Mieszkańcy krajów starej Unii jedzą 25 kg wołowiny rocznie, Amerykanie aż 70 kg. Na ich tle Polacy, którzy spożywają niewiele ponad 3 kg mięsa wołowego rocznie, wypadają bardzo słabo. Jeszcze w czasach PRL-u statystyczny Polak w ciągu dwunastu miesięcy zjadał znacznie więcej, bo aż 17 kg wołowiny. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak odpowiedniej edukacji, nie tylko osób kształcących się w szkołach gastronomicznych, ale także zwykłych konsumentów.
Ponadto Polacy, mimo że mamy szczególnie dobrą wołowinę, znają przede wszystkim tę najtańszą, pochodzącą ze starych krów, źle przechowywaną i niesmaczną. Co ciekawe, w krajach starej Unii stale zmniejsza się pogłowie bydła, a w Ameryce Południowej pastwiska są coraz częściej zamieniane na uprawy roślin wykorzystywanych na surowiec do produkcji biopaliw. Tym samym rośnie popyt na najwyższej jakości wołowinę kulinarną wyprodukowaną w Polsce i, jak zgodnie twierdzą hodowcy, będzie się zwiększał, dlatego większość mięsa z Polski jest eksportowana.
— Problemem jest wciąż mała wiedza konsumentów o tym, że w Polsce powstaje tak doskonały produkt. Dlatego Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Miesnego (PZHiPBM) stworzył program „Polska wołowina na polskim stole”.
Potrzebna jest oddolna rewolucja, konsumenci powinni w sklepach pytać o wołowinę kulinarną, a gdy będzie zainteresowanie ze strony nabywców, właściciele sklepów czy sieci handlowych zrobią wszystko, żeby ten produkt zdobyć — mówi Józef Paweł Gołębiewski, członek zarządu PZHiPBM.
Europejska współpraca
Dla polskich rolników hodowla bydła stała się bardziej opłacalna po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. Od tego czasu ceny zarówno surowca rzeźnego, jak i jałówek oraz buhajów kupowanych w celach hodowlanych zdecydowanie wzrosły.
— Wpływ na opłacalność hodowli bydła w ostatnim czasie ma pojawienie się nowych odbiorców z takich krajów jak Turcja czy Izrael. Eksportowanie jest dla polskich rolników bardziej zyskowne, gdyż za granicą ceny są dużo wyższe niż w Polsce, ale ma to również minusy — jak wszyscy inni eksporterzy jesteśmy narażeni na wahania kursów europejskiej waluty. Jeśli rolnik kupi odsadka po wysokim kursie euro, a za około rok będzie chciał sprzedać opasa przy niższym kursie, może się okazać, że niewiele zarobi lub poniesie stratę — zauważa Jacek Klimza, członek zarządu PZHiPBM.
Dopłaty mile widziane
Hodowcy bydła mięsnego w Polsce nie mogą liczyć na specjalne dopłaty, jakie stosuje się w innych krajach Unii Europejskiej.
— Otrzymujemy tyle samo co pozostali polscy rolnicy, czyli tzw. dopłaty obszarowe, ponadto hodowcy mogą korzystać z programów rolno-środowiskowych i z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Daleko nam np. do Francji, gdzie w ubiegłym roku z uwagi na spadającą cenę sprzedaży wprowadzono dopłaty do młodych sztuk bydła mięsnego — wyjaśnia Józef Gołębiewski.
Komisja Europejska w zakresie wspólnej polityki rolnej dąży do tego, aby po 2013 r. odejść od dopłat do produkcji na rzecz płatności obszarowych. Nierozwiązana jest jeszcze kwestia wysokości tej dopłaty, dziś różnice są bardzo duże. Rolnicy z Europy Zachodniej otrzymują nawet dwukrotnie większe wsparcie niż ci z Europy Środkowej.
Choć dla wielu konsumentów ceny polskiej wołowiny są wysokie, to — jak zapewniają producenci — w porównaniu z innymi krajami europejskimi i tak nie są wygórowane. Na cenę mięsa wołowego wpływają m.in. warunki, w jakich musi być hodowane bydło, i długi w porównaniu z innymi zwierzętami czas chowu. Aby wołowina na stałe zagościła na polskich stołach, zmian wymagają nie tylko upodobania kulinarne rodaków, ale również podejście do sprzedaży wołowiny.
— Ideałem byłoby, gdyby do sklepów dostarczane były nieduże, pakowane próżniowo porcje z dokładnym opisem, jaki to element tuszy, z jakiej rasy i z jakiego regionu pochodzi. Dobrze też byłoby, gdyby znalazło się jeszcze miejsce na zamieszczenie jednego przykładowego sposobu przyrządzenia i sugestii, na ile osób przeznaczona jest ta porcja. Problemem jest też sprzedaż bezpośrednia. Wyeliminowanie łańcuszka pośredników przyniosłoby korzyści ekonomiczne konsumentom i rolnikom — uważa Józef Paweł Gołębiewski.