Powody najbardziej przyziemne mają protesty we Francji, są niezgodą na podniesienie wieku emerytalnego. Dotychczasowy jest tam rekordowo niski, przynajmniej dla mężczyzn – wynosi… 62 lata, zaś do 2030 r. miałby zostać podniesiony do 64. Zadłużone na biliony państwo wydaje na emerytury aż 14,8 proc. PKB, gdy np. Polska około 10 proc. Zupełnie inne podłoże mają nieustające (w sobotę znowu wezbrały) demonstracje zdeterminowanych świeckich Izraelczyków, którzy są zszokowani parciem prawicowo-religijnego rządu Benjamina Netanjahu do skoku na sądownictwo. Premier jest osobiście zainteresowany podporządkowaniem Sądu Najwyższego większości parlamentarnej, ponieważ realnie może trafić do więzienia. W podobnym obszarze postępuje pęknięcie społeczne w USA, na razie w sferze ostrej debaty publicznej, ale w razie zmaterializowania się wiszącego nad Donaldem Trumpem aresztowania jak nic przemówi ulica…
W takim zestawieniu porównawczym procesy zachodzące w Polsce przebiegają i tak łagodnie. Niedziela Palmowa zbiegła się kalendarzowo z 18. rocznicą śmierci Jana Pawła II, którą upamiętniły marsze, ale o frekwencji znacznie mniejszej od spodziewanej przez inicjatorów. Po 2 kwietnia 2005 r. atmosfera narodowej żałoby bardzo sprzyjała konsolidacji społecznej. Wtedy symbolem pojednania było pierwsze podanie sobie rąk przez prezydentów Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego. Dzisiaj już mało kto pamięta, ale dwie dekady temu to ich konflikt personalizował w Polsce polaryzację polityczną. Od wyborów parlamentarnych i prezydenckich jesienią 2005 r. na szczycie narodowej niezgody tamtą parę zmienił inny zestaw liderów – Jarosław i Lech Kaczyńscy kontra Donald Tusk. Umocnione katastrofą smoleńską starcie przebiega sinusoidalnie, ale trwale już 18 lat…
Jana Paweł II odegrał gigantyczną rolę także w świeckim wątku naszej historii. Podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r., od którego absolutnie wszystko się w Polsce zaczęło, właśnie portret papieża stoczniowcy wywiesili na bramie. Legendarne porozumienie Lech Wałęsa podpisywał wielkim długopisem papieskim – bazarowym gadżetem pozostałym po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II z 1979 r. W stanie wojennym informacyjnie słuchaliśmy Wolnej Europy, zaś ku pokrzepieniu – papieskich audiencji dla Polaków z Watykanu. W 2003 r., na trzy tygodnie przed referendum akcesyjnym, papież wypowiedział słynną frazę „od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”, czym całkowicie wytrącił przeciwnikom akcesji argumenty za bojkotem i frekwencja wyniosła 58,85 proc. Bez papieskiej zachęty obeszlibyśmy się tylko unijnym smakiem, albowiem frekwencja w życiu nie przekroczyłaby progu 50 proc.
Rocznice 2 kwietnia przez 17 lat obchodzone były bardzo godnie, ale absolutnie neutralnie politycznie. W tym roku debata publiczna o grzechach Kościoła również za pontyfikatu Jana Pawła II stała się glebą, na której wyrosły i kwiaty, i chwasty – tak postrzegane w kontekście stojących jesienią przed Polakami wyborów. Obchody 2 kwietnia stały się dopiero próbą rozgrywki, którą realnie można sobie już wyobrazić w ważniejszą niedzielę 15 października. To na 99 proc. data wyborów, naturalnie wypadająca z przepisów, a zarazem wigilia 45. rocznicy wybrania kardynała Karola Wojtyły 16 października 1978 r. na papieża. Przy formalnym całkowitym zachowaniu ciszy wyborczej, propagandowe uderzenie kultowym „Habemus papam!” może dać obozowi obecnych władców ponadnormatywne przychody. W referendum akcesyjnym zachęta Jana Pawła II przekazana na żywo okazała się w urnach bardzo skuteczna, w październiku odtwarzane będą archiwalne nagrania…

