły z unijnych instytucji.