La Strada - początki zawsze są trudne

Aneta Królak
opublikowano: 2001-02-02 00:00

La Strada — początki zawsze są trudne

Na warszawskiej Pradze pojawiła się kolejna restauracja. Jej właściciele zdecydowali się serwować specjały kuchni włoskiej. Dbałość o szczegóły i nastrojowe wnętrze pozwalają klientowi przymknąć oko na pewne niedociągnięcia, które można na razie tłumaczyć początkami działalności.

Nazwa restauracji doskonale oddaje nastój wnętrza. Most westchnień, który przemierza każdy wchodzący do lokalu, ma w zamyśle projektanta odtworzyć klimat starych uliczek włoskich miast. Trzeba przyznać, że zamiar ten został zrealizowany z bardzo dobrym skutkiem. Wnętrze jest nastrojowe i ciekawe. Można się poczuć, jakby się jadło obiad na ulicy otoczonej starymi kamienicami. Mogłoby być jeszcze przyjemniej, gdyby w pomieszczeniu panowała nieco wyższa temperatura.

Estetyka wnętrza zachęca do zajrzenia w menu. Gruba, ozdobna księga pełna bogato opisanych potraw, może trochę rozczarować. Otóż, nie wszystkie z wymienionych tam dań były dostępne. Poza tym restauracja nie otrzymała jeszcze koncesji na sprzedaż alkoholu, więc musiałam zapomnieć o winie, piwie czy choćby aperitifie. Choć ten ostatni można zamówić w wersji owocowo-bezalkoholowej, np. trzy kolory Italii ze zmiksowanych owoców. Niestety pierwsza próba nie powiodła się barmanowi i kolory były tylko dwa.

Jako niewielką, choć ciekawą w smaku przystawkę warto polecić grzankę z zielonym serem gorgonzola i odrobiną miodu. Nie najgorsza okazała się również zupa grzybowa z grzankami, choć ta sporządzona z kurczaka z migdałami jest zdecydowanie lepsza.

Trudno mi było wybrać danie główne, bo przecież nie sposób odmówić sobie specjałów z morskich głębin lub zrezygnować z tradycyjnych włoskich makaronów.

W końcu decyzja zapadła, a na stół wjechał pstrąg w migdałach. Muszę jednak przyznać szczerze, że zdarzało mi się jeść tę rybę w lepszym wydaniu. Za to zamówione do niego ziemniaki, gotowane z masłem i rozmarynem, były, choć trudno chwalić zwykłe kartofle, naprawdę świetne. Wspomnienie pstrąga postanowiłam zatrzeć którymś z dań kuchni śródziemnomorskiej i zdecydowałam się zamówić spaghetti w sosie śmietanowym z chrupiącym boczkiem. Wybór okazał się trafny, a spaghetti warte polecenia.

Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła powodów do uszczypliwości. Nie wszystkich dań z bogatej karty można było skosztować, choć, jak zapewnia obsługa, menu ma zostać skorygowane, a szef kuchni zyska okazję do popisywania się wszystkimi swoimi umiejętnościami. Kelnerki okazały się bardzo miłe i choć zdarzało im się znikać na jakiś czas z pola widzenia i pojawiać niespodziewanie, by nieco zaniepokojonym głosem zapytać, czy wszystko w porządku, można to jednak wybaczyć i złożyć na karb braku doświadczenia.

Restauracja w sumie zapowiada się bardzo dobrze. Poza tym serwowane w niej na deser pyszne słodkie tiramisu mogłoby natchnąć optymizmem.

La Strada może kiedyś stać się ulubionym miejscem spotkań zakochanych par, ale nie przypuszczam, by charakter tego lokalu sprzyjał rozmowom biznesowym.