Kwotę bazową latami mrożono

opublikowano: 03-08-2021, 20:00

Blitzkrieg podwyżkowy w wykonaniu połączonych sił Andrzeja Dudy i jego macierzystej partii PiS będzie skuteczny.

Rozporządzenie prezydenta (z obligatoryjną kontrasygnatą premiera) o skokowych podwyżkach wynagrodzeń wierchuszki państwa – w tym m.in. premiera, marszałków Sejmu i Senatu, prezesa NBP, ministrów i wiceministrów, szefów centralnych urzędów, a także posłów i senatorów – przepchnięte zostało wstydliwie i skrycie pod osłoną weekendowych obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że od 1 sierpnia weszło w życie, zaś wydane zostało prawidłowo na podstawie upoważnienia ustawowego dla głowy państwa, istniejącego od początków III RP. Sama ustawa o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe pochodzi z 1981 r., czyli z PRL, ale naturalnie była wielokrotnie nowelizowana. Drugim etapem błyskawicznego natarcia PiS, którego celem jest ponowne wysunięcie na czoło płacowej tabeli prezydenta RP, będzie nowelizacja wspomnianej ustawy. Z całą pewnością 11 sierpnia znajdzie się w Sejmie większość do jej uchwalenia, a we wrześniu do odbicia ewentualnych poprawek lub generalnej niezgody Senatu.

Wynagrodzenia władców to w Polsce od zawsze bardzo gorący polityczny kartofel. Odpowiedzialność za anormalną sytuację ponosi jednak… sama klasa polityczna, i to wszystkie kolejne rządy III RP. Żeby nie sięgać głębiej, przypomnę dzieje bezmyślności decydentów od końca XX wieku. Oto 1 stycznia 2000 r. weszła w życie nowa ustawa o kształtowaniu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej, która wprowadziła tzw. kwoty bazowe, czyli prognozowane przeciętne wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej oraz służbach. Najważniejsza kwota wynosiła wtedy 1135,40 zł i z mocy ustawy miała być odpowiednio corocznie urealniana. W budżecie 2000 od razu wzrosła do 1490,30 zł, przy czym w innym jego punkcie prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto w gospodarce narodowej zapisano w wysokości 1826,00 zł. Warto zapamiętać relację obu tamtych kwot.

Wspomniana ustawa przez 21 lat niezmiennie zawiera przepis: „Kwoty bazowe waloryzowane są corocznie średniorocznym wskaźnikiem wzrostu wynagrodzeń”. Jednak ze względów propagandowych i wyborczych kolejne ekipy rządzące nie wykonywały tego rozsądnego nakazu, wprowadzając przepisy epizodyczne o zamrożeniu kwoty bazowej służącej ustalaniu wynagrodzeń wierchuszki państwa. Grzech bezmyślności jako pierwszy popełniła ekipa SLD, która utrzymała sztucznie poziom 1603,56 zł w trzech budżetach 2001-03. Później kwota bazowa minimalnie drgnęła, ale zdusił ją rząd PO-PSL. W budżecie 2008 ustalono 1766,46 zł, na dwa lata wzrosła do 1835,35 zł, ale potem nagle została… obniżona do dawnych 1766,46 zł i tak trwała w sześciu budżetach 2011-16. Tak zwana dobra zmiana PiS odważyła się tknąć ją do 1789,42 zł, ale w tej wysokości została zamrożona w pięciu budżetach 2017-21. Przez dwie dekady systematycznie natomiast rosło zapisywane w innym punkcie ustawy budżetowej prognozowane miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej, obecnie to już 5259,00 zł. Warto zestawić tę wielkość z kwotą bazową 1789,42 zł i porównać z analogiczną relacją w roku 2000. Proste zestawienie suchych liczb potwierdza, że gdyby przez dwie dekady politycy nie zbijali sztucznie mnożnej, lecz normalnie rewaloryzowali ją zgodnie z prawidłowym przepisem ustawy, to tak bulwersujący społeczeństwo problem skokowego podniesienia mnożników nigdy by nie wystąpił.

Donald Tusk na bardzo długo zaszczepił u Mateusza Morawieckiego, członka jego przybocznej rady gospodarczej (zdjęcie z 2010 r.), przekonanie, że płace wierchuszki państwa powinny być zamrożone.
Jerzy Dudek / Forum
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane